You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Młodzieżowy wolontariat Ochrona Środowiska w RPA. Wywiad z Alicją Borzyszkowską

Alicja Borzyszkowska podczas Wolontariatu Ochrony środowiska w Afycez Projects Abroad

"Na kolacji u hieny i lamparta"

Alicja Borzyszkowska: ma 15 lat. Jest uczennicą trzeciej klasy gimnazjum w Gdańsku. Lubi podróżować. W przyszłości chciałaby połączyć zawód dziennikarza z fotografią i pracą badawczą, a także współpracować z organizacjami społecznymi i naukowymi o zasięgu lokalnym i międzynarodowym.

Projects Abroad: Czym wyróżnia się projekt ochrony środowiska w Botswanie, w którym brałaś udział?
Jest niezwykły sam w sobie. Otwiera przed człowiekiem zupełnie nowy, egzotyczny świat. Pozwala poznać i zrozumieć zdumiewające zachowania zwierząt w ich naturalnym środowisku. Jest wyzwaniem dla ludzi, zmusza bowiem do zastanowienia i podjęcia odpowiednich działań, mających na celu ochronę zagrożonej natury.

Alicja Borzyszkowska podczas Wolontariatu Ochrony środowiska w Afycez Projects Abroad

A sam kraj? Niezbyt dobrze znany w Polsce. Możesz nam coś więcej o nim powiedzieć?
Botswana jest krajem dziewiczo pięknym. Fakt, iż nie jest popularnym kierunkiem turystycznym, sprawia, że wciąż są tu naturalne siedliska wielu zwierząt oraz zapierające dech w piersiach widoki. Jest to kraj nieodkryty, choć bogaty, zarówno pod względem kulturowym, jak i przyrodniczym.

No dobrze – kraj jest piękny, ale czy bezpieczny?
Czułam się tu niemal jak w domu. Otaczali mnie życzliwi i uśmiechnięci ludzie. Nigdzie nie spotkałam się z agresją czy brakiem tolerancji. Natura, choć piękna, stanowi jednak poważne zagrożenie. Poruszając się po buszu, należy zachować szczególną ostrożność, chyba, że chcemy gościć na kolacji u lamparta albo hieny.

Czego spodziewałaś się po udziale w tym wolontariacie?
Często biorę udział w lokalnych akcjach wolontaryjnych. Wpadłam na pomysł połączenia wolontariatu z pasją podróżniczą. Zaczęłam szukać ofert w Internecie, aż trafiłam na Projects Abroad. Spodziewałam się spełnić swoje marzenia o odkrywaniu świata w niestandardowy sposób – jako wolontariusz, a nie zwykły turysta. Ochrona środowiska jest dla mnie niezwykle istotna, dlatego między innymi od dwóch lat jestem wegetarianką. Chciałam czynnie pomagać w ratowaniu naturalnych siedlisk zwierząt, rezerwatów i parków narodowych, zdobywać nowe umiejętności, wytyczyć plany na przyszłość.

Alicja Borzyszkowska podczas Wolontariatu Ochrony środowiska w Afycez Projects Abroad

W Botswanie spędziłaś aż trzy tygodnie. To o tydzień dłużej niż trwają programy młodzieżowe. Powiedz, dlaczego chciałaś tam jeszcze trochę zostać?
Uznałam, że raz się żyje! Chciałam spędzić w Afryce jak najwięcej czasu. Wśród dzikiej przyrody, budząc się co rano w buszu, słuchać powarkiwań zaspanego lwa, dyskretnego chichotu hieny. Potrzebowałam czasu, żeby zrozumieć i przemyśleć pewne sprawy, nasycić oczy pięknymi widokami, zmęczyć się pracą i poczuć się spełnioną w swojej "misji".

Czego nauczyłaś się w tym czasie? Czego nowego doświadczyłaś?
Dzięki codziennym aktywnościom i obserwacjom nabrałam dystansu do otaczającego mnie świata. Każdy wschód słońca napawał mnie radością i nadzieją, wykorzystywałam każdy dzień najlepiej, jak tylko umiałam. Nauczyłam się klasyfikować gatunki ptaków, rozpoznawać zachowania zwierząt, odnajdywać je po śladach i zapachach. Stałam się dużo cierpliwsza i bardziej wyrozumiała, afrykańskie warunki nauczyły mnie samodzielności i pokory. Poznałam niesamowitych ludzi, pełnych pasji i zapału do pracy. Te trzy tygodnie, choć zleciały jak trzy dni, były dla mnie niezwykłą życiową lekcją, a także przygodą, której nie da się zapomnieć!

Alicja Borzyszkowska podczas Wolontariatu Ochrony środowiska w Afycez Projects Abroad

A przekonałaś się do czegoś, do czego wcześniej trudno Cię było namówić?
O tak! Wcześniej ornitologia nie za bardzo mnie interesowała. Dzięki warsztatom podczas projektu w Botswanie nauczyłam się sprawnie korzystać z atlasów, rozpoznawać rodziny i gatunki ptaków, a także umiejętnie używać lornetki. Teraz obserwacje są dla mnie niesamowicie wciągające, czerpię wielką przyjemność z podglądania "ptasiego życia" w mojej nadmorskiej okolicy!!!

W trakcie projektu mieszkałaś razem z inną Polką – Ewą. Powiedz proszę, gdzie zostałyście zakwaterowane i jak tam sobie radziłyście?
Ewa uczestniczyła ze mną w projekcie przez dwa tygodnie. Mieszkałyśmy w tzw. "campie" we wspólnym namiocie, który dzieliłyśmy też z kilkoma innymi wolontariuszkami. Ewa okazała się wspaniałą towarzyszką i nieocenionym wsparciem. Razem świetnie radziłyśmy sobie z codziennymi obowiązkami i zadaniami.

Alicja Borzyszkowska podczas Wolontariatu Ochrony środowiska w Afycez Projects Abroad

Czy Botswańczycy przyjęli Was z otwartymi ramionami? Jacy to ludzie?
Mieszkańcy Botswany okazali się radośni i sympatyczni. Wiele czasu spędziłam na rozmowach ze strażnikami parków, pracownikami campu, mieszkańcami lokalnych wiosek. Są to ludzie bardzo gościnni, serdeczni i otwarci.

A kultura i zwyczaje, jakie pielęgnują? Czy czymś Cię zaskoczyły?
Botswańczycy nadal żyją w zgodzie z tradycją. Wciąż coś mnie zaskakiwało, np. wymiana bydła na przyszłą małżonkę! Wielkie wrażenie zrobił na mnie także zwyczaj wysyłania koralikowych liścików miłosnych, które są wykonywane przez kobiety z plemienia Zulu. Każdy kolor ma tam przypisane określone znaczenie. Stęsknione kobiety wysyłają mężom, którzy udali się na wielomiesięczne polowanie, zakodowane wiadomości i pytania, używając misternie plecionych liścików.

Alicja Borzyszkowska podczas Wolontariatu Ochrony środowiska w Afycez Projects Abroad

Nauczyłaś się je robić, czy okazało się to zbyt trudne?
Ich wykonanie jest bardzo pracochłonne. Choć nie wystarczyło mi czasu, aby samodzielnie podjąć się tego zadania, brałam udział w wyplataniu liścików. Nauczyłam się też znaczeń poszczególnych kolorów: czerwony to wyznanie: "Moje serce krwawi z tęsknoty za tobą", biały symbolizuje prawdziwą miłość i szczerość, żółty – zazdrość, niebieski – samotność, czarny – złość, brązowy – nadzieję, a zielony oznacza: "Tracę nadzieję na twój powrót, stałam się tak mizerna, jak źdźbło trawy". Kilka takich niezwykłych liścików przywiozłam do domu na pamiątkę.

Czy próbowałaś jakichś narodowych przysmaków, jakimi zajadają się Botswańczycy?
Miałam okazję spróbować przygotowywanej w tradycyjny sposób papki z nasion kukurydzy z sosem pomidorowym. Najbardziej przypadł mi jednak do gustu tzw. jam squash, czyli rodzaj małej wydrążonej dyni nadziewanej brązowym ryżem, batatami i warzywami – podawanej z sokiem z baobabu.

Alicja Borzyszkowska podczas Wolontariatu Ochrony środowiska w Afycez Projects Abroad

Wspominałaś, że w trakcie projektu poznałaś wielu ciekawych ludzi? Czy byli wśród nich wolontariusze z innych krajów?
Podczas mojego pobytu poznałam ludzi z wielu stron świata! Wolontariusze pochodzili m.in. z: Ameryki, Francji, Niemiec, Szwajcarii, Anglii, Holandii, Norwegii, Danii oraz Luksemburga.

Czy poznałaś też choć trochę ich kulturę? Czego ciekawego się od nich dowiedziałaś?
Wieczory spędzaliśmy na rozmowach przy ognisku i gorącej, afrykańskiej herbacie rooibos. Opowiadaliśmy sobie wtedy o naszych szkołach i przyjaciołach. Dowiedziałam się wiele o holenderskich tulipanach, brytyjskim hokeju na trawie, szkołach we Francji czy gatunkach ryb, jakie występują w norweskich jeziorach.

