You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Młodzieżowy Wolontariat z Opieki nad dziećmi na Fidżi. Wywiad z uczestnikiem Jankiem Roszkowskim

Janek Roszkowski podczas Wolontariatu z dziećmi na Fidżi z Projects Abroad

"Nie tracić czasu"

Projects Abroad: Co skłoniło Cię do wzięcia udziału w projekcie społecznym?
Ciekawość. Chciałem spróbować czegoś zupełnie nowego, spędzić swoje wakacje inaczej niż tylko siedząc w domu i nie robiąc nic pożytecznego.

Gdzie pojechałeś? I na czym polegała Twoja praca jako wolontariusza?
Zajmowałem się dzieciakami z przedszkola na Fidżi. Organizowałem różne zabawy i brałem czynny udział w licznych rozrywkach, np. wspólnym śpiewaniu. Uczyłem też alfabetu oraz liczb.

Jakie cechy charakteru trzeba mieć, aby móc pracować z dziećmi?
Z pewnością należy być osobą otwartą na nowe doświadczenia oraz cierpliwą, zwłaszcza, gdy naszą misją jest nauczanie. Dzieci różnie przyswajają wiedzę. Poznałem dziewczynkę (bodajże 5-letnią), która jako jedyna potrafiła bez żadnej pomocy zapisać swoje imię i nazwisko oraz ułożyć cały alfabet z puzzli. Dla odmiany, inna, 8-letnia, miała problemy z układaniem, na pozór bardzo łatwych, obrazków z puzzli. Trzeba więc bacznie obserwować dzieci, dostrzegać ich problemy i pomagać im w ich pokonywaniu.

Janek Roszkowski podczas Wolontariatu z dziećmi na Fidżi z Projects Abroad

Dlaczego postanowiłeś pomagać właśnie na Fidżi?
To pierwsze miejsce, o jakim dowiedziałem się z oferty Projects Abroad. Zaciekawiło mnie, ponieważ nigdy jeszcze nie byłem tak daleko od domu. Oceania to zupełnie inny świat. Muszę przyznać, że lubię podróżować i zwiedzać, zatem wybór wcale nie był taki trudny.

Czy coś Cię tam zaskoczyło? W stylu życia, obyczajach?
Mieszkańcy Fidżi są niesamowicie miłli i przyjaźni. Nie żyją w luksusach, a jednak odniosłem wrażenie, że cieszą się z życia bardziej niż większość ludzi, których na co dzień widujemy na ulicach. Zapraszając znajomych do domu, Fidżyjczycy siedzą na podłodze, piją napój zwany "kava" (nie mylić z kawą), jedzą rzeczy w Polsce niespotykane, takie jak np. cassava czy dalo. Śmieją się, opowiadają różne, ciekawe historie. Czułem się tam jak w domu, a przecież to aż 15000 km od niego! Podobno to my, Polacy, słyniemy z gościnności. Zapewne tak jest, ale na skalę europejską. Mieszkańcy Fidżi są najbardziej przyjaznym, otwartym i dobrodusznym narodem świata.

Naprawdę wszystko Ci się tam podobało?
W sumie tylko o jednej rzeczy mogę powiedzieć coś złego. To ośrodki turystyczne zwane "Resorts". Ludzie, którzy tam pracują, pokazują sztuczne Fidżi. Może wyglądałoby to inaczej, gdybym tez był takim turystą. Jednak po spędzeniu miesiąca z fidżyjską rodziną, która przyjęła mnie pod swój dach i pokazała prawdziwą kulturę swojego narodu, muszę przyznać, że to, co oferują wszystkie wycieczki po tej malowniczej wyspie, to naprawdę denne "atrakcje", przyciągające ludzi, którzy nie mają pojęcia o prawdziwym Fidżi.

Janek Roszkowski podczas Wolontariatu z dziećmi na Fidżi z Projects Abroad

Możesz podać jakiś przykład?
Na łodzi, która miała mnie przewieźć z Nadi na wyspę Tivua, główny animator kazał nam krzyczeć "Bula!" jakieś 40 razy. "Bula" znaczy "cześć", "witaj", i nabrało to dla mnie specjalnego znaczenia, gdyż tak zawsze witałem się z dziećmi w przedszkolu. Więc, gdy ktoś mi każe krzyczeć "cześć" co 2 minuty, naprawdę traci to na znaczeniu. Inny przykład. W hostelu, w którym mieszkałem podczas weekendu w Nadi, atrakcją było picie kavy z miejscowymi. Nie dość, że aby przyłączyć się, trzeba było zapłacić około 20-30 dolarów fidżyjskich, to cała ceremonia picia, która nie jest skomplikowana, została pominięta, a organizatorzy zamiast tworzyć oryginalną atmosferę Fidżi, woleli śpiewać i grać zachodnią muzykę pop.

Jakie jest Twoje najprzyjemniejsze wspomnienie związane z uczestnictwem w projekcie?
Na zawsze zostaną ze mną chwile spędzone z moimi podopiecznymi z przedszkola. Nie spodziewałem się tego, ale praca tam była naprawdę najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła na jakimkolwiek wyjeździe. Dzieciaki były zadowolone z mojej obecności, a ja również byłem szczęśliwy, że mogę dzielić ten czas razem z nimi.

Janek Roszkowski podczas Wolontariatu z dziećmi na Fidżi z Projects Abroad

Wspominałeś, że zostałeś zakwaterowany u lokalnej rodziny goszczącej. Opowiedź coś na ten temat.
To niezapomniane doświadczenie. Jedyna okazja, by tak naprawdę zasmakować prawdziwej kultury kraju, w którym się przebywa. Zanim dotarłem do mojej rodziny, byłem trochę zdenerwowany, ponieważ miałem mieszkać u ludzi, których w ogóle nie znam. Jednak od chwili gdy przekroczyłem próg domu, poczułem, że będzie mi tu dobrze. Moja rodzina była naprawdę wspaniała. Od samego początku dali mi do zrozumienia, że mam się czuć jak u siebie. Wyjeżdżając, było mi smutno, że muszę opuścić swoją fidżyjską rodzinę. Pewnie, że są inni niż my, mają trochę inne obyczaje, inny sposób jedzenia (wszyscy wszystko jedli rękami). Zauważyłem, że bardzo ucieszyli się widząc, że próbuję przystosować się do ich życia, np. nigdy nie odmawiałem przygotowanych dań (takich jak krab w sosie curry czy pieczone ziemniaki w naprawdę ostrym sosie chili). Fakt, dziwnie było nie jeść kanapek z szynką czy pierogów, jednak zastąpienie tego krewetkami, krabami, curry, cassavą i innymi ciekawymi daniami było niesamowitym doświadczeniem. Jestem naprawdę szczęśliwy, że miałem okazję zamieszkać u rodziny goszczącej, gdyż zyskałem dzięki temu wielu nowych znajomych, cennych, pozytywnych i niezapomnianych doświadczeń, jak i drugi dom na Fidżi, w którym zawsze jestem mile widziany.

W czasie Twojego pobytu na Fidżi, było tam także sporo wolontariuszy z innych krajów. Czy z kimś się zaprzyjaźniłeś?
Poznałem około 20 wolontariuszy ze wszystkich stron świata, głownie jednak z krajów niemieckojęzycznych oraz z Wielkiej Brytanii i Irlandii. Prawie codziennie po pracy i domowym obiedzie z kimś się spotykałem. Moimi dobrymi znajomymi na Fidżi na początku zostało dwoje Anglików w moim wieku, ale grono to rosło wraz z każdą talanoą (spotkaniem wszystkich wolontariuszy). Po powrocie zyskałem kilku nowych znajomych na Facebooku, ale przede wszystkim wspaniałych ludzi w prawdziwym życiu.

Komu poleciłbyś ten projekt?
Każdemu, kto chce zrobić coś pożytecznego, a jednocześnie zwiedzać i odkrywać. Jest to najlepsze przeżycie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłem. Wspomnienia i kontakty pozostaną ze mną na całe życie. Mam wrażenie, że ten wyjazd zmienił moje myślenie o pewnych sprawach. W bardzo pozytywny sposób.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie

Janek Roszkowski

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.