You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Najlepsze 5 tygodni w moim życiu

Wywiad z Michaliną Glen, uczestniczką wolontariatu z zakresu Dietetyki na Fidżi.

Michalina skacze ze spadochronem podczas pobytu na Fidżi

Michalina Glen 25l. – Aktualnie swoje życie rozdziela pomiędzy Polskę a Japonię. Na co dzień zajmuje się modelingiem, mówi, że to jej sposób na podróże. Do tego studiuje Health coaching i to z nim chciałaby wiązać swoją przyszłość. Opowiada o tym jak Projects Abroad przyczynił się do rozwoju jej pasji, oraz jak wyglądał jej pobyt na Fidżi w ramach wolontariatu, który ocenia jako 5 najlepszych tygodni jej życia.

Będąc na Fidżi skoczyłaś ze spadochronem – i to dwa razy! Nurkowałaś z rekinami, a nawet chciałaś sobie zrobić licencję nurka. Śmiało mogę stwierdzić, że odwagi Ci nie brakuje!

W życiu trzeba spróbować wszystkiego, Fidżi jest miejscem jedynym w swoim rodzaju. Gdzie skakać ze spadochronem jak nie tam!? Widok był przepiękny, można zobaczyć wiele okolicznych wysp. Drugi raz skakałam przy zachodzie słońca, są to niezapomniane emocje i chyba najlepsza rzecz jaką w życiu zrobiłam.

„Tutaj jest się automatycznie przyjętym do społeczności i to poczucie przynależności jest bezcenne.”

Poziom endorfin i ekscytacji jest nie do opisania. Podobnie, jeśli chodzi o nurkowanie, są tam najpiękniejsze rafy koralowe, niektóre z nich pod ochroną, a w pewnych rejonach Fidżi występują żywe rafy koralowe. Można zobaczyć płaszczki, popływać z rekinami i zatracić się w głębi oceanu! Jest to jedyne miejsce na ziemi, gdzie rekiny są tak przyjazne, że nie ma potrzeby zamykania ludzi w klatkach dla ochrony!

To jest bezpieczne?!
Rekiny są karmione o stałych porach dnia w tych samych miejscach. Znają swoich żywicieli i ich doceniają

To ile spędziłaś w sumie godzin na typowym nurkowaniu?
Niestety tylko 1,5h. Problem jest w tym, że po nurkowaniu nie można wsiąść na pokład samolotu przez kolejne 24h.

Myślisz, że by zostać wolontariuszem potrzebna jest pewna doza odwagi?
Z pewnością odwaga. Trzeba porzucić wszelkie oczekiwania i jechać z otwartym umysłem. Jadąc w nowe miejsce należy spodziewać się wszystkiego, niezależnie ile informacji zbierze się przed wyjazdem. Na miejscu prawie zawsze okazuje się inaczej. Fidżi było zdecydowanie pozytywnym zaskoczeniem.

Michalina pozuje do zdjęcia podczas nurkowania na Fidżi

A jak oceniasz wsparcie, które Projects Abroad udzielał Ci przed wyjazdem?
Moją opiekunką była Kasa, z którą miałam bardzo dobry kontakt. Ona również dopiero zaczynała swoją przygodę z projektem dietetycznym. Odkrywałyśmy wszystko wspólnie, co zaowocowało dobrą współpracą. Co więcej, polubiłyśmy się do tego stopnia, że już przed samym wyjazdem zostałam zaproszona do jej domu rodzinnego. Poczęstowano mnie tradycyjnym napojem o nazwie Kava, a w prezencie otrzymałam „Tapa”, które codziennie przypomina mi o miłych chwilach spędzonych na drugim końcu świata!

