You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Biznes, Biznes w praktyce w Chinach, Kornelia Mulak

Kornelia Mulak

Kornelia Mulak: ma 20 lat i jest dumną wrocławianką oraz nie mniej dumną studentką filologii hiszpańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Studia poszerzają jej wiedzę i pozwalają doskonalić umiejętności, ale przede wszystkim sprawiają przyjemność! Kornelia interesuje się: nauką języków obcych, podróżami, marketingiem, sztuką współczesną, tańcem (uczy się tańczyć dancehall i salsę) oraz sportami ekstremalnymi (rzuca się z wysokości, gdzie tylko się da:).

Projects Abroad: Brałaś udział w projekcie biznesowym w Szanghaju. Powiedz, dlaczego na docelowe miejsce swojej podróży wybrałaś właśnie Chiny? Miałaś jakieś inne propozycje do wyboru?
Kornelia Mulak: Pewnie, że opcji było sporo. Zastanawiałam się też np. nad Mongolią. Wybrałam jednak Chiny, ponieważ zawsze chciałam odwiedzić ten kraj, zobaczyć Terakotową Armię czy wspiąć się na Wielki Mur Chiński, a Łukasz Łach – przedstawiciel Projects Abroad w Polsce – dodatkowo polecił mi Chiny – jedną z największych gospodarek na świecie – jako rewelacyjne miejsce na odbycie praktyk biznesowych.

Kornelia Mulak

Byłaś już kiedyś w Azji?
Nie, ale po pobycie w Chinach już planuję kolejne podróże! Bardzo chcę odwiedzić Rosję, Mongolię i Uzbekistan, w szczególności Muzeum Sztuki w Nukusie.

Dlaczego? Co jest tam takiego ciekawego?
To muzeum obejmuje kolekcję ponad 80 000 eksponatów i posiada największą na świecie kolekcję rosyjskiej awangardy, a wszystko to zgromadzone przez wielkiego etnografa i miłośnika sztuki Igora Sawickiego, który ocaleniu kultury Karakałpacji (regionu Uzbekistanu, w którym znajduje się Nukus) oraz zabronionej wówczas przez cenzurę sztuce awangardowej w Rosji poświęcił całe życie. To położone na azjatyckim pustkowiu muzeum to ewenement na skalę światową. Koniecznie trzeba je zobaczyć!

Jak przygotowywałaś się do podróży?
Nie miałam żadnych problemów formalnych. Wizę wyrabiałam trochę na wariackich papierach, dopiero co wróciłam z podróży po Bałkanach (polecam Albanię, może pozytywnie zaskoczyć!), a tydzień później już leciałam do Chin. Jeszcze przedtem musiałam pojechać na kilka dni poza Wrocław i nie miałam kiedy udać się do Warszawy celem załatwienia wizy. Wymyśliłam więc, że załatwię ją za pośrednictwem biura podróży CT Poland. Pozostawała tylko kwestia dostarczenia paszportu. Aby wiza została wyrobiona na czas, musiałam dostarczyć paszport w ciągu 24 godzin. Znalazłam więc przez Internet przypadkowego kierowcę jadącego z Wrocławia do Warszawy, przekazałam mu w wyznaczonym miejscu swój dokument, załatwiłam w stolicy kuriera rowerowego, który odebrał paszport od kierowcy i zawiózł go do biura i cztery dni później cieszyłam się już obrazkiem Muru Chińskiego w paszporcie! Wszystko da się załatwić. Pakowanie zajęło mi raptem trzy godziny. Mam dużą wprawę:>

Kornelia Mulak

Jak długo trwała Twoja azjatycka przygoda razem z Projects Abroad?
W sam raz. Sam projekt trwał cztery tygodnie, co pozwoliło mi doskonale poznać miasto i nowe środowisko pracy. Następnie podróżowałam sama przez nieco ponad tydzień, odwiedzając Xi’an i Pekin. Zobaczyłam wszystko, co zaplanowałam na tę podróż.

I co ciekawego udało Ci się tam zwiedzić?
W Xi’an, dawnej stolicy Chin, zobaczyłam słynną Terakotową Armię. Ci wojownicy są absolutnie niesamowici! Odkopano ich około sześciu tysięcy, a prace nad odsłonięciem wszystkich mogą zająć aż siedemdziesiąt lat! Samo miasto jest też bardzo ciekawe, warto odwiedzić Muzeum Historii Prowincji Shaanxi oraz dzielnicę muzułmańską, gdzie można spróbować różnych pyszności, takich jak np. gui hua gao, specyficzne (i bardzo dobre) ryżowe ciasto, wyglądem przypominające krem brûlée. Spędziłam też tydzień w Pekinie, co pozwoliło mi na spokojnie odkryć to historyczne miasto. Muszę jednak przyznać, że Szanghaj podobał mi się bardziej, ale może to dlatego, że byłam tam dłużej. W każdym razie Pekin też ma sporo do zaoferowania: Zakazane Miasto, 798 Art District, no i oczywiście Wielki Mur Chiński – to atrakcje światowej klasy.

Kornelia Mulak

Swój projekt realizowałaś w Szanghaju. To jedno z największych miast świata. Nie bałaś się tak gigantycznej metropolii?
A czego tu się bać?! Z głową podniesioną do góry podjęłam wszystkie wyzwania, jakie stawia to największe chińskie miasto: kierowcy-szaleńcy czy zatłoczone metro po tygodniu co najwyżej mnie irytowali, a nie przerażali. Szanghaj jest niewątpliwie najnowocześniejszym chińskim miastem, przez co Pekin wydawał mi się potem mały! Xintiandi i Koncesja Francuska stanowią dobry kontrapunkt dla Pudongu i jego super-wieżowców. Jest w Szanghaju prawie tyle samo fascynujących muzeów (historii miasta, plakatów propagandowych czy rzeźby w szkle) co rewelacyjnych restauracji i kawiarni. To miasto odbieram jako całkiem europejskie, jeśli można tak powiedzieć. Czułam się tam trochę jak w domu.

Za sprawą czego?
Głównie europejskich restauracji i kawiarni znajdujących się w Koncesji Francuskiej, których nazwy i menu przypominały mi, skąd jestem. Ta część miasta szybko stała się moją ulubioną, zwłaszcza że wiele rewelacyjnych muzeów, np. Liuli, prezentujące sztukę rzeźby w szkle czy też Shikumen Open House Museum, pokazujący typową dla Szanghaju architekturę o tej samej nazwie, ulokowanych jest właśnie tam, tak więc bywałam tam bardzo często.

Kornelia Mulak

Jak poruszałaś się po Szanghaju? Jak wygląda tam i funkcjonuje komunikacja miejska? Polska wypada przy niej blado?
Akurat we Wrocławiu komunikacja jest moim zdaniem całkiem niezła. Mamy dobrze rozwiniętą sieć często odjeżdżających autobusów i tramwajów, tak więc nawet w porównaniu z Szanghajem nie wypadamy tak źle. Szanghaj może się pochwalić doskonale rozbudowaną siecią metra, którym można dostać się absolutnie wszędzie. Przecięcia linii są bardzo częste, co znacznie ułatwia komunikację. I oczywiście nie sposób pominąć faktu, że po Szanghaju porusza się najszybszy pociąg na świecie – kolej magnetyczna (Maglev), która osiąga prędkość do 500km/h! Ja jechałam nią na odcinku lotnisko-centrum i na tej trasie, której pokonanie zajęło mi zaledwie 5 minut, pociąg zdążył rozpędzić się do 300km/h!

Jak to jest jechać pociągiem z taką prędkością, bo jakoś trudno mi to sobie wyobrazić? Wydaje mi się to zbyt futurystyczne, żeby mogło być prawdziwe;>
Jest bardziej realne niż się wydaje; widoki za oknami wciąż można podziwiać, tylko że w wersji turbo. 300 km/h to dla Maglevu dopiero rozgrzewka, tak więc jeszcze nie znam odczuć towarzyszącym maksymalnej prędkości tego pociągu.

Kornelia Mulak

Gdzie mieszkałaś w trakcie pobytu?
W mieszkaniu, które dzieliłam z dwojgiem innych wolontariuszy: Martą z Włoch i Benedyktem z Niemiec. Mieszkanie było przestronne i dobrze wyposażone, lokalizacja również była bez zarzutu – niedaleko znajdowała się stacja metra, z której łatwo było dostać się zarówno do ścisłego centrum miasta, jak i do miejsca praktyk.

W jaki sposób realizowałaś w Szanghaju swój biznesowy projekt? Co robiłaś, jakie stały przed Tobą wyzwania, czego się nauczyłaś?
Praktyki odbywałam w firmie Uraku Eyewear Retail oraz częściowo w tej powiązanej (należącej do tej samego właściciela) z ThinkSmart. Pierwsza zajmuje się sprzedażą designerskich okularów, druga wprowadzaniem nowych projektów biznesowych na chiński rynek (tzw. FDI – bezpośrednie inwestycje zagraniczne). W ramach praktyk marketingowych zajmowałam się wymyślaniem pomysłów na najnowszą kampanię marketingową Uraku (np. dokonałam podziału całego asortymentu na poszczególne kategorie, którym nadałam nazwy i dokładnie opisałam) czy porównywaniem sklepów tej marki oraz marek konkurencyjnych (praca poza biurem). Stworzyłam też szkic strony internetowej Uraku i wiele, wiele innych. Dowiedziałam się sporo zarówno o marketingu, jak i inwestowaniu w Chinach, w czym pomocne były także publikacje na ten temat, udostępnione przez mojego przełożonego. Największym wyzwaniem było chyba uzyskiwanie feedbacku od „pracodawcy” – przekonałam się, że równie istotne, jak dobre pomysły, jest wykazywanie inicjatywy.

Kornelia Mulak

Myślisz, że nie wyniosłabyś podobnej wiedzy i nie zdobyła podobnych umiejętności podczas jakiegoś stażu w Polsce czy jakimś innym europejskim kraju? A może masz już takie doświadczenia?
Cóż, mam za sobą wiele różnych kursów i szkoleń, np. na animatora hotelowego, ale nigdy wcześniej nie byłam na praktykach. Myślę, że nic nie jest w stanie zastąpić praktyk zagranicznych, tak samo jak możliwości poznania kultury i obyczajów innych krajów. W Polsce jest dużo możliwości, ale pracodawcy najbardziej doceniają know how z zagranicy. Poza tym poznawanie sposobów pracy w miejscach tak egzotycznych jak Chiny jest fascynujące.

Jak zatem wygląda biznes w Chinach? Obowiązują tam jakieś specyficzne zasady (zwyczaje) uwarunkowane kulturowo? O czym trzeba pamiętać, nawiązując kontakt z tamtejszymi biznesmenami?
Są dwa słowa klucze, o których nigdy nie należy zapominać, pracując lub zakładając biznes w Chinach: guanxi i mianzi. Pierwsze oznacza sieć kontaktów, która jest absolutnie niezbędna do osiągnięcia w Chinach sukcesu – wiele zależy od znajomości, dlatego Chińczycy przywiązują ogromną wagę do wymiany wizytówek (podawanych i przyjmowanych zawsze obydwiema rękoma). Drugi termin to określenie na zasadę zachowywania twarzy w każdej sytuacji: nie do przyjęcia jest np. publiczne obrażanie lub upokarzanie kogoś, przy czym zniewagą może być też publiczna krytyka. Warto także pamiętać o tym, żeby w trakcie lunchu z szefem i jego współpracownikami nie popełnić faux pas, zamawiając coś zimnego i nie-chińskiego, tak jak sashimi (mój błąd), ponieważ zwykle potrawami się dzieli (specjalny obracający się stół), a Chińczycy nie lubią zimnego (a w szczególności japońskiego) jedzenia.

Kornelia Mulak

Jadąc do Szanghaju, znałaś podstawy języka chińskiego? A może porozumiewałaś się na miejscu tylko po angielsku? Jak wygląda w tym kraju stopień znajomości tego języka?
Nie znałam chińskiego w ogóle, dlatego niezwykle pomocna była lekcja tego języka zapewniona mi na miejscu przez Projects Abroad. Dzięki niej poznałam podstawowe zwroty, niezwykle przydatne w tym kraju. Niestety ze znajomością angielskiego jest w Chinach duży problem, ponieważ nawet w Szanghaju trudno spotkać osoby, które ten język znają. Warto więc przed wyjazdem poznać podstawy chińskiego, a już na pewno postarać się o przewodnik, który podaje nazwy miejsc także za pomocą chińskich znaków, bo większość osób nie zna nawet transkrypcji pinyin.

Nauczyłaś się w trakcie swojego pobytu czegoś po chińsku?
Kilku słów: dzień dobry, dziękuję, do widzenia, przepraszam… Ale wróciłam z zamiarem podjęcia nauki chińskiego, co z pewnością w którymś momencie uczynię.

Jak wygląda życie nocne w Szanghaju? Miałaś okazję odwiedzić jakieś miejscowe kluby czy dyskoteki?
Szczerze mówiąc, nie przepadam za życiem nocnym, tak więc skupiłam się na poznawaniu miasta za dnia. Raz jednak zaszalałam i wybrałam się z innymi wolontariuszami na wieczorną partyjkę piłkarzyków (table football) w bardzo fajnym pubie „Windows”, gdzie zasiedzieliśmy się – uwaga, uwaga – do 23:30:>. To granice mojego nocnego szaleństwa. Za to odwiedziłam wiele wspaniałych restauracji i serdecznie polecam „Cha’s” (kuchnia kantońska), „Vegeterian lifestyle” (w Koncesji Francuskiej), a z europejskich miejsc „El Willy”, serwujące specjały kuchni hiszpańskiej.

Za czym tęskniłaś w Chinach?
Za mamą, jedzeniem sztućcami i pierogami ruskimi.

Kornelia Mulak

Wspominałaś mi jeszcze przed wywiadem coś o swoim skoku na bungee? W jakich okolicznościach miałaś okazję spróbować tego ekstremalnego sportu i jak Ci się to podobało?
Tak jest, uwielbiam sporty ekstremalne. Mam już za sobą skok ze spadochronem oraz dream jumping, ale jeszcze wiele przede mną w tej dziedzinie. Bungee spróbowałam w miejscowości Shidu, oddalonej o trzy godziny drogi od Pekinu. Znajduje się tam pięknie położony w górach park narodowy. Atrakcji jest wiele, można spróbować tradycyjnego kajakarstwa lub też rozkoszować się chińską kuchnią w jednej z wielu knajpek. Można też… skoczyć na bungee na jednej z dwóch platform, które są ustawione nad rzeką Jumą. Wrażenia ze skoku są naprawdę niesamowite! Choć oczywiście w porównaniu ze skokiem spadochronowym (z wysokości 4 km) bungee może się wydawać zaledwie rozgrzewką…

Dokończ zdanie: Chiny to…
pudełko pełne niespodzianek. Europejczyka zaskoczy tam mnóstwo rzeczy, zarówno negatywnych (dlaczego oni plują na ulicach?!), jak i dziwacznych („Naprawdę, znowu chcecie mieć ze mną zdjęcie? Nigdy nie widzieliście obcokrajowca?”), ale także bardzo pozytywnych, np. gotowość do pomocy. Wiele razy zdarzyło mi się, że nie mogłam znaleźć drogi i pomimo bariery językowej („No English”), zawsze ktoś przyszedł mi z pomocą, sprawdził drogę na mapie i nadrobił kilka metrów tylko po to, żeby mnie gdzieś zaprowadzić.

A czym ten kraj według Ciebie najbardziej różni się od europejskich?
Chińczycy zdają się nie mieć potrzeby prywatności czy intymności. Doskonałym tego przykładem jest dla mnie brak pampersów dla małych dzieci i fakt, że często załatwiają się one po prostu na ulicach (nie mówię tylko o niemowlakach, ale też np. o dzieciach cztero- lub pięcioletnich). W pekińskich hutongach toalety to zazwyczaj rządki „dziur” bez drzwi, ale Chińczyków zdaje się to nie krępować. Myślę też, że jedną z różnic jest sposób postrzegania kwestii politycznych: odniosłam wrażenie, że dla Chińczyków sytuacja w ich kraju jest zupełnie normalna, są zadowoleni z tego, że mogą się kształcić czy podróżować, ale nie mają tego europejskiego poczucia, że mogliby mieć jeszcze więcej, np. pełną wolność słowa. Chyba po prostu im na tym nie zależy.

Kornelia Mulak

Czego my, jako Polacy/Europejczycy moglibyśmy się od nich uczyć?
Może dyplomacji w środowisku pracy? Guanxi i mianzi robią swoje. Chińczycy są ostrożni ze słowami, co czasem jest dość istotne. My lubimy mówić dokładnie to, co myślimy, a nie zawsze się to opłaca.

A czego oni mogliby nauczyć się od nas?
Na pewno porządku! Od innych wolontariuszy wiem, że bałagan w biurze, w którym pracowałam, to nie przypadek. W wielu miejscach pracy panuje chaos w papierach, często porozrzucanych po prostu wszędzie, gdzie tylko się da. Trochę organizacji by nie zaszkodziło.

Masz jakieś rady dla każdego, kto wybiera się do Chin?
Przygotuj się na szok kulturowy i spróbuj wyłączyć automatyczną porównywarkę „Europa-Chiny”, a będzie Ci łatwiej. I zwiedzaj, ile się da! Niezwykłych miejsc i muzeów jest całe mnóstwo!

Jak oceniasz cały projekt? Jakie były jego plusy i minusy?
Projekt był rewelacyjny! Wróciłam z niego z poczuciem, że sporo się nauczyłam i to nie tylko w dziedzinie marketingu, ale też (może i przede wszystkim?) o samych Chinach oraz specyfice robienia biznesu w tym kraju. Projekt zbudował w mojej głowie pomost kulturowy między Europą a Chinami, dzięki czemu ten kraj przestał był dla mnie obcy. Ewentualnym minusem mogą być trudności z zaadaptowaniem się do dynamiki pracy w chińskich firmach, ale to czynnik zewnętrzny i nieunikniony początek każdego tego typu projektu. Wielkim plusem było wsparcie wolontariuszy Projects Abroad w Szanghaju, na których zawsze można było liczyć, nie tylko w kwestiach związanych z samymi praktykami. Poza tym poznałam w Chinach wielu wspaniałych ludzi (innych odbywających praktyki), z którymi wciąż pozostaję w kontakcie. To było jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń w moim życiu.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Prawo & Biznes w Chinach

Kornelia Mulak

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.