You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Obiecałyśmy sobie, że na pewno tam wrócimy!

Wywiad z Aleksandrą Kobrzyńską, uczestniczką wolontariatu z zakresu Ochrony Żółwi Morskich w Meksyku.

Aleksandra Kobrzyńska

Mój wolontariat w Meksyku trwał dwa miesiące i łączył dwa projekty: Opiekę nad zwierzętami w Guadalajarze oraz Ochronę środowiska w Tecoman. I jak się okazało - był idealnym przepisem na najlepiej spędzone w moim życiu wakacje! Praca ze zwierzętami dała mi mnóstwo radości i satysfakcji, czasu wolnego starczyło, aby zwiedzić najpiękniejsze zakątki Meksyku, a ponadto miałam możliwość poznania wielu fantastycznych ludzi z najróżniejszych krajów świata.

Aleksandra Kobrzyńska

Pierwszy miesiąc spędziłam w Guadalajarze, gdzie mieszkałam u rodziny goszczącej Leslie. Już przy pierwszym spotkaniu miałam okazję przekonać się o meksykańskiej gościnności, Leslie przyjęła bowiem mnie i moją koleżankę z otwartymi rękami i była niezwykle zainteresowana Polską. Wkrótce okazało się też, jak świetną jest kucharką. Na Turtle Camp, gdzie spędziłam drugi miesiąc, mieszkałam w wiacie, którą dzieli się z innymi wolontariuszami. Choć warunki były gorsze, to jednak atmosfera była jeszcze bardziej niezapomniana – meksykańskie słońce, hałas oceanu i rosnące wszędzie palmy kokosowe stanowiły otoczenie naszego obozu.

Aleksandra Kobrzyńska

Pierwszego dnia w Meksyku zostałam razem z koleżanką oprowadzona po Guadalajarze. Rocio z kadry Projects Abroad pokazała nam najważniejsze zabytki miasta i zaprowadziła do restauracji, w której po raz pierwszy zasmakowałyśmy prawdziwej meksykańskiej kuchni. Muszę przyznać, że jest ona całkowicie różna od polskiej – Meksykanie kochają chili, sól i limonkę, ale ponad wszystko tortillę, którą można tu jeść niemal do wszystkiego. Nie można jednak zaprzeczyć, że kuchnia meksykańska jest pyszna i (niestety) nieco tucząca. Podczas naszej pierwszej wycieczki otrzymałyśmy ponadto mnóstwo rad, jak odnaleźć się w nowym mieście i nowej kulturze. W szczególności trzeba przyzwyczaić się do ichniejszej komunikacji miejskiej – już samo złapanie autobusu jest tu wyzwaniem, a podróż nim zawsze dostarczała masę wrażeń…

Aleksandra Kobrzyńska

Praca w Meksyku jest natomiast bezstresowa, a dewizą niemal każdego Meksykanina: „mañana”. Mimo to praca w Animal Care Center była bardzo ciekawa i zajmująca. Do codziennych obowiązków należało karmienie zwierząt i czyszczenie klatek, a ponadto malowanie oraz utrzymywanie w porządku ogrodu i trawników. Działo się jednak znacznie więcej! Wybór zwierząt w ośrodku był ogromny, więc już sam obchód i obserwacja ich wszystkich mogły wciągnąć cię na długi czas, a co więcej wolontariusze mogli asystować przy różnych zabiegach weterynaryjnych lub brać udział w trenowaniu jastrzębi. To ostatnie, choć wymagało trochę odwagi i dużo skupienia, było moim ulubionym zajęciem. Na Turtle Camp w Tecomanie praca wyglądała nieco inaczej, ale była jeszcze ciekawsza i dawała mnóstwo satysfakcji. Dwa lub trzy razy w tygodniu każdy wolontariusz brał udział w nocnym patrolu, podczas którego mógł spotkać żółwią samicę składającą jaja, w gorszym przypadku wyśledzić tylko na piasku trop do gniazda. Jaja zebrane w nocy, zakopywaliśmy o świcie w naszym obozie, gdzie były bezpieczne i nie mogli zagrozić im kłusownicy. Natomiast popołudniami czyściliśmy dojrzałe gniazda, pełne wyklutych już małych żółwików, wypuszczaliśmy je na plaży i obserwowaliśmy jak pędzą do oceanu, gdzie wzywał je ich żółwi instynkt. Ponadto z Turtle Camp raz w tygodniu jeździliśmy na farmę krokodyli, gdzie mieliśmy szansę pracować z dwoma gatunkami krokodyli. Tutaj niektóre zadania były prawdziwym wyzwaniem, szczególnie gdy stawaliśmy oko w oko z dorosłym krokodylem, uwiązanym na szczęście na grubym sznurze, w bezpiecznej od nas odległości.

Aleksandra Kobrzyńska

Jednak nie tylko pracą żyje człowiek (chociaż osobiście ze zwierzętami mogłabym spędzać całe dni), a popołudnia i weekendy w Meksyku można było spędzać na miliony sposobów. W ciągu pierwszego miesiąca udało mi się zwiedzić razem z innymi wolontariuszami wiele pięknych miejsc. Sama Guadalajara jest miastem tętniącym życiem i pełnym ciekawych zabytków, a wokół niej znajdują się miejscowości pełne atrakcji turystycznych, takie jak Tequila albo Teuchitlan z piramidami indiańskimi Guachimontones. Udało się nam też zwiedzić bardziej odległe miejsca, jak Guanajuato – malownicze, kolonijne miasteczko wpisane na listę UNESCO za swą nietypową zabudowę, czy Mexico City wraz ze słynnym starożytnym miastem indiańskim Teotihuacan. Podróżowanie z Guadalajary do wszystkich tych miejsc było zaskakująco proste i szybkie. Z Tecomanu podróżowanie jest może nieco trudniejsze, ale także możliwe - wraz z resztą towarzystwa z obozu wybraliśmy się min. na wycieczkę do Colimy. Poza zwiedzaniem wiele czasu wolnego spędziłam po prostu na spotkaniach z innymi wolontariuszami, a raz lub dwa razy w tygodniu kadra Projects Abroad organizowała nam tzw. „social events”, na których wychodziliśmy razem na karaoke, do klubów salsa (jest to bowiem taniec, który niezaprzeczalnie króluje w Meksyku), czy też uczyliśmy się tajników kuchni meksykańskiej (bądź z innego kraju, jeśli jakiś odważny wolontariusz był chętny przygotować nam swoje popularne narodowe danie). Wolny czas zawsze można było spędzić bardzo ciekawie, bo zarówno wolontariusze z różnych krajów, kadra, jak i ogólnie Meksykanie byli bardzo sympatyczni i towarzyscy.

Aleksandra Kobrzyńska

Wakacje w formie wolontariatu i decyzja o wyjeździe właśnie do Meksyku były dla mnie niezwykle trafionym pomysłem. Kultura tego pięknego kraju i tamtejszy tryb życia wciągają na tyle, że gdy razem z koleżanką wracałyśmy po dwóch miesiącach do Polski, obiecałyśmy sobie, że na pewno tam wrócimy!

Aleksandra Kobrzyńska

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.