You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

To, że trzeba być odważnym to jedno, ale jednak trzeba czuć to coś

Wywiad z Nicole Nowak, uczestniczką wolontariatu młodzieżowego z zakresu Medycyny w Nepalu

Wolontariuszka podziwia krajobrazy Nepalu

Dlaczego akurat Nepal?
Na początku najbardziej zastanawiałam się nad Afryką. Bardzo mnie ciągnęło w stronę Ghany i Kenii, ale po rozmowie z rodzicami i pracownikiem Projects Abroad, który powiedział nam, że do Nepalu wyjeżdża więcej osób zdecydowaliśmy się wybrać właśnie ten kraj. Powiedział również, że będę mogła pracować w szpitalu i myślę, że przekonało mnie głównie to, że będę mogła w nim być i oglądać pracę lekarzy.

Skąd się dowiedziałaś o Projects Abroad?
Paru moich znajomych polubiło na Facebooku waszą stronę, i tak już trzy lata temu dowiedziałam się o Was i od trzech lat mówiłam rodzicom, że bardzo bym chciała spróbować czegoś takiego, no ale dopiero w tym roku się zgodzili.

Jak przekonywałaś rodziców do wyjazdu, jakich argumentów używałaś?
Głównym moim argumentem było zebranie doświadczenia i to, że myślę o studiach medycznych. Także powiedziałam, że to na pewno pozwoli mi zobaczyć czy się do tego nadaję, i zdecydowanie pozwoliło. Rodzice najbardziej przekonali się wtedy kiedy pokazałam im stronę Projects Abroad, pokazałam im opinie uczestników i wywiady z nimi. Uświadomiłam im, że są ludzie z Polski, a nawet z okolic Krakowa, którzy wyjeżdżają i byli z tego bardzo zadowoleni. Chciałam również pokazać, że zapewniacie na stronie, że pomożecie nam się przygotować. To też im bardzo otworzyło oczy, że to jest strona i biuro, któremu warto zaufać.

Widok na nepalską świątynię

Miałaś jakieś obawy związane z wyjazdem?
Z samym wyjazdem nie, głównie obawiałam się jedzenia. W domu mam dietę wegańską i bardzo bałam się, że jedyne co będę mogła tam jeść to będzie ryż. Ale bardzo się zaskoczyłam, ponieważ sporo Nepalczyków w ogóle nie je mięsa, także wiele potraw było opartych na warzywach. To była jedyna obawa jaką miałam.

Jak oceniasz wsparcie, które Projects Abroad udzielił Ci przed wyjazdem?
Bardzo podobało mi się to, że wszyscy bardzo szybko odpisywali. Zarówno ludzie z polski jak i moja koordynatorka, która była wtedy w Afryce. Jeżeli cokolwiek napisałam to już na następny dzień miałam wyczerpującą odpowiedź, na każde pytanie. To było bardzo, bardzo pomocne.

Jak przebiegały Twoje przygotowania?
Na wolontariat zapisałam się już pół roku wcześniej, także jeśli mam być szczera to przypomniałam sobie o tym wyjeździe na miesiąc przed nim. Wtedy tak naprawdę wszystko się zaczęło. W związku z tym, że tam nie można było nosić krótkich spodenek i odsłaniać ramion, skupiłam się na kupowaniu ciuchów oraz odpowiednich butów plus sprejów na owady i różnych maści na ukąszenia. Skupiłam się na przygotowaniach głównie pod tym względem.

Co Cię zaskoczyło w Nepalu?
W Nepalu zaskoczyło mnie na pewno to, że każda osoba, z którą mijało się gdzieś tam na ulicy, oczywiście nie mówię tutaj o tych bardziej zatłoczonych, ale o wioskach, że się po prostu z nią witało. Pozdrawiało się lekkim uśmiechem, ukłonem i mówiło - namaste. To było bardzo pozytywne.

Most podwieszony nad Nepalską przełęczą

Co jako pierwsze utkwiło Ci w pamięci?
Gdy wyjeżdżałam do Nepalu starałam się niczego nie oczekiwać, ale też nie miałam zielonego pojęcia czego tak naprawdę oczekiwać, chodzi mi tutaj o infrastrukturę, o ludzi i o to jak będą wyglądać drogi. No i pierwsza rzecz, która najbardziej utkwiła mi w pamięci to było to, gdy pierwszy raz wsiadłam do takiego malutkiego autka z moją koordynatorką oraz kierowcą i jechaliśmy tak ze 20 minut do naszego hotelu. Jechaliśmy sobie uliczkami pomiędzy sklepami i mijaliśmy mnóstwo ludzi. Już tak naprawdę od momentu wyjścia z lotniska mogłam zobaczyć to Nepalskie życie, jak bardzo różni się ono od mojego życia w Polsce.

Jak wyglądał Twój typowy wolontariacki dzień?
Mój typowy dzień zaczynał się od śniadania, a później w zależności do jakiego miejsca byliśmy transportowani, to około godziny 8 lub 9 wyjeżdżaliśmy do szpitala, czy też do jakiegoś centrum. Tam spędzaliśmy czas do około godziny 15, ale można było też, jeżeli działo się coś ciekawego, poprosić o to czy można zostać dłużej i czasami zostawałam w szpitalu nawet do 17. Mieliśmy też przerwę na lunch około 12-13. Wtedy mogliśmy sobie godzinkę odpocząć, ale tak naprawdę wszyscy zaraz po zjedzeniu lunchu biegli na swoje oddziały bo było bardzo, bardzo ciekawie. Później jak wróciliśmy to mieliśmy chwilkę wolnego, a następnie mieliśmy jakąś krótką wycieczkę.