Jak oceniasz kontakt z tym lokalnym opiekunem?
Ja miałam bardzo dobry kontakt. Moją opiekunką była Kasa. Była ona nowa w naszym projekcie, więc tak naprawdę odkrywaliśmy to wszystko wspólnie, co zaowocowało fajną współpracą. Co więcej, polubiłyśmy się do tego stopnia, że już przed samym wyjazdem zostałam zaproszona do jej domu rodzinnego.Piliśmy Kava Kava, czyli tradycyjny lokalny napój, a ponadto otrzymałam od niej „Tapa”!

Co to jest Tapa?
Tapa jest płachtą wykonaną ręcznie z kory drzewa morwy. Widniejące na niej wzory wykonane są z naturalnych barwników.

Michalina pozuje do zdjęcia wraz ze swoją opiekunką Kasą

I rozumiem, że zabrałaś to do Polski?
Tak, zabrałam to do Polski, z przygodami – kwarantanna, certyfikaty i tak dalej. Było warto!

Jak wspominasz moment przylotu? Moment, w którym wychodzisz z lotniska, rozglądasz się i myślisz – oto jestem!
Super! Z lotniska zostałam odebrana przez kierowcę współpracującym z Projects Abroad, który swoją serdecznością upewnił mnie, że przyjazd tam to dobra decyzja. Dał mi bardzo dużo wskazówek dotyczących miasta.

A jak rodzina goszcząca?
Moja host mama Marie, jest cudowną osobą. Przywitała mnie mocnym uściskiem i pozwoliła od pierwszego momentu czuć się jak w domu. Cała wyprawa nie byłaby taka sama gdyby nie jej uśmiech i wsparcie.

Michalina przytula się ze swoją host mamą

Nauczyłaś się czegoś od nich? Zauważyłaś jakieś niuanse kulturowe?
Oczywiście, przede wszystkim ogromny szacunek do drugiego człowieka. Na ulicy każdy witał nas pozdrowieniem „Bula”, szybko zostałyśmy przyjęte do lokalnej społeczności.

Bula to jest takie „cześć”?
Tak, można to przetłumaczyć jako witamy, cześć, pozdrowienie, miłego dnia. Tego zwrotu można używać na wiele różnych sposobów. Fajnie, że Cię widzimy, fajnie, że tutaj jesteś. Ludzie mieli świadomość tego, że osoby zatrzymujące się w tym rejonie Nadii muszą być wolontariuszami lub osobami odbywającymi staże czy wymiany międzyszkolne. Wszyscy turyści mieszkali przy porcie Denarau, który był oddalony od centrum miasta o 20 minut.

Brałaś udział w wolontariacie z zakresu dietetyki na Fidżi, dlaczego akurat na ten projekt się zdecydowałaś?
Studiuje Health coaching. Ten projekt najbardziej łączył się z moimi studiami i z tym co chcę w życiu robić. Myślałam też o opiece nad dziećmi, ale była to sprawa bardzo skomplikowana. Na wyjazd zdecydowałam się 3 tygodnie przed wylotem, przebywałam wtedy w Japonii. Jeżeli chodzi o opiekę nad dziećmi potrzebny był certyfikatu z języka angielskiego, który był prawie niemożliwy uzyskania w Japonii w tak krótkim czasie. Również zaświadczenie o niekaralności byłoby kłopotem podczas pobytu za granicą. Mimo wszystko wolontariat dietetyczny był moim priorytetem. Podczas projektu współpracujemy z różnymi wioskami, szkołami, domami dziecka jak i pracownikami lotniska czy policji. Efektów nie zauważa się z dnia na dzień. Zmiany wymagają czasu.

Michalina śmieje się wraz z innymi wolontariuszkami

Przyleciałaś, miałaś chwilę na zaklimatyzowanie się, poznałaś rodzinę. Nastał dzień wolontariatu. Jak go wspominasz?
Było małe zamieszanie, ale cieszę się, że tak wyszło. Wprowadzenie odbyło się popołudniu, dlatego też od rana pojechałyśmy do hinduskiej wioski - od razu mogłam się przekonać jak będą wyglądały moje kolejne tygodnie na Fidżi.

