You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Medycyna & Opieka zdrowotna w Nepalu, Małgorzata Kasprzak

Małgorzata Kasprzak

Małgorzata Kasprzak – Niedawno skończyła 18 rok życia, które potoczyło się znacznie szybciej i intensywniej niż je planowała. Mając 17 lat, po otrzymaniu nominacji stypendialnej przez Bruton School for Girls, opuściła rodzinny dom i wyjechała do Anglii. Interesuje się naukami przyrodniczymi, z farmakologią na czele, stosunkami międzynarodowymi, biznesem i ekonomią, ale to mocno zawężona lista jej bogatych zainteresowań. Kocha muzykę, od 11 lat gra na wiolonczeli, w zespołach kameralnych, śpiewa w chórach. W przyszłości zamierza działać na rzecz innych. Chciałaby móc decydować o udzielaniu pomocy medycznej krajom rozwijającym się, przede wszystkim poprzez przekazywanie im leków. Zdaje sobie bowiem sprawę z tego, jak wielki wpływ mają one na świat i jak ich dostępność mogłaby poprawić stan zdrowia najbiedniejszych oraz gospodarkę krajów, w których mieszkają.

Małgorzata Kasprzak

Projects Abroad: Z tego, co wiem, bardzo dużo osób z Polski wybrało się na młodzieżowy wolontariat medyczny do Nepalu. Jak myślisz, dlaczego to taki popularny kierunek?
Małgorzata Kasprzak: Myślę, że jak na polskie standardy nawet wolontariat w Nepalu jest dość drogi, ale to najtańsza z opcji. Być może właśnie dlatego cieszy się tak dużym powodzeniem. Loty wydają się bezpieczne, obsługują je pewne linie. Znakomita większość osób, które jadą na wolontariat do Nepalu, myśli o nim pod kątem Personal Statement i aplikacji na uniwersytet. Instytucje w Polsce nie dojrzały jeszcze do oferowania takich wyjazdów na wolontariat, które po pierwsze odpowiadałyby zainteresowaniom ambitnych uczniów, a po drugie były zorganizowane na odpowiednim poziomie. Z reguły jakiekolwiek praktyki w szpitalach trzeba sobie załatwiać przez znajomych, podczas gdy w Wielkiej Brytanii to szkoły oferują swoim uczniom miejsca praktyk. Również w tamtejszych szpitalach bardziej przychylnym okiem patrzą na wolontariuszy.

Małgorzata Kasprzak

Wolontariat w Nepalu był Twoim pierwszym wolontariatem w życiu?
Nie. Jestem wolontariuszką w Sexey’s Hospital w Bruton, niedaleko mojej szkoły. To uroczy dom dla ludzi w podeszłym wieku, którzy pomimo różnych problemów zdrowotnych są jeszcze w stanie o siebie zadbać. Pomagam tam w codziennych obowiązkach, rozmawiam z pensjonariuszami. Nie lubię jednak określenia wolontariat, bo z reguły kojarzy się ono z jakimś krótkotrwałym wyjazdem za granicę, podczas którego jest się miłym i pomocnym, a potem wraca się do rzeczywistości. Lubię pomagać – daje mi to satysfakcję i siłę. Staram się więc robić to zawsze wtedy, gdy mam ku temu sposobną okazję. Swoją przyszłość wiążę z pomaganiem innym poprzez robienie tego, co kocham i z jak największą pasją, jaką w sobie mam.

Małgorzata Kasprzak

Czego spodziewałaś się po swoim wyjeździe do Nepalu, a jaka okazała się rzeczywistość?
Prawdę mówiąc spodziewałam się większej, realnej pomocy, jakiej będziemy tam udzielać ludziom. Myślałam, że w szpitalach będą wiedzieli, że jestem tam po to, aby im pomóc, nawet jeśli byłoby to „przynieś, wynieś, pozamiataj”. Na tę chwilę, w której tam byłam, chciałam coś zmienić, coś ulepszyć. Tymczasem zwykle wyglądało to tak, że musiałam prosić o przydzielanie mi zadań, bo nikt nie wiedział, co mogę robić, a czego nie. W szpitalach trochę się nudziłam, przynajmniej na początku. Musiałam nieźle się nachodzić, żeby znaleźć kogoś, kto byłby mi w stanie powierzyć jakieś zadanie. Spodziewałam się też doświadczenia, chociaż przez chwilę, prawdziwego życia w tamtejszych warunkach, ale niestety nie było mi to dane – hotel, jakkolwiek nieprzypominający europejskich standardów, był dla mnie zbyt luksusowy, abym mogła doświadczyć prawdziwych problemów, z jakimi borykają się na co dzień Nepalczycy. Moje doświadczenie tam było czymś pomiędzy przechodzeniem obojętnie między obrazkami biedy, a współczuciem Nepalczykom.