Czego nowego nauczyłaś się na tym wolontariacie?
Myślę, że przede wszystkim bycia otwartą na innych ludzi i nie mówię tu tylko o Nepalskiej kulturze. Było tam dużo wolontariuszy ze wszystkich zakątków świata, sporo osób z Ameryki, a tak prawdę mówiąc to nie miałam nigdy okazji obcować z Amerykanami dzień w dzień. Także na pewno wyjazd nauczył mnie bycia bardziej otwartą na inne kultury i na innych ludzi, ponieważ każdy jest do innych rzeczy przyzwyczajony w swoim kraju.

A oprócz poznania nowych kultur nauczyłaś się czegoś w swoim przyszłym zawodzie?
Jeśli chodzi o czynności to niewiele mogliśmy robić, tak naprawdę tylko obserwowaliśmy. Więc jedyne czego mogłam się nauczyć to może podejścia lekarzy do pacjentów i to tyle. Ale jeżeli chodzi o jakieś szycie czy bandażowanie to raczej nie.

Słoń idący miejską drogą

Poznałaś tam jakiś ciekawych ludzi, z którymi będziesz utrzymywała znajomość?
Oczywiście, że tak! Na pewno będę utrzymywała znajomości z ludźmi, którzy są bliżej mnie, czyli z Włoch, ale na pewno jak kiedyś wyląduję w Ameryce to spotkam się tamtejszymi przyjaciółmi. Nadal wszyscy utrzymujemy kontakt, mamy konferencje na Facebooku, piszemy sobie, także mam nadzieję, że to się utrzyma.

A jak wyglądały relacje z pozostałymi wolontariuszami, z którymi nie mieliście ścisłych więzi? Spotykaliście się w szerszym kręgu?
Co wieczór, po obiedzie siedzieliśmy sobie zwykle przy stolikach, a potem dzieliliśmy się na dwie grupy. W jednej grupie były osoby, które zostawały na cztery tygodnie, bo oni jeździli razem na wycieczki, także się dobrze zintegrowali. No i ja i moi przyjaciele, z którymi byliśmy na trzy tygodnie, wtedy szliśmy zwykle do jednego pokoju, siadaliśmy, otwieraliśmy jakieś chrupki lub cokolwiek i rozmawialiśmy ze sobą przez dobre dwie godziny.

Uważasz, że żeby zostać wolontariuszem to potrzebna jest pewna doza odwagi?
Z pewnością odwaga, ale myślę że ważniejsza jest tutaj przede wszystkim chęć niesienia pomocy. Ponieważ to, że trzeba być odważnym to jedno, no ale jednak trzeba czuć to coś. To, że po prostu chce się pomagać i nieść to dobro innym.

Dzieci, podopieczni Projects Abroad

A jak oceniasz lokalną ludność?
Bardzo uprzejmi i zawsze uśmiechnięci, jeżeli się do nich chociaż jedno słowo powiedziało to byli bardzo chętni do rozmowy. Zadawali dużo pytań odnoście naszych krajów, ponieważ spodziewam się, że nie mają wiele styczności z ludźmi zza granicy, także byli naprawdę uśmiechnięci, przemili i bardzo uprzejmi.

Uważasz, że mogłabyś tam żyć na co dzień?
Nie wydaje mi się, myślę, że polska pogoda mi o wiele bardziej odpowiada niż ta w Nepalu (śmiech).

A jak uważasz, co warto tam ze sobą zabrać?
Na pewno warto zabrać ze sobą spreje na owady i jakieś maści na wszelkie ukąszenia. W związku z tym, że jako jedna z nielicznych się na tą okazję przygotowałam to pożyczałam je później z dziesięciu różnym osobom (śmiech). Do tego przyda się peleryna, ponieważ w porze, w której ja wyjeżdżałam była pora deszczowa.

Uważasz, że taki wolontariat to dobry sposób na podróże inaczej?
Oczywiście, że tak, ponieważ wydaje mi się, że jeżeli podróżujemy do miejsc egzotycznych, powinniśmy jak najbardziej możemy obcować z lokalnymi społecznościami i ich kulturą, a wolontariat nam to zdecydowanie ułatwia, ponieważ to właśnie do nich jedziemy i im pomagamy.

Wolontariuszka robi zdjęcie miasta

A czym według Ciebie różni się taka zwykła wycieczka od wyjazdu na wolontariat?
Wydaje mi się, że jeżeli jedziemy na zwykły wyjazd to wybieramy się na niego ze swoimi znajomymi, a wyjeżdżając na wolontariat jesteśmy po części zmuszeni do integrowania się z innymi ludźmi. Nie tylko z lokalnymi oczywiście, myślę, że jest jedna z głównych różnic, i oczywiście wolontariat pozwala nam w mniej ekskluzywny sposób poznać dany kraj, co także ułatwia poznanie go z tej prawdziwej strony.

Co Ci się najbardziej podobało na tym wolontariacie?
Na wolontariacie najbardziej spodobało mi się to, że mieliśmy możliwość zobaczenia pracy lekarzy od kuchni, czyli od momentu przyjęcia pacjenta. Byliśmy w stanie zobaczyć co dokładnie po kolei robi lekarz. Jak zbiera wywiad, jak dobiera pierwsze leki, no i jak następnie odsyła pacjenta na określony oddział. Także to było naprawdę fajne, że mogłam się poczuć prawie, że jak studentka medycyny, chodzić wszędzie i zadawać pytania.

Powtórzyłabyś to kiedyś?
Zdecydowanie, jeżeli tylko będę miała taką możliwość w przyszłości to chciałabym jakieś wakacje poświęcić na wolontariat.

Nicole Nowak

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