To działo się już drugiego dnia?
Tak, pierwszy dzień spędziłam z rodziną goszczącą i dwoma pozostałymi dziewczynami, które mieszkały w tym samym domu. Drugi dzień rozpoczęliśmy od wizyty w wiosce, później wycieczka po mieście i lunch z jednym z opiekunów.

A jak wyglądał Twój typowy dzień, już po rozpoczęciu wolontariatu?
Codziennie o 9:00 spotykaliśmy się w biurze, przygotowywaliśmy się do dnia. Podczas tzw health screening sprawdzałyśmy poziom cukru, ciśnienie krwi, BMI i przeprowadzałyśmy dlugie rozmowy z pacjentami. W poniedziałki przygotowywałyśmy się na cały tydzień i planowałyśmy co będziemy robić oraz gdzie pojedziemy. Przeważnie w piątek chodziłyśmy do różnych szkół. Uświadamiałyśmy dzieci jak ważne jest zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna.

Michalina przybija piątki z lokalnymi dziećmi

A jak spędzałaś czas w wolny, w dni pracujące?
Zazwyczaj korzystałyśmy z basenów hotelowych. W Nadii nie ma pięknych plaż. Natomiast jeżeli chodzi o hotele to spotykałyśmy się z pozytywną odpowiedzią, z podziękowaniami za to co robimy dla mieszkańców. Oprócz tego zwiedzałyśmy okolicę, są tam wodospady, tyrolki, błotne baseny, na większość z tych rzeczy otrzymałyśmy zniżki ze względu na pracę, którą wykonywałyśmy

I to była inicjatywa mieszkańców?
W niektórych miejscach było to ustalane przez biuro, a w innych ze względu na to, że wolontariusze z ubiegłych lat pomagali pracownikom.

Podczas wolontariatu poznałaś wiele osób, prawda?

Tak, było tam wielu wolontariuszy z Europy i Ameryki. Na wolontariacie z Kultury & Społeczeństwa była cała rodzina z Niemiec, rodzice i trójka dzieci. W każdy czwartek mieliśmy spotkania integracyjne, nie były one obowiązkowe, ale zawsze starałyśmy się tam być. Większość czasu spędzałam z osobami z mojego projektu, inne projekty miały zróżnicowane godziny pracy. Nasz projekt miał to szczęście, że wszyscy mieszkaliśmy w Nadii. Jeżeli chodzi o inne, były to osoby mieszkające w pobliskich wioskach.

I uważasz, że są to znajomości na lata?
Myślę, że są to znajomości, które będą znaczyły wiele przez lata. Aczkolwiek nauczyłam się, że trzeba nacieszyć się ludźmi w momencie, gdy jesteśmy razem. Żyć tu i teraz. Z pewnością, gdy będę w Belgii, Holandii, spotkam się z tymi osobami. Te znajomości z pewnością zostaną utrzymane.

Z pewnością, gdy będę w Belgii, Holandii, czy polecę do Kanady spotkam się z tymi dziewczynami, bądź gdy one przyjadą do Polski, a ja akurat tutaj będę.

Spotkałaś się z czymś co jest dostępne tylko w tym kraju i nigdzie indziej? Jedzenie, zwyczaje?
Napój kava - to ususzony i sproszkowany korzeń. Picie kavy ma na celu zrelaksowanie sie po ciężkim dniu. Poprawia jakość snu i powoduje uczucie drętwienia języka.

To jak drętwieje Ci język to, czyli co, nie można się komunikować normalnie? (smiech)
Nie, (śmiech) można się komunikować normalnie! Pije się go w skorupie kokosa, jednak nie w dużych ilościach.

A jak planowałaś dni, w które zwiedzałaś kraj?
Zaplanowałam wszystko podczas mojego drugiego tygodnia na Fidżi. Chciałam najpierw poznać opinię lokalnych osób. Znaleźć najprostszy sposób transportu na wszystkie wyspy. Na niektóre wyspy płynęłam promem, na inne leciałam seaplane.