Małgorzata Kasprzak

To, o czym piszesz w związku z brakiem zajęcia w szpitalu, wynika pewnie z problemów organizacyjnych nepalskich placówek, może z braków kadrowych, ale też chyba w dużej mierze z tego, że jeszcze nie masz odpowiedniej wiedzy i doświadczenia medycznego, abyś mogła być bardziej przydatna. Siłą rzeczy przypadło Ci więc w udziale przyglądanie się pracy miejscowych lekarzy, ale czy to też nie pewna nauka?
Tak, będąc bacznym obserwatorem tego, co się wokół mnie dzieje, nie potrzebuję zawsze nauczyciela, żeby się czegoś nauczyć, dlatego mimo wszystko mam bardzo pozytywny stosunek do tego wyjazdu. Doświadczenia faktycznie nie mam, wiedzy też nie, pomimo tego że bardzo się interesuję medycyną. Mogłam oglądać pracę miejscowych lekarzy, ale chciałam chociaż trochę bardziej być tam traktowana jako wolontariuszka. Tymczasem gościnność Nepalczyków i… nie wiem czy się nie mylę, ale zbyt pozytywny stosunek do Europejczyków, mogły sprawić, że nie chcieli mnie wykorzystywać do takich zadań. Może się mylę, ale takie odniosłam wrażenie. Doktorzy i pielęgniarki byli bardzo uprzejmi, kochani do takiego stopnia, że może nie chcieli nam przydzielać tzw. „czarnej roboty”. Dopiero po wielu namowach znajdowali nam do roboty coś niewymagającego wiedzy ani doświadczenia.
Co do braku kadry, to czasem miałam wrażenie, że jest jej zbyt dużo, ale jest totalnie niezorganizowana. Co mnie bardzo zaskoczyło, to dostępność niewykorzystanych środków. Przykładowo ogromna sala, w której znajdują się 3-4 biura, podczas gdy pacjenci siedzą w ścisku przed oddziałami. W moim skromnym mniemaniu największy problem, jaki mają Nepalczycy, to brak wydajności w rozdysponowaniu środków i brak podziału pracy.

Małgorzata Kasprzak

Co czułaś, odwiedzając nepalskie szpitale, a może także i okoliczne wsie i miasteczka?
To niezmiernie trudne pytanie, ponieważ z jednej strony czułam rozgoryczenie tym, że dostępne środki posiadane przez szpitale nie są tam wykorzystywane w odpowiedni sposób, a z drugiej strony usprawiedliwiałam to mentalnością Nepalczyków. Miałam wrażenie, że tamtejsze pielęgniarki nic nie robią, podobnie jak doktorzy. Podział pracy i obowiązków nie ma tam znaczenia i być może ma to swoje odzwierciedlenie w rankingach najszczęśliwszych narodów, ale z pewnością przyczynia się także do pogorszenia stanu gospodarki. Nepal jest krajem kontrastu, w którym najniższa grupa socjoekonomiczna ma problemy z zaspokojeniem podstawowych potrzeb, a najwyższa posiada iPhone’a i okulary z Lacoste’a. Domy stawiane z kilku blach i kawałków drewna stoją w cieniu majestatycznych gór przykrytych płaszczem chmur. Myślę, że mentalność Nepalczyków i tamtejszy klimat sprzyja wolnemu rozwojowi gospodarczemu.

Co masz na myśli, mówiąc, że środki nie są tam wykorzystywane w odpowiedni sposób?
Zastanawiałam się np. nad tym, po co szpitalowi ogromny stół konferencyjny z wygodnymi krzesłami, podczas gdy gazy i bandaże muszą być tam sterylizowane zamiast wymieniane na nowe? Po co zatrudniać mężczyznę obsługującego windę, kiedy nie ma wystarczającej ilości krzeseł dla oczekujących na korytarzach?

A jak sądzisz, skąd ta opieszałość Nepalczyków w wykonywaniu swoich obowiązków? Są leniwi, źle zorganizowani czy też nie wierzą, że sami mogą coś zmienić, jeśli się postarają? A może po prostu wystarcza im to, co mają, choćby było to stosunkowo niewiele?
Myślę, że to mentalność, klimat. Nie zmienię ani jednego, ani drugiego a oni wydają się być szczęśliwi. Klimat jest na tyle niesprzyjający, że bez organizmu odpornego na wysokie temperatury trudno jest tam ciężko i wydajnie pracować. Wszyscy są bardzo mili wobec siebie, nie widziałam żadnej chorej, nieprzyjemnej sytuacji pomiędzy pielęgniarkami i lekarzami – może to dlatego, że wszyscy mają tam czas usiąść w trakcie pracy, porozmawiać, uśmiechnąć się do siebie? Co do bycia leniwymi – może mieć na to duży wpływ zanieczyszczenie środowiska, które osłabia organizm. Kobieta, której ciało mieliśmy okazję oglądać podczas sekcji zwłok, była osobą niepalącą, ale jej płuca wyglądały jak płuca zaawansowanych palaczy. Najchętniej tę opieszałość Nepalczyków zrzuciłabym na mentalność, chociaż być może wiele innych czynników też ma na to wpływ… a może to z krajami rozwiniętymi jest coś nie tak, przecież my ciągle pracujemy bez chwili wytchnienia? Czasem punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Mogłabyś przywyknąć do takiego życia?
To życie jest piękne, ale nie dla pracoholików. Nie potrafiłabym cały dzień siedzieć w jednym miejscu z brakiem perspektyw na poprawę swojego życia. Zanieczyszczenie powietrza w Kathmandu również sprawiałoby mi problem. Ale ciężko mi oceniać ze swojej perspektywy. Pewnie gdybym urodziła się w Nepalu, to nie potrafiłabym przywyknąć do życia w Polsce…

Czy nauczyłaś się czegoś w trakcie wolontariatu?
Nauczyłam się przede wszystkim tego, że brak środków na rozwój jest mniejszym problemem niż zmiana mentalności całego społeczeństwa. Sądzę, że to największy problem tego kraju no i jeszcze ta temperatura – nieznośne ciepło za dnia chyba zwyczajnie nie pozwala tym ludziom pracować na wysokich obrotach. Będąc w czasie tranzytu w Abu Dhabi, które jest znacznie cieplejsze, zauważyłam, że powodem dla którego ludzie nadal są w stanie bardzo wydajnie pracować, jest klimatyzacja. Abu Dhabi to stosunkowo nowe miasto, więc i technologia użyta do jego budowy jest nowa. Wymiana technologii w Nepalu byłaby kosztowna, a jest więcej problemów, z jakimi boryka się ten kraj, żeby w pierwszej kolejności należało instalować klimatyzację…

A może właśnie to tylko z pozoru zbędne koszty? Skoro klimatyzacja mogłaby zmienić rytm dnia i ludzie mieliby lepsze warunki do pracy, to byłaby ona lepiej zorganizowana, nie marnowano by przyznanych środków, lepiej zarządzano ludźmi i czasem. Nie uważasz?
Być może, ale o ile zmiany w Abu Dhabi nie były wprowadzane w czasie, bo to miasto jest totalnie nowe, o tyle nie możemy przewidzieć, jak klimatyzacja wpłynęłaby na zmianę rytmu pracy Nepalczyków z racji tego, że w Abu Dhabi nie wchodziła w grę zmiana mentalności ludzi.

Sądzisz, że jako wolontariuszka mogłaś zrobić więcej dla miejscowej społeczności?
Chciałabym zbudować plac zabaw dla dzieci, żeby miały swoje bezpieczne miejsce zabaw. Chciałabym zabrać wszystkie wychudzone psy z ulicy i nakarmić je. Chciałabym mówić dialektem, jakim posługują się Nepalczycy i zapytać ich, czego potrzebują. Chciałabym podejść do tych ludzi sprzedających pieczoną kukurydzę i kupić wszystko, a potem dać to temu panu, co na czworakach chodził po zabrudzonym chodniku i wyciągał rękę po coś do jedzenia. Chciałabym, aby było więcej osób, których chociaż jeden dzień z życia zmieni się na lepsze.

A jak według Ciebie mogłyby wspierać ten kraj międzynarodowe organizacje? W jakich aspektach pomoc jest tam najbardziej potrzebna?
Zainspirowana jednym z wykładów o ekonomii powiedziałabym, że najlepszym wsparciem byłoby otworzenie tam biznesów. Z racji taniej siły roboczej miałoby to sens. Międzynarodowe organizacje powinny się skupić na wykorzystaniu zasobów tego kraju. Ale na ten moment pomoc doraźna powinna obejmować przede wszystkim walkę z prostytucją u dzieci (o czym dowiedziałam się od mojego kolegi, który został w Nepalu tydzień dłużej i pracował tam dla UNICEFu), wspieranie edukacji dzieci, poprawienie dostępności leków i rozwijanie wśród Nepalczyków świadomości dotyczącej profilaktyki chorób. Powinno się też położyć nacisk na zredukowanie zanieczyszczenia środowiska.

Czy miałaś w Nepalu lub w trakcie podróży jakieś nieprzewidziane problemy a może przydarzyła Ci się jakaś przygoda, o której chciałabyś nam opowiedzieć?
Zapewniam, że wraz z grupą wolontariuszy, którą tam poznałam, przeżyliśmy naprawdę sporo, długo by opowiadać. Najbardziej ekstremalnym przeżyciem w Nepalu była obserwacja aborcji w tamtejszych warunkach – sterylizacja za pomocą czterech wacików nasączonych jodyną była horrorem dla moich oczu. Z takich bardziej „przygodowych” epizodów to w drodze powrotnej z Chitwan do Kathmandu napotkaliśmy lawinę błotną, przez co nasza podróż wydłużyła się o kilka godzin. Ale w dobrym towarzystwie jakoś to znieśliśmy;>.

W trakcie wolontariatu poznałaś inną Polkę – Antoninę. Powiedz proszę, w jakich okolicznościach się poznałyście, bo Antonina wybrała przecież projekt społeczny, a nie medyczny?
Z Tosią znałyśmy się jeszcze z liceum i świadomie wybrałyśmy Nepal, myśląc, że będziemy w tym samym mieście – tymczasem okazało się, że ona zostaje w Kathmandu, a ja jadę do Bharatpur. Na szczęście miałyśmy okazję spędzić ze sobą trzy dni, ale mimo wszystko trochę szkoda, że nie przeczytałyśmy wszystkich detali przed wyjazdem.

Jakbyś miała jednym słowem powiedzieć, jaki jest Nepal, to jakiego słowa byś użyła?
Gościnny – to najbardziej rzuca się w oczy.

Czego Europejczyk może nie wiedzieć o tym kraju i jego mieszkańcach? Czego mógłby się od nich uczyć?
Europejczyk może nie wiedzieć, że populacja Nepalu jest większa od populacji Australii. Może też nie wiedzieć, że Nepalczycy są bardzo niscy i że jak się na ciebie „gapią”, to możesz też „gapić się” na nich. Nepal jest bardzo bezpieczny – nawet jak udało mi się oddzielić od grupy – co zwykle robię, żeby lepiej poznać dane miejsce – to w samotnie spacerującą blondynkę wpatrywało się tyle osób, że ktoś, kto by potencjalnie chciał mi coś zrobić, musiałby się wielce natrudzić, żeby nikt inny tego nie zauważył. Poza tym, jak wspomniałam, Nepalczycy są bardzo gościnni, więc wpatrują się w Ciebie, czasem zagadają, ale nic złego Ci nie zrobią. Europejczycy od Nepalczyków mogą nauczyć się spokoju, pogody ducha i radości z małych rzeczy.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Medycyna w Nepalu

Małgorzata Kasprzak

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.