Czy wolontariusze mieli w campie jakieś codzienne obowiązki?
Oczywiście, że tak! Trzeba było pomagać przy gotowaniu i sprzątaniu, zagotować wodę do kąpieli, robić pranie. Zawsze miałam ręce pełne roboty!

Alicja Borzyszkowska podczas Wolontariatu Ochrony środowiska w Afycez Projects Abroad

Gotować wodę do kąpieli?
W Botswanie dostęp do wody, zwłaszcza ciepłej, jest bardzo ograniczony. Każda kropla jest niezwykle cenna. Wodę do kąpieli, pompowaną ze studni, nosiliśmy w wiadrach, a następnie wlewaliśmy ją do wielkiej, miedzianej misy, stojącej nad paleniskiem. Każdy z nas liczył na ciepły prysznic, trzeba więc było cierpliwie poczekać na upragnioną przyjemność. Jednak po wyczerpującej pracy i upalnym dniu był to zasłużony luksus.

A jak spędzałaś w Botswanie czas wolny?
Czas wolny upływał mi na obserwacji ptaków. Spędzałam długie godziny z lornetką i dziennikiem, w którym opisywałam przebieg wyprawy, swoje przemyślenia i doświadczenia. Robiłam też bardzo dużo zdjęć, gdyż jest to, obok podróżowania, moja druga największa pasja. Swoją przygodę z fotografią zaczęłam już kilka lat temu, chcąc uchwycić w kadrze historie i życie ludzi oraz zwierząt w różnorodnych środowiskach i pokazać, jak bardzo ten egzotyczny świat różni się od naszego.

Czy spotkała Cię w Botswanie jakaś przygoda?
Któregoś dnia wstałam, jak co dzień, o świcie. Gdy wyszłam z namiotu, na dworze było jeszcze ciemno, choć słońce wychylało się już zza horyzontu. Wciąż zaspana, nie zwróciłam uwagi na dziwne szelesty dochodzące zza krzaków rosnących obok. Nagle stanęłam jak wryta. Tuż przede mną ukazała się słoniowa trąba, z której dobiegło donośne "tuururururuuu!!!!". Osłupiałam. Stałam twarzą w twarz z afrykańskim słoniątkiem! Nie wiedziałam, co robić. Krzyczeć, biec, zostać? Przypomniałam sobie na szczęście przestrogę, aby pod żadnym pozorem nie uciekać. Stałam więc dalej, modląc się w duchu, aby maluch nie sprowadził swojej mamy! On chyba jednak też był przestraszony, bo nagle odwrócił się gwałtownie i ruszył kłusem w stronę buszu, po drodze zaplątując się w nasze rozwieszone pranie. Odetchnęłam z ulgą. Ależ spotkanie!!! Szkoda tylko, że koszulki były znowu do prania….

O czym powinien wiedzieć każdy, kto chce pojechać do Botswany?
Każdy, kto jest chętny, aby odwiedzić Botswanę, powinien wiedzieć, że z takiej wyprawy wróci jako inny, lepszy człowiek. Nie ma możliwości, aby pozostać niewzruszonym na piękno, z jakim obcuje się tu na każdym kroku, by nie dostrzec, jak ludzie z wielką miłością i szacunkiem traktują tu przyrodę, która ich żywi, daje schronienie i zapewnia bezpieczeństwo. Wreszcie by nie zrozumieć, że człowiek jest tu tylko gościem i zabrać może ze sobą jedynie wspomnienia, a zostawić co najwyżej odciski stóp.

Dokończ zdanie: Dzięki wyjazdowi do Botswany…
Odkryłam, jaką drogą chcę podążać w życiu. Drogą prawdy i uczciwej pracy, pielęgnując pasje, jakie od dawna mi towarzyszą: podróże, fotografię i pisanie. Określiłam plany i cele na przyszłość. Uświadomiłam sobie, jak ważną rolę w moim życiu odgrywa troska o środowisko, w równym stopniu piękne i niezwykłe, co zagrożone wskutek niszczącej działalności człowieka. Zrozumiałam znaczenie słów: troska, współpraca, odpowiedzialność. Stałam się dojrzalsza w swoich decyzjach i wyborach, otworzyłam się na świat i ludzi. I spełniłam wielkie marzenie z dzieciństwa o samodzielnej podróży w głąb Czarnego Lądu, gdzie moje życie nabrało całkiem nowego znaczenia.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie

Alicja Borzyszkowska

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.