Z takiego samego samolotu skakałaś na spadochronie?
Jeżeli chodzi o skok na spadochronie, skakaliśmy z bardzo małego samolotu, był on bardzo podobny do hydroplanu, ale miał już dwa silniki.

Ktoś jeszcze skakał, czy tylko Ty?
Podczas pierwszego skoku towarzyszyła mi jeszcze jedna wolontariuszka, a za drugim razem skakałam z innym znajomym.

A jak uważasz, co warto zabrać ze sobą na Fidżi?
Warto zabrać proste rzeczy, których nie będzie nam szkoda jeśli się zniszczą. Jest tam bardzo wilgotny klimat. Dobrze zabrać też dużo przewiewnych rzeczy. W pracy obowiązuje dresscode - zakryte ramiona i duża chusta przewiązana w biodrach. Poza wolontariatem można nosić wszystko. Należy się przygotować na upały.

Michalina wraz z innymi wolontariuszkami pozują do zdjęcia na tle nazwy lotniska

A jeżeli się czegoś zapomni? Można to wtedy kupić w tamtejszych sklepach?
Ja ze sobą zabrałam plecak 70L, kilka t-shirtów, kilka par spodenek,dwie pary długich spodni i obuwie sportowe oraz sandały. Kosmetyki kupiłam na miejscu.

Czy wyjazd na wolontariat nauczył Cię czegoś nowego?
Ogromnej cierpliwości! Zrozumienia dla innych ludzi, otwartości umysłu. Fidżi uświadamia jak szczęśliwym człowiekiem można być pomimo przeciwności losu.

Oceniłaś ten wyjazd jako 5 najpiękniejszych tygodni życia, śmiałe, dlaczego?
Było to 5 pięknych, niesamowicie intensywnych tygodni. Każdy dzień był inny. Doświadczyłam życia w lokalnej społeczności, zwiedziłam wiele wysp. skoczyłam na spadochronie, nurkowałam, pływałam pod wodospadem, przeprawialiśmy się przez dżungle... Fidżyjczycy ciężko pracują, cieszą się z tego co mają. Potrafią odnaleźć radość w najmniejszych rzeczach. Na każdym kroku było tam widać miłość i przywiązanie do siebie.

„Moim zdaniem jest to najlepszy sposób na poznanie danej kultury. To co jest przygotowane dla turystów nie ma w ogóle odzwierciedlenia w codziennym życiu Fidżyjczyków. A powiem szczerze, że to codzienne życie jest o wiele piękniejsze niż to co jest przedstawione w broszurach biur podróży.”

A jak z porami spożywania posiłków?
Moja host mama byłą mieszanką Fidżyjki, Hinduski i Chinki. Mój tato pochodził z Polinezji, mają bardzo otwarte umysły. Ich dzieci również mieszkają zagranicą. Marie jest tak naprawdę pierwszą rodziną goszczącą odkąd Projects Abroad działa na Fidżi. W związku z tym posiłki miałyśmy raczej urozmaicone. Jeżeli chodzi o Lunche były oczywiście pakowane przez nią, kolację jadaliśmy wspólnie pomiędzy 18-18:30.

Uważasz, że taki wolontariat to dobra opcja na podróż inaczej?
Oczywiście! Moim zdaniem jest to najlepszy sposób na poznanie danej kultury. Atrakcje turystyczne nie mają żadnego odzwierciedlenia w codziennym życiu Fidżyjczyków. Codzienne życie jest o wiele piękniejsze niż to przedstawione w broszurach biur podróży. Poczucie przynależności do takiej społeczności jest bezcenne.

A gdybyś miała opisać ten wolontariat trzema słowami to jakie by one były?
Wolę jednym zdaniem - Najlepsze 5 tygodni w moim życiu.

Polecam wyjazdy na minimum 3 tygodnie. jest to wystarczająca ilość czasu na poznanie ludzi i zapoznanie się z ich problemami.

Michalina Glen

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.