You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Jedno z najlepszych doświadczeń mojego życia

Wywiad z Zuzanną Stróżyk. uczestniczką wolontariatu młodzieżowego z zakresu Medycyny na Sri Lance

Wolontariuszki pozują do zdjęcia w lokalnym sklepie

Dlaczego wybrałaś akurat Sri Lankę?
Właściwie całe moje zainteresowanie wolontariatem wzięło się stąd, że moja przyjaciółka po maturze wyjechała na wolontariat. Opowiadała mi trochę o różnych tego typu organizacjach, ja zaczęłam szukać informacji na ten temat w Internecie, no i znalazłam Was. Po jakimś czasie przekonałam do tego rodziców. Wahałam się pomiędzy Nepalem, a Sri Lanką, ale p. Łukasz doradził mi Sri Lankę, ponieważ powiedział, że wyjeżdża tam dużo ilość Polaków i to zaważyło na mojej decyzji.

W jaki sposób namówiłaś rodziców?
To było tak, że bardzo chciałam pojechać na jakiś wolontariat, głównie dlatego, że moja przyjaciółka odważyła się na to. Opowiadała mi o tym jakie są teraz możliwości, więc zaczęłam szukać. Rozmyślałam też nad studiowaniem medycyny, więc po odkryciu Projects Abroad stwierdziłam, że wolontariat medyczny będzie czymś idealnym. Uznałam, że taki wolontariat, który umożliwi mi zobaczenie jak wygląda praca w szpitalu będzie doświadczeniem, które pozwoli mi podjąć decyzję dotyczącą mojej przyszłości.

Jak przebiegały Twoje przygotowania?
Poczytałam trochę informacji na MyProjectsAbroad, ale głównie polegałam na Clemie, opiekunie z którym wymienialiśmy się mailami. To był okres, w którym przygotowywałam się do matury, także nie skupiałam się na tym w stu procentach.

Jak oceniasz uzyskane wsparcie?
Na najwyższe noty. Czy Clem, czy Łukasz zawsze szybko udzielali mi odpowiedzi.

Miałaś jakieś obawy związane z wyjazdem?
To wszystko się skumulowało tydzień, może dwa tygodnie przed wyjazdem, gdy już napisałam maturę. Cały związany z nią stres przerzucił się na wyjazd. W mojej głowie kotłowały się myśli „o matko, pierwszy raz pojadę tak daleko i to na wolontariat z nieznanymi ludźmi, do zupełnie innego kręgu kulturowego" z czasem jednak zaczęło się to przeradzać w radość związaną z tym, że dopnę swego.

Wolontariuszki Projects Abroad w medycznych uniformach

Jaka była Twoja pierwsza myśl już po przylocie na miejsce?
Że jestem zmęczona (śmiech). Podróż była naprawdę wyczerpująca.

Co Cię najbardziej zaskoczyło na Sri Lance?
Właściwie to wszystko! Pierwszy raz byłam w prawdziwej Azji! Wszystko było dla mnie szokiem, począwszy od religii, kultury, sposobu poruszania się na drogach, skończywszy na mieszkańcach. Wszystko było dla mnie zupełnie odmienne. To było niesamowite i musiałam się do tego przyzwyczaić. Przykładowo, tam gdzie u nas są przy drodze krzyże, tam były figurki Buddy. Zobaczenie zupełnie innego kręgu kulturowego pozwoliło mi docenić to co mam u siebie w Polsce.

Kiedy poznałaś innych wolontariuszy?
Pierwszego dnia jak zaczęliśmy się wszyscy zjeżdżać do rodziny goszczącej. Mieszkałam z dziewczyną z Włoch, z Stanów Zjednoczonych i chłopakiem z Korei Południowej. Z dziewczynami stwierdziłyśmy, że zamiast spać w różnych pokojach, to w jednym złączymy łóżka i będziemy spać we trzy. Dość szybko przeszliśmy ze stopy nieznajomych do bliskich relacji i zaczęłyśmy rozmawiać dosłownie o wszystkim.

A jak spędzaliście czas wolny?
Czas był zawsze zorganizowany, głównie to były wyjścia na basen czy plażę. Zajmowaliśmy się też robieniem plakatów i graniem w karty. Dużo rozmawialiśmy, porównywaliśmy tradycje swoich krajów, zwyczaje i zachowania. Podczas rozmów osoby, które nie posługują się biegle angielskim miały okazję do poćwiczenia słówek. Ja akurat robiłam sobie listę słów, które występują w amerykańskim slangu. Było to dla nich zabawne.

Grupa wolontariuszy na plaży

Uważasz, że są to znajomości na lata?
Myślę, że tak. Wiadomo, że to nie będzie tak jak z przyjaciółmi, których ma się blisko na co dzień. Mamy kontakt ze sobą, wysyłamy sobie zdjęcia, filmiki i opowiadamy o tym co robimy. Trzy miesiące po wolontariacie spotkałam się we Włoszech z Gretą, włoszką, którą poznałam na Sri Lance, to był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia.

Mieszkałaś z rodziną goszczącą, jak ich oceniasz?
To są bardzo mili ludzie. Nasza host mama serwowała nam jedzenie tak jak nasza prawdziwa polska babcia. To było naprawdę kochane. Trzeba było się przyzwyczaić do ich sposobu życia, często wieczorami oglądali w telewizji telenowele jedząc do tego curry. To był naprawdę uroczy obrazek. Wciąż się pytali czy nie jesteśmy głodni lub czy nie brakuje nam wody.

Zauważyłaś niuanse kulturowe?
Od razu pierwszego dnia zauważyliśmy, że w swój charakterystyczny sposób bardzo często kręcą głową. Obojętnie czy to jest zaprzeczenie, czy zgoda to kiwają głową z boku na bok. To jest takie bardzo ichnie. Czasem się łapaliśmy, że zaczynamy tak robić (śmiech).

Również podczas wizyty w świątyni Candy zwróciłam uwagę na to w jaki sposób się modlą. Są wtedy bardzo skupieni i oddani modlitwie. Od każdego czuć było dumę z tego, gdzie i jak żyje.

Spotkałaś się z czym co dostępne jest tylko w tym kraju i nigdzie więcej
Ropi, to były takie naleśniki, ale z kokosa, były bardzo pyszne.

A jak ich kuchnia?
Myślałam, że w krajach tak ciepłych, gdzie owoce rosną jeden na drugim, ludzie jedzą ich bardzo dużo. A właśnie, że nie. Przede wszystkim jedzą ryż, makaron, ziemniaki i ewentualnie do tego podsmażone lub ugotowane warzywa To było takie zdziwienie. Na Sri Lance pierwszy raz spróbowałam papai i jak ją zjadłam to powiedziałam host mamie, że bardzo mi smakuje. Później codziennie je mieliśmy, to również była taka ich uprzejmość. Przekonałam się również do ostrego jedzenie, przed wyjazdem niekoniecznie za nim przepadałam, a tam byłam na nie skazana i teraz mi brakuje takiej ostrości.

Czego nowego nauczyłaś się w czasie wolontariatu?
Gdy organizowane były Medical Campy, zmienialiśmy się między swoimi stanowiskami. Trzy osoby mierzyły ciśnienie krwi, trzy poziom cukru, jedna osoba ważyła, dwie osoby wraz z farmaceutą wydawały leki. Raz zapytaliśmy farmaceuty jak on odczytuje te recepty, bo wiadomo, lekarze pięknie nie piszą, to odpowiadał, że jeżeli lekarze dają dany lek, to zazwyczaj on idzie w parze z tym, taka i taka dawka i tak dalej. To było na pewno uczące. Nauczyłam się również jak wbić się malutką igiełką by pobrać krew do pomiaru cukru. No i przede wszystkim rozwinęłam się językowo. Bardzo dużo mi to dało, bo byłam jedyną Polką, no i nie miałam Internetu w telefonie (śmiech). Więc nie było możliwości przetłumaczenia sobie słówka, tylko trzeba było okrężną drogą przez domysły gdzieś tam dotrzeć, ale to było fajne! To mi otworzyło umysł na to, żeby nie być zamkniętym wyłącznie na swój krąg kulturowy, czy kraj. Tylko na to, że są też inni ludzie na tym świecie, którzy myślą inaczej, wyglądają inaczej i tak dalej. Niesamowite jest to, że byliśmy mniej więcej w podobnym wieku i różni nas miejsce zamieszkania, poglądy, wygląd, a spotykamy się z podobnymi nastoletnimi problemami i rozterkami. To też było pouczające.

Zuzanna

Miałam również okazję jako jedyna dziewczyna być dwa razy na sali operacyjnej, na oddziale chirurgii. Patrzenie na pracę chirurga było niesamowitym doświadczeniem, wykonywał swoją pracę jak prawdziwy artysta. Wszystkie te cięcia, szwy, były bardzo precyzyjne. Dało nam to spojrzenie na to jak to rzeczywiście wygląda. Nie koniecznie sam wyjazd podpowiedział mi czy chcę studiować medycynę czy nie, ale później parę takich wydarzeń w moim życiu, wszystko to złożyło się razem z tym wolontariatem na to, że od października będę studentką medycyny.

A jak uważasz, co warto ze sobą zabrać na Sri Lankę?
Z podstawowych rzeczy to na pewno krem z filtrem i płaszcz przeciwdeszczowy. Bardzo się przydadzą „Elephant pants", to są takie bawełniane, bardzo luźne, długie i przewiewne spodnie. Tam trzeba się odpowiednio ubierać, by nie razić zbyt krótkimi spodenkami. Dodatkowo witaminę B, jak się ją bierze to nie gryzą komary. Na mnie działało.

Ogólnie to pakowałam się zgodnie z zasadami, które były na MyProjectsAbroad. Napisali by wziąć fartuch medyczny, a ja kupiłam sobie jeszcze bluzę i spodnie medyczne. Ta bluza nie była konieczna bo na chirurgii nam dawali swoje szpitalne ubrania. Wzięłam również białe tenisówki, bo chciałam zakładać do szpitala białe buty, no bo tak – nie wiem – tak widziałam, że studenci medycyny robią (śmiech), ale pogoda była bardzo zmienna, więc stwierdziłam, że białe buty no nie koniecznie się nadają do takiego kraju.

Uważasz, że taki wolontariat to dobra opcja na podróżowanie inaczej?
Tak, bardzo dobra opcja. Rozwijamy siebie, pomagamy ludziom. Daje to zupełnie inne spojrzenie na kraj. Z reguły podróżowałam do hotelu, posiedzieć, poleżeć, all inclusive. Owszem robiliśmy sobie wycieczki by coś pozwiedzać i dowiedzieć się o danym kraju, ale to było takie patrzenie z zewnątrz. Żyjąc i pracując na takim wolontariacie, mieszkając u rodziny goszczącej, widzi się to wszystko od wewnątrz. Dostrzega się codzienne życie, na które lecąc na Sri Lankę do hotelu, miałabym zupełnie inne spojrzenie bo bym widziała to wszystko z zewnątrz.

Chciałabyś to kiedyś powtórzyć?
Tak, za kilka lat na pewno bym chciała powrócić na Sri Lankę już jako praktykantka.

Gdybyś miała opisać ten wyjazd jednym zdaniem, to jakby ono brzmiało?
Było to jedno z najlepszych doświadczeń mojego życia, do którego wracam codziennie myślami.

Zuzanna Stróżyk

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.