You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Nigdy wcześniej nie słuchałam odgłosów zwierząt patrząc na niebo z tyloma gwiazdami

Wywiad z Agatą Gandecką, uczestniczką wolontariatu z zakresu Ochrony Środowiska w Peru.

Agata Gandecka

Agata Gandecka – absolwentka medycyny weterynaryjnej na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Jednym z jej zainteresowań są zwierzęta, w szczególności dzikie i egzotyczne. Uwielbia podróżować, czytać książki, jeździć na rowerze, a także konno, tańczyć, grać na gitarze, słuchać muzyki i oglądać filmy. Aktualnie rozpoczyna staż, a następnie pracę w przychodni dla egzotycznych zwierząt.

Projects Abroad: Z tego, co wiem, brałaś udział w dwóch projektach: weterynaryjnym w Meksyku i ochrony środowiska w Peru. Opowiedz, jak do tego doszło, że postanowiłaś wyjechać razem z Projects Abroad?
Agata Gandecka: Po zakończeniu studiów, a jeszcze przed rozpoczęciem pracy chciałam wybrać się w podróż, podczas której mogłabym połączyć zwiedzanie ze zdobywaniem wiedzy na temat zwierząt. Rok wcześniej studiowałam w Hiszpanii w ramach programu Erasmus, ale chciałam też pojechać trochę dalej, marzył mi się wyjazd do Ameryki Łacińskiej. Poszukiwania właściwego projektu zaczęłam w Internecie. Potem na uczelni zobaczyłam plakat organizacji Projects Abroad. Więcej informacji na temat jej działalności uzyskałam na stronie internetowej. Ostatecznie zdecydowałam się wybrać do Meksyku i Peru. Jestem bardzo wdzięczna za wsparcie rodziców i siostry, dzięki którym miałam możliwość realizacji takiej przygody.

Agata Gandecka

Gdzie i kiedy odbywałaś poszczególne projekty? Ile one trwały?
Pierwszy projekt realizowałam w Meksyku, w Guadalajarze spędziłam sześć tygodni (od 23 marca do 3 maja). Na wolontariacie w Peru, w rezerwacie Puszczy Amazońskiej Taricaya, byłam przez prawie cały maj

Czy oba realizowane przez Ciebie projekty da się jakoś porównać? Jak przedstawiał się program Twoich codziennych obowiązków w Meksyku, a jak w Peru?
Trudno je porównywać, ponieważ różniły się tematyką, miejscem oraz trybem pracy. W Guadalajarze pracowałam po mniej więcej 8 godzin dziennie w trzech różnych miejscach: Centrum Rehabilitacji Zwierząt CIVS, gabinecie weterynaryjnym oraz szpitalu weterynaryjnym Vetpets. Teoretycznie, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z Projects Abroad, miał to być wolontariat weterynaryjny w zakresie zwierząt dla nas egzotycznych. Niestety wyszło trochę inaczej. W CIVS zajmowałam się karmieniem zwierząt (m.in. coati, oposów, legwanów, papug, ptaków drapieżnych i innych typowych dla fauny Meksyku), czyszczeniem klatek, nauką poskramiania gadów oraz ptaków. Stosunkowo rzadko miałam tam okazję wykonywać czynności typowo weterynaryjne, jak podawanie leków czy nekropsja (oględziny zwłok). Dzięki jednemu z pracowników CIVS poznałam weterynarza, który uczył mnie, jak przeprowadza się podstawowe zabiegi chirurgiczne u psów i kotów. Później mogłam też zdobywać doświadczenie w szpitalu weterynaryjnym dla psów i kotów, brać udział w badaniu, diagnozowaniu i leczeniu zwierząt, asystować przy operacjach i zajmować się zwierzętami przebywającym na leczeniu tymczasowym.
W rezerwacie Taricaya w Peru pracowaliśmy od poniedziałku do piątku po trzy godziny rano i dwie po południu. Nasze codzienne zajęcia były bardzo różnorodne: karmiliśmy zwierzęta (m.in. małpy, oceloty, jaguarundi, jaguary, pumy, papugi, tapiry, żółwie), robiliśmy zabawki dla zwierząt, dezynfekowaliśmy, czyściliśmy, budowaliśmy i naprawialiśmy klatki, obserwowaliśmy ptaki oraz małpy, sadziliśmy drzewa, zbieraliśmy owoce, wyładowywaliśmy zapasy z łodzi. Miałam też okazję uczestniczyć w nielicznych, drobnych zabiegach chirurgicznych wykonywanych na małpach.

Agata Gandecka

Jaką wiedzę i jakie doświadczenia wyniosłaś z obu realizowanych projektów?
W Meksyku zdobyłam wiedzę i doświadczenie z zakresu weterynarii psów i kotów oraz zachowania, żywienia i obchodzenia się ze zwierzętami egzotycznymi. W Peru odkryłam, że potrafię zbudować klatkę dla zwierząt, zrobić ozdobne pudełko z drewna, posługiwać się maczetą i wykonywać jeszcze wiele, wiele innych przydatnych w dżungli czynności. Poza tym dowiedziałam się też mnóstwa ciekawych rzeczy o małpach, kotowatych, tapirach, kajmanach i innych zwierzętach zamieszkujących Amazonię. Oprócz tego w obu krajach podszlifowałam mój hiszpański. Dodatkowo odkryłam, że moim marzeniem jest praca z dzikimi zwierzętami.

Agata Gandecka

Co Cię najbardziej denerwowało w trakcie pobytu w Meksyku i Peru? Walczyłaś z jakimiś swoimi uprzedzeniami i/lub słabościami? Udało Ci się je pokonać?
Jeśli chodzi o moje słabości to przed przyjazdem do Peru bardzo bałam się pająków. Już pierwszego dnia przed wejściem do mojego domku zobaczyłam tarantulę. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie kupować biletu powrotnego do Polski, jednak z dnia na dzień mój strach przed pająkami zmniejszał się.

W projekcie realizowanym w Peru uczestniczyłaś jako pierwsza Polka. Dlaczego się na niego zdecydowałaś i czy było warto?
Zawsze chciałam zobaczyć las tropikalny i choć bardziej zależało mi na uczestnictwie w wolontariacie weterynaryjnym, a takiego nie ma w Amazonii, stwierdziłam, że mimo wszystko warto wybrać ten projekt, wszak będę tam miała kontakt ze zwierzętami. Nie zawiodłam się. Mieszkanie w środku lasu tropikalnego to niesamowite i wyjątkowe doświadczenie. Żyje się trochę inaczej, zapomina o swoich problemach. Chyba nigdy nie widziałam nieba z tyloma gwiazdami i nie słyszałam jednocześnie tylu odgłosów zwierząt. Polecam!

O czym należy pamiętać, wybierając się w podróż do Peru i Meksyku?
Żeby nie popełnić takiego błędu jak ja, czyli nie brać 30-kilogramowej walizki i 10-kilogramowego plecaka (dodam, że jestem drobną i szczupłą dziewczyną). Poza tym, mimo że w Peru nie są obowiązkowe szczepienia, ja na wszelki wypadek zaszczepiłam się przeciwko żółtej gorączce, wściekliźnie, zapaleniu wątroby, błonicy, tężcowi, durowi brzusznemu. Kupiłam też tabletki przeciwko malarii. Koniecznie trzeba wziąć ze sobą silny środek na komary, o czym zostałam poinformowana przez Projects Abroad. Moskitiery, kalosze, pościel można kupić za niewielkie pieniądze na miejscu albo nawet dowiedzieć się wcześniej, czy któryś z poprzednich wolontariuszy ich nie zostawił. Nie ma sensu targać ze sobą tylu rzeczy z Polski. Warto jest też mieć ze sobą latarkę, kurtkę przeciwdeszczową i dobry aparat fotograficzny.

Agata Gandecka

Zanim pojechałaś do Meksyku i Peru, dużo podróżowałaś? Jeśli tak, to dokąd?
Tak, dużo. W liceum jeździłam na rowerze po różnych europejskich krajach. Przed wyjazdem z Projects Abroad byłam w Hiszpanii, Francji, Niemczech, Czechach, Danii, na Słowacji, Węgrzech, we Włoszech, Norwegii, Portugalii, na Wyspach Kanaryjskich, w Irlandii, Anglii, Austrii, Szwecji, Holandii, Belgii oraz Grecji.

Jak zatem, jako zapalona podróżniczka, wspominasz zwiedzanie Peru oraz Meksyku?
Udało mi się zwiedzić Peru i Meksyk, ale niestety w niewielkim stopniu, ponieważ oba kraje są wielkie, a ja miałam bardzo mało czasu. W Meksyku odwiedziłam centralną, nadpacyficzną część i takie miasta jak:
Guadalajara, stolica, Teotihuacan, Tula, Tlaquepaque, Zapopan, Chapala, Guanajuato, Tequila, Nevado de Colima. W Peru udało mi się zobaczyć: Limę, Arequipę, Nascę, Puno, Cusco i słynne Machu Picchu.

Agata Gandecka

Czy w trakcie zwiedzania i/lub pobytu w obu krajach przydarzyła Ci się jakaś przygoda?
Ciekawym przeżyciem była dla mnie w Peru wyprawa w poszukiwaniu stada małp. Niektóre odcinki drogi musieliśmy pokonywać, brodząc po pas w wodzie. Miałam wówczas okazję zaobserwować nawoływanie małp żyjących na wolności przez biologia, który ma ogromną wiedzę na ten temat i jest tak związany z tymi zwierzętami, że traktują go one jak członka swojego stada. Dość emocjonującym przeżyciem było też wejście wiszącym mostem Canopy na punkt obserwacyjny znajdujący się 45 metrów ponad ziemią.

Agata Gandecka

Gdzie zostałaś zakwaterowana w Meksyku, a gdzie w Peru? Miałaś tam okazję poznać miejscową kulturę?
W Guadalajarze mieszkałam z przesympatyczną Meksykanką Lesli. Mogłam poznać miejscową kulturę, ponieważ większość czasu spędzałam z Meksykanami. Lesli przygotowywała dla mnie dania meksykańskiej kuchni. Od jednego z kolegów z pracy dostałam długą listę, co typowego dla meksykańskiej kultury trzeba zrobić, zwiedzić i spróbować.
W Peru mieszkaliśmy w dżungli, z dala od cywilizacji. Do najbliższego miasta płynęliśmy dwie godziny łodzią. Warunki nie były luksusowe, ale tego należy się spodziewać, jeśli jedzie się do dżungli. W każdym drewnianym domku znajdowało się jedno pomieszczenie z dwoma łóżkami oraz łazienka. Z prysznica leciała woda prosto z rzeki. W kuchni jedliśmy posiłki przygotowywane przez Peruwiankę. Oprócz tego do naszej dyspozycji był TV-room. Oglądanie telewizji było czasowo ograniczone – mniej więcej o godzinie 9.00 wyłączano generator. Na terenie rezerwatu znajdowały się klatki i wybiegi ze zwierzętami, kuchnia do przygotowywania jedzenia dla zwierząt, mini szpital dla zwierząt, warsztat i domek z narzędziami. W Peru także udało mi się poznać miejscową kulturę. Ciekawą lokalną tradycją jest tam np. rozbijanie surowego jaka na głowie solenizantowi w dniu jego urodzin.

Smakowały Ci dania meksykańskiej i peruwiańskiej kuchni?
Jeśli chodzi o meksykańską kuchnię, to okazało się, że jest dużo bardziej urozmaicona i różni się trochę od naszych wyobrażeń. Typowe dla niej są takie potrawy jak: tortille, tacos, tamales (nadziewane ciasto z mąki kukurydzianej, owinięte liściem z kolby kukurydzy lub bananowca), pozole (zupa z ziaren kukurydzy). Nieodłącznym dodatkiem do potraw jest oczywiście chili. Z alkoholi, poza popularną tequilą i mezcalem, udało mi się spróbować pulque (niskoprocentowy, lekko musujący napój), regionalnych piw i michelady (piwo, sok z cytryny, sok pomidorowy, sól, pikantne przyprawy). Z dań i napoi peruwiańskich spróbowałam: mięsa świnki morskiej, alpaki, lomo saltado (paski wołowiny z warzywami), nadziewanej papryki, wołowego serca, ceviche, pisco (winiak), herbatki z liści koki (łagodzi objawy choroby wysokościowej), a także Inca Kola.

Agata Gandecka

Co Cię zaskoczyło w obu krajach?
W Guadalajarze początkowo ciężko było mi się przyzwyczaić do miejskiej komunikacji. Przystanki autobusowe zazwyczaj nie są oznakowane, nie ma też rozkładu jazdy, nie wiadomo, o której przyjedzie następny autobus. Pomocne są jednak aplikacje na telefon pokazujące trasę przejazdu.

Jacy są Meksykanie, a jacy Peruwiańczycy?
Mieszkańcy obu krajów są bardzo religijni. Kojarzą zatem Polskę głównie z papieżem Janem Pawłem II. Normą jest w Meksyku zakładanie rodziny w młodym wieku. Dziewczyny bardzo wcześnie wychodzą za mąż, nierzadko za swojego pierwszego partnera. Mężczyzna jest głową rodziny. Nie wszyscy mieszkańcy mają szansę na edukację. Meksykanie, których spotkałam podczas mojej wyprawy, byli niezwykle otwarci, pogodni, gościnni, trochę sentymentalni, dumni ze swojej kultury, nieco impulsywni i emocjonalni. Peruwiańczycy, których poznałam w Taricaya byli towarzyscy, z poczuciem humoru, spontaniczni i bardzo przyjaźnie nastawieni. Denerwowało mnie jednak zachowanie niektórych mieszkańców Peru, których spotkałam w czasie podróży po zakończeniu wolontariatu. Prawie codziennie trafiało mi się jakieś nieprzyjemne zdarzenie spowodowane negatywnym, bo wyzyskującym stosunkiem do turystów (bardzo natarczywe żebranie, problemy na lotnisku, zdecydowanie wyższe ceny dla obcokrajowców, protesty na drogach, powodujące co najmniej 10-godzinne opóźnienie, z którymi policja ani nikt inny nie miał zamiaru się uporać). Oczywiście może był to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności.

Czego jako Europejczycy moglibyśmy się uczyć od mieszkańców obu odwiedzonych przez Ciebie krajów?
Nie jestem zwolennikiem generalizowania danych narodowości, każda osoba ma inny charakter i cechy godne naśladowania, niezależnie od pochodzenia. Od tych mieszkańców Ameryki Łacińskiej, których poznałam, myślę, że warto uczyć się gościnności, tolerancji, chęci niesienia pomocy ludziom i zwierzętom, otwartości, umiejętności rozmawiania na tematy tabu, czasem trochę luźniejszego podejścia do życia.

A czego oni od nas?
Nie wiem, czy od nas, ale ogólnie Meksykanie i Peruwiańczycy, według mnie, powinni postępować odpowiedzialniej: w sferze życia osobistego, zakładania rodziny czy wyborów politycznych, a także myśleć bardziej postępowo (np. wielu mieszkańców opiera swoje decyzje polityczne na religii, a nie na własnej opinii i logicznych wnioskach).

Czy organizacja Twojego wyjazdu i pobytu była bez zarzutu?
Jeśli chodzi o wolontariat w Peru całkowicie spełnił on moje oczekiwania. Natomiast w Meksyku, według wcześniejszych zapewnień przedstawiciela Projects Abroad, powinnam realizować projekt weterynaryjny ze zwierzętami egzotycznymi. Tak się jednak nie stało. W rezultacie był to wolontariat opieki nad zwierzętami mający niewiele wspólnego z medycyną weterynaryjną, a dodatkową możliwość zdobywania doświadczenia weterynaryjnego otrzymałam nie dzięki Projects Abroad, a za sprawą osób poznanych w Guadalajarze. Biorąc pod uwagę to, że jestem absolwentką weterynarii, jak również dość duży koszt wzięcia udziału w wyjeździe organizowanym przez Projects Abroad, byłam trochę zawiedziona. Bez względu na to, nie żałuję jednak mojego wyboru i bardzo cieszę się, że mogłam uczestniczyć w obu projektach.

Wspomniałaś o wysokich kosztach samego wyjazdu, powiedz, czy koszty utrzymania w Peru i Meksyku są również bardzo wysokie?
Rzeczywiście ta wyprawa była drogim przedsięwzięciem, jednak koszty utrzymania w obu krajach są porównywalne do tych w Polsce, a w Meksyku może nawet trochę niższe (np. bilet komunikacji miejskiej kosztuje, w przeliczeniu na złotówki, 1.50 zł, a taksówka 20 zł, piwo w pubie 5 zł, obiad w restauracji 25 zł, a nocleg w pokoju wieloosobowym 30 zł). Nieco wyższe ceny są w peruwiańskich miastach turystycznych, w pobliżu największych atrakcji.

Jak oceniasz oba kraje pod względem jakości życia? Chciałabyś/mogłabyś w którymś z nich zamieszkać, a jeśli tak, to dlaczego?
Poziom życia w obu państwach jest niższy niż w Polsce. Widoczne są różnice społeczne między osobami bogatymi i bardzo biednymi. Nie zmienia to faktu, że mogłabym zamieszkać w Meksyku. Bardzo spodobał mi się ten kraj. Poznałam tam również wielu wspaniałych ludzi. Jeśli chodzi o Peru chętnie wróciłabym kiedyś do Puszczy Amazońskiej i nie miałabym nic przeciwko temu, żeby zostać tam trochę dłużej.

Czy warto wziąć udział w stażach i wolontariacie Projects Abroad?
Szczerze mówiąc, początkowo miałam mieszane uczucia. Z jednej strony, udział w Projects Abroad to niesamowita, ale też bardzo kosztowna przygoda. Za podobny wyjazd, zorganizowany samodzielnie, mogłabym zapłacić dwa lub nawet trzy razy mniej. Z drugiej strony, organizacja miejsca odbywania wolontariatu na własną rękę, w ciemno, nie mając znajomych w tej części świata, byłaby prawdopodobnie bardziej skomplikowana. Przykładowo, informacje o praktykach weterynaryjnych w Hiszpanii, które realizowałam po Projects Abroad, udało mi się uzyskać bez większych problemów. Mogłam zatem odbyć je bez udziału żadnej organizacji. Jak najbardziej polecam więc Projects Abroad początkującym podróżnikom, a także wszystkim tym, którzy wybierają się do jakiegoś miejsca, o którym ciężko jest znaleźć informacje dotyczące realizacji wolontariatu. Z pewnością podczas takiego wyjazdu lepiej niż podczas zwykłej turystycznej wycieczki poznaje się dany kraj, mieszkańców oraz ich kulturę. Dla mnie było to fantastyczne doświadczenie, przeżyłam wyjątkowe chwile, poznałam wspaniałych ludzi, z niektórymi nawiązałam bliższą znajomość i wciąż utrzymujemy kontakt. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś powrócić do tych miejsc.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Ochrona Środowiska w Peru

Agata Gandecka

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.