You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Wywiad z Martyną Kopacz – naszą wolontariuszką i absolwentką Uniwersytetu w Edynburgu

  Komentarze

September 20th, 2017


Martyna Kopaczabsolwentka Liceum Ogólnokształcącego nr 5 we Wrocławiu. Brała udział w projekcie prawniczym w Chinach. Razem z Projects Abroad wyjechała też do Mongolii, gdzie opiekowała się wolontariuszami. W lipcu ukończyła studia prawnicze w Edynburgu. Niedawno przeprowadziła się do Luksemburga, gdzie jest stażystką w Banku Inwestycyjnym. Interesuje się podróżami. Lubi grać w tenisa, pływać i jeździć na nartach. W wolnych chwilach spotyka się ze znajomymi, czyta książki i ogląda filmy.

Była wolontariuszka pozuje do zdjęcia

Projects Abroad: Twoje CV wygląda imponująco: absolwentka liceum z maturą międzynarodową, stażystka Projects Abroad w Chinach, opiekunka wolontariuszy PA w Mongolii, absolwentka Uniwersytetu w Edynburgu, a od niedawna stażystka Banku Inwestycyjnego w Luksemburgu. Nic tu nie wygląda na przypadkowe, a może jednak?

Martyna Kopacz: Ciężko jest planować każdy krok, ale na pewno wybranie się do klasy z maturą międzynarodową nie było decyzją przypadkową. Dobrze wiedziałam, że polskie uczelnie przychylnym okiem patrzą na absolwentów takich klas. Nie planowałam wyjazdu na studia do Wielkiej Brytanii. Pojechałam tam pierwszy raz na początku liceum na trzytygodniowy kurs językowy organizowany przez jedną z wrocławskich szkół językowych. Dwa tygodnie spędziłam w Brighton, tydzień w Londynie. Chciałam trochę podszkolić swój angielski. W miarę jak zaczęłam poznawać nowych ludzi, zrozumiałam, że świat stoi przede mną otworem. Podjęłam więc decyzję o aplikowaniu na studia w Wielkiej Brytanii.

Powiedz proszę, jak wyglądała ta aplikacja? Co musiałaś zrobić, żeby dostać się na tak renomowany uniwersytet jak ten w Edynburgu?

Aplikację składałam przez portal UCAS, dołączając tzw. personal statement, referencje od nauczycieli z liceum oraz wystawione przez nich przewidywane oceny (predicted grades) a także uiszczając opłatę wstępną, jakieś 50 funtów, jeśli dobrze pamiętam.

Przewidywane oceny?

To oceny, które nauczyciele myślą, że dostaniemy na maturze.

A jak takich nie dostaniecie, to co się wtedy dzieje? UCAS jakoś to aktualizuje?

To nic. Szkoły, a właściwie pięć szkół wyższych, do których UCAS rozsyