You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Ten wyjazd był niezapomniany i bardzo tęsknie za tym niesamowitym krajem

Wywiad z Jankiem Noszczykiem, uczestnikiem wolontariatu z zakresu Ogólnej Opieki Nad Dziećmi w Kambodży.

Janek Noszyk

Szok! Jak tylko wysiedliśmy z samoloty uderzyła nas fala gorącego powietrza. Lotnisko w Phnom Pen wydawało się dość nowoczesne i niewiele inne od tych, które tak dobrze nam były znane z Europy. Na naszych twarzach już wtedy było widać te ciekawość i głód przygody, będąc pierwszy raz w zupełnie nieznanym na kraju.

Podróżując z lotniska do naszego noclegowiska, podziwialiśmy wszyscy razem malowniczy widok miasta, śmiejąc się i licząc Toyoty i motory, które zdecydowanie opanowały drogi w tym kraju. Kiedy wreszcie dojechaliśmy do naszego celu, nie było innego wyjścia jak szybko zostawić rzeczy, wziąć niezbędny prysznic, po tak długiej podróży i ruszyć przed siebie szukając przygód w nowym miejscu. Tak więc wyszliśmy na ulice i spróbowaliśmy znaleźć jakiś środek transportu, którym okazała się być ichniejsza forma rykszy zwana Tuk Tukiem. Kierowca zdając sobie sprawę, że zupełnie nie jesteśmy zaznajomieni z miejscem i nie mamy wytyczonego żadnego celu podróży, postanowił nas zabrać do Centrum Phnom Pen. Owo miejsce był zwane ‘Riverside’ i była to długa jak i szeroka dzielnica rozciągająca się wzdłuż pięknej (ale brudnej i nieprzyjemnie pachnącej) rzeki. Po wyjściu z Tuk Tuka poszliśmy na spacer po głównej ulicy, zapoznając się z kulturą i ciekawymi miejscami w tym otoczeniu. Kiedy w końcu stwierdziliśmy, że jesteśmy usatysfakcjonowani tym co zobaczyliśmy postanowiliśmy wrócić i tak zakończyć nasz pierwszy wieczór w Kambodży.

Janek Noszyk

Mimo wszystko, tak naprawdę mieliśmy okazje zobaczyć Kambodżę dopiero drugiego dnia, gdyż pierwszego uderzyła nas nagle zmiana czasu i cały dzień przespaliśmy. Tak wiec, obudziliśmy się z samego rano, ubraliśmy i zebraliśmy się wszyscy przed nasza rezydencja. Od razu rzuciło nam się w oczy pięć Tuk Tuków, które już na nas niecierpliwie czekały. My, jak to na nas przystało, nie za bardzo zorganizowani i troszczę roztrzepani, nie mieliśmy pojęcia gdzie te śmieszne pojazdy maja nas zabrać, ale podążając za grupa, wybraliśmy jeden i się w nim wygodnie rozsiedliśmy oczekując (zapewne) długiej podroży. Tak wyruszyliśmy. Z podziwem obserwowaliśmy miasto po raz pierwszy za dnia, tak naprawdę i nie mogliśmy się nadziwić jak wszystko było inne od Europy. Ulica zupełnie zatłoczona przez wszelakie pojazdy, w szczególności motory, mnóstwo pieszych gnających przed siebie, wszędzie stragany i ludzie kupujący niezbędne im rzeczy i przede wszystkim ten przedziwny i nietypowy zapach, który od razu uderzał człowieka. Nie mogliśmy się nadziwić, wszystko wydawało się zupełną nowością ale w tym samym czasie było niesamowicie intrygujące. Tak minęła nam godzina powolnej podroży, aż w końcu dotarliśmy do celu. Przed naszymi oczami pojawił się wielki dziedziniec i masa dzieci z ucieszeniem na nas oczekujących. Na środku tego ogromnego ogrody by naprawdę bardzo ładny, mimo ze dość zaniedbany budynek.

Janek Noszyk

Tak więc, wyszliśmy z naszych Tuk Tuków i zebraliśmy się grupa naokoło tamtejszego opiekuna jak i kapłana. On nam wytłumaczył, że miejsce w którym się znajdujemy jest sierocińcem przeznaczonym dla upośledzonych jak i chorych na HIV/AIDS chłopców. Na terenie tej posesji znajdowała się również szkoła dla ubogich dzieci z okolicy, gdzie miały one okazje zdobyć edukacje na wysokim poziomie bez żadnej opłaty. Wytłumaczono nam tez co będzie naszym zadaniem w tym miejscu, mianowicie mieliśmy odmalować główny gmach tego miejsca.

Janek Noszyk

Po krótkiej introdukcji, wzięliśmy się do roboty. Zaczęliśmy czyścic niesamowicie zabrudzone ściany a potem je malować. Zajęło nam to około trzech godzin. Wykończeni doszczętnie tą ciężka pracą postanowiliśmy zrobić sobie w końcu przerwę na obiad. Po posiłku znów się zebraliśmy i ruszyliśmy do drugiego sierocińca, gdzie byliśmy oczekiwani. Jak się okazało chwile potem, to miejsce było przeznaczone wyłącznie dla dzieci które cierpiały na AIDS oraz dla dorosłych chorych psychicznie. W tym miejscu na szczęście nie mięliśmy juz malować nic, tylko bawić się z dziećmi, zajmować się nimi, uczyć ich angielskiego i po prostu umilać im czas. Po dwóch godzinach, wróciliśmy do domu i wszyscy wykończeni dniem padliśmy na łóżka i poszliśmy spać.

Janek Noszyk

Jak tylko się obudziliśmy stwierdziliśmy wszyscy razem ze czas pójść do miasta. Tak złapaliśmy Tuk Tuka i po raz kolejny udaliśmy się na Riverside. Było tam tylko przeróżnych zachęcających lokali, ze tylko przenosiliśmy się z miejsca do miejsca, zupełnie zachwyceni coraz to kolejnym barem.

Podobnie mijały nam wszystkie dni w tym kraju, ale każdego wolnego popołudnia staraliśmy się sobie urozmaicać czas na jak najróżniejsze sposoby. Tak zapoznaliśmy się bardzo dobrze z Phnom Pehn, jak oczywiście z ludźmi, którzy byli na tym wyjeździe z nami.

Kiedy wreszcie przyszedł weekend, wyjechaliśmy wszyscy razem, nasza grupa do miasta Siem Riep, gdzie mieliśmy oglądać znana na cały świat i jedna z siedmiu cudów świata - świątynie Angkor Wat. Jak się później okazało nie była to tylko jedna, ale cały kompleks, wręcz jak to po khmersku było nazywane, miasto świątyń. Zajęło nam dwa dni żeby zobaczyć najważniejsze elementy tego miejsca i zwiedzić również stolice turystyki Kambodży - Siem Riep. To miasto naprawdę żyło i nie dal osie tam nudzić. Niestety juz w niedziele rano musieliśmy się szybko spakować i ruszyliśmy z powrotem do Phnom Penh.

Ten wyjazd był niezapomniany i bardzo tęsknie za tym niesamowitym krajem. Bawiłem się tam świetnie każdego dnia, miałem masę niesamowitych znajomych i nigdy nie nudziłem się. Bez dwóch zdań polecam każdemu podobna wycieczkę i gwarantuje niezapomniany i wspaniały czas.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Wolontariat społeczny w Kambodży

Janek Noszczyk

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.