You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Wolontariat jest czymś bez czego nie wyobrażam sobie życia

Wywiad z Ewą Bukalską, uczestniczką wolontariatu z zakresu Ochrony Środowiska w RPA.

Ewa Bukalska

Ewa Bukalska – ma 19 lat. Mieszka w Warszawie, gdzie skończyła program Matury Międzynarodowej z rozszerzonymi biologią, chemią i geografią. Interesuje się zwierzętami. Jest wolontariuszką w podwarszawskim schronisku dla kotów i warszawskim zoo, gdzie pracuje w sekcji zwierząt drapieżnych. Oprócz tego, każdą wolną chwilę spędza, jeżdżąc konno. Od października zaczyna studia w języku angielskim na SGGW w Warszawie na kierunku weterynaria. W przyszłości chce zostać lekarzem weterynarii ze specjalizacją zwierząt dzikich/egzotycznych lub chorób koni. Chciałaby pomagać zwierzętom w różnych częściach świata.

Ewa Bukalska

Projects Abroad: Wybrałaś się razem z Projects Abroad do Botswany na projekt dotyczący ochrony środowiska. Skąd ten wybór kraju i rodzaju projektu?
Od dawna marzyłam o podróży do Afryki i zobaczeniu dzikich zwierząt żyjących tam na wolności. Projekt w Botswanie wyjątkowo przypadł mi do gustu, ponieważ skupiał się na pomocy zwierzętom, na czym bardzo mi zależało.

Ewa Bukalska

A dlaczego w ogóle chciałaś zostać wolontariuszką i wybrałaś akurat Projects Abroad?
Wolontariat jest czymś, bez czego nie wyobrażam sobie życia. Podejmuję się wielu wolontariatów w Warszawie, jednak chciałam też zdobyć jakieś doświadczenie na wolontariacie za granicą. Projects Abroad przyszło mi z pomocą: wybór projektów był ogromny, a na dodatek miałam pewność, że podróż i pobyt w Afryce w zorganizowanej grupie i razem z opiekunami będą w pełni bezpieczne. Zależało mi na tym przede wszystkim dlatego, że był to mój pierwszy wyjazd tego typu.

Ewa Bukalska

Wcześnie nie podróżowałaś tak daleko i w tak egzotyczne miejsca?
Mimo iż od dziecka bardzo dużo podróżuję, nie tylko po Europie, ale także po Azji, Australii i Ameryce Północnej, nigdy nie miałam okazji pojechać do Afryki.

Ewa Bukalska

Wiedziałaś coś przed wyjazdem na temat Botswany, choćby gdzie dokładnie leży?
Po maturze z rozszerzonej geografii znałam kilka ogólnych faktów na temat Botswany.

A jakie były Twoje pierwsze wrażenia po przyjeździe do tego kraju?
Mimo wielu ostrzeżeń i informacji, że w Botswanie podczas polskiego lata panuje zima, byłam niemało zaskoczona tamtejszą pogodą. Wprawdzie w ciągu dnia temperatura sięgała 20 stopni, ale w nocy potrafiła spaść nawet do -4, na co nie byłam przygotowana. Byłam też zaskoczona tym, jak jest tam sucho; zdarzało się, że przejeżdżaliśmy koło wyschniętych koryt ogromnych rzek. Dopiero potem dowiedziałam się, że w Botswanie zimy są zasadniczo suche i zimne, podczas gdy lata bardzo gorące i deszczowe.

Ewa Bukalska

Jak przyjęli Cię Botswańczycy? Mieszkałaś u któregoś z nich w domu?
Z lokalnymi ludźmi nie miałam dużo styczności, mieszkałam w campie na terenie rezerwatu razem z opiekunami i innymi wolontariuszami, głównie z Europy.

Zaprzyjaźniliście się?
Z wieloma ludźmi bardzo się zaprzyjaźniłam. Są to cenne znajomości, ponieważ w projekcie uczestniczyły osoby w różnym wieku, z różnych krajów oraz zajmujące się na co dzień zupełnie odmiennymi rzeczami. Niestety nie jest łatwo utrzymywać przyjaźnie na dużą odległość.

Czy w Botswanie jest coś niezwykłego, co może zaskoczyć zagranicznego turystę?
Środowisko naturalne Botswany przypomina raj na ziemi. Nie jest to coś, czego zagraniczny turysta się spodziewa.

Ewa Bukalska

A jak wygląda ten raj?
Typowy krajobraz, jaki zobaczymy w Botswanie, jest podobny do tego znanego z Króla Lwa – to rozciągający się po horyzont afrykański busz urozmaicony skalistymi wzniesieniami. Co więcej, można tam znaleźć niesamowite formacje skalne, których wymyślnego kształtu w zasadzie nie da się w żaden sposób opisać. Tego typu krajobrazy do tej pory oglądałam jedynie w telewizji i magazynie „National Geographic”. Oczywiście widok dzikich zwierząt także jest stałym elementem tego krajobrazu.

Ewa Bukalska

Z punktu widzenia wolontariusza, jakie obszary życia codziennego w Botswanie wymagają według Ciebie szczególnego wsparcia?
Botswana, jak większość afrykańskich krajów, nie jest państwem zamożnym, równocześnie nie ma najgorszej sytuacji na kontynencie. Aspektem, na którym skupiał się mój projekt, była ochrona dzikich zwierząt, także niewiele wiem o problemach, z którymi mierzą się mieszkający tam ludzie.

Ewa Bukalska

Jakie są w takim razie najczęstsze problemy/choroby, żyjących tam zwierząt?
Niestety o chorobach nie uczono nas szczegółowo, jednak wiadomo, że większość epidemii dopadających ludzi, zatrucia wody itp. dopada także w dużym stopniu zwierzęta. Jednak największym zagrożeniem dla ich życia jest człowiek. Kłusownictwo czy zwyczajna obecność samochodów na drogach są olbrzymim problemem. Rezerwat to miejsce, w którym zwierzęta są chronione przed tymi czynnikami.

Ewa Bukalska

Realizując projekt ochrona środowiska, zajmowałaś się…?
Mój projekt skupiał się na badaniu fauny w rezerwacie Kwa Tuli oraz na najróżniejszych pracach fizycznych, które miały na celu poprawienie bezpieczeństwa zwierząt w rezerwacie. Do obowiązków wolontariuszy należało naprawianie dróg, usuwanie ogrodzeń oraz pułapek na zwierzęta, ale także wielogodzinna obserwacja kluczowych miejsc w rezerwacie np. wodopojów i spisywanie gatunków ssaków oraz ptaków żyjących w tym rejonie.

Była to ciężka praca czy raczej przyjemność?
Praca fizyczna była dość wyczerpująca, jednak satysfakcja po jej wykonaniu i świadomość tego, iż jest ona niezmiernie potrzebna, przewyższała zmęczenie. Obserwacja to dość przyjemne zajęcie a przy okazji jakże fascynujące, np. gdy widziało się stado słoni przechodzące kilka metrów od nas.

Ewa Bukalska

W warszawskim zoo, w którym na co dzień jesteś wolontariuszką, nie miałaś podobnych doświadczeń? Czym różni się obserwowanie zwierząt na wolności od obserwowania tych w zamkniętych klatkach?
Różnica nie jest aż tak diametralna, jak się niektórym wydaje. Wprawdzie jestem świadoma tego, że ogrody zoologiczne są bojkotowane przez miłośników dzikich zwierząt, co niestety bardzo mnie boli, ponieważ uważam to za bardzo niesprawiedliwe. Słyszałam, jak ludzie mówią, że w zoo zwierzęta są zaniedbywane, głodzone, a czasami wręcz torturowane. Jest to całkowitą nieprawdą. Pracownicy zoo, nazywani „pielęgniarzami zwierząt”, to ludzie z wyższym wykształceniem i bardzo wyspecjalizowani w opiece nad dzikimi zwierzętami. Przykładają się z całych sił do tego, aby stworzyć mieszkańcom zoo jak najlepsze warunki do życia, zbliżone do tych naturalnych. Dbają także o to, aby zwierzęta się nie nudziły. To wszystko nie jest takie proste. Zwierzęta są w ogrodach pod stałą opieką weterynarzy i takiej opieki zdrowotnej wielu ludzi mogłoby im pozazdrościć. Mieszkańcy zoo są najszczęśliwsi, jacy tylko mogą być, ponieważ nie znają innego życia niż w niewoli. Inną popularną plotką jest to, że zwierzęta w zoo są „wyłapane” z wolności. Prawdą jest, że coś takiego już od dziesiątek lat nie ma miejsca, a obecni mieszkańcy zoo to potomkowie zwierząt wyłapanych często jeszcze przed wojną. Osobiście nie spotkałam się z tym, żeby zwierzę cierpiało na apatię i było w zoo bardzo nieszczęśliwe. Tak naprawdę to opiekunowie, którzy życzą dobrze swoim podopiecznym, chcieliby je zobaczyć kiedyś na wolności (co niestety nie jest możliwe). Mieszkaniec ogrodu zoologicznego nie wie tak naprawdę, co traci. Dla porównania, zwierzęta, które widziałam w Afryce nie są świadome, że może istnieć coś takiego jak klatka czy zamknięty wybieg. I jedne i drugie są szczęśliwe. Te korzystające z wolności pobudzają jednak ludzką wyobraźnię. Człowiek od razu projektuje sobie doskonały świat, w którym ludzie i zwierzęta żyją obok siebie, nie zagrażając sobie nawzajem.

Ewa Bukalska

Czego nauczyłaś się w trakcie tego wolontariatu? Jakie nowe umiejętności zdobyłaś?
Jedną z rzeczy, której każdy wolontariusz musiał się nauczyć, było prawidłowe identyfikowanie ptaków. Nie było to łatwe, niemniej jednak konieczne, aby spis gatunków ptaków żyjących w rezerwacie był jak najdokładniejszy.

Dużo czasu zajęła Ci nauka tego spisu?
Rozpoznawania wszystkich gatunków raczej nikt nie jest w stanie się nauczyć, są ich bowiem tysiące! Z czasem najlepsi potrafili rozpoznawać najpopularniejsze, jednak często trzeba było korzystać z leksykonu. Nowa umiejętność, jaką zdobyliśmy, to szukanie konkretnego ptaka w 30 sekund zamiast w 30 minut:>.

Jakie wyzwania napotkałaś przed sobą w Botswanie? Z czym musiałaś się zmierzyć i co okazało się dla Ciebie najtrudniejsze?
Oprócz wcześniej wspomnianej temperatury powietrza, która była zaskakująco niska, utrudnieniem w życiu codziennym było ograniczenie wody, z której można było korzystać. Pojęłam wówczas, jakim luksusem jest bieżąca woda w kranie. Olbrzymim wyzwaniem była dla mnie codzienna kąpiel, ponieważ do dyspozycji miałam tylko jedno wiadro wody do zużycia (ewentualnie dwa, jeśli chciałam umyć sobie włosy, jednak nie zalecano robić tego codziennie, bo zużycie wody byłoby wtedy zbyt duże). Ciągle zastanawiam się, ile takich wiader wody zużywam na co dzień, biorąc „tradycyjny” prysznic w Polsce.

Hmm, też nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Ale dzisiaj chyba sobie policzę, ile zużywam:>. A jak w Botswanie wyglądały sprawy żywieniowe? Smakowały Ci lokalne posiłki?
Posiłki były pyszne! Gotowały je panie z pobliskiej wioski. Jedzenie niby nie różniło się od tego, które znamy w Polsce – ryż i makaron z sosem to przecież nic niezwykłego – jednak dobór składników i przypraw był inny niż europejski, przez co dania zawsze smakowały zupełnie inaczej. W campie było kilkoro wegetarian (w tym ja), co zawsze było brane pod uwagę. Nigdy nie chodziłam głodna. Jednak czymś, co było inne niż w domu, było to, że najbliższy sklep znajdował się o kilka godzin jazdy od rezerwatu i opiekunowie robili tam zakupy raz na tydzień. Dlatego raczej nie jadło się czekolady i nie piło napojów sodowych, co było małym wyrzeczeniem, niemniej jednak wszystkim nam z pewnością wyszło to na zdrowie.

Jak oceniasz swój pobyt? Czego Ci zabrakło, a co Cię pozytywnie zaskoczyło?
Mój zaledwie dwutygodniowy pobyt był stanowczo za krótki. Rezerwat Kwa Tuli to miejsce, z którego nie chce się wyjeżdżać. W praktyce niczego mi tam nie brakowało, w campie było bezpiecznie i z już pierwszego dnia poczułam się tam jak w domu. Duży wpływ mieli na to nasi opiekunowie, którzy dołożyli wszelkich starań, abyśmy tak się właśnie czuli. Zgotowali nam niesamowite powitanie. Gdy po ciężkiej podróży wreszcie dotarliśmy do campu, jedna z opiekunek przywitała nas szerokim uśmiechem, krzycząc: „Welcome Home!”, czyli „Witajcie w domu!”.

Nawiązałaś w Botswanie jakieś cenne znajomości?
Wszyscy wolontariusze i opiekunowie, których poznałam, są fantastycznymi ludźmi, którzy dzielą wspólną pasję: dzikie zwierzęta. Każdy, dzięki swojej osobowości, wnosił coś do grupy. Bez wątpienia to bardzo cenne znajomości.

Pojedziesz jeszcze kiedyś na jakiś wolontariat, a jeśli tak to, o jakim kraju docelowym myślałaś?
To czy pojadę w przyszłości na tego typu projekt zależy jedynie od czasu, jakim będę dysponować. Kraje, którymi jestem obecnie zainteresowana, to: RPA, Namibia, Kenia i Ghana. Oprócz tego chciałabym też dowiedzieć się czegoś więcej o zwierzętach Ameryki Południowej (w której nigdy nie byłam), lecz to jest jeszcze marzenie przyszłości. Bez dwóch zdań następny wyjazd będę planowała jednak wspólnie z Projects Abroad.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Ochrona środowiska w RPA/Botswanie

Ewa Bukalska

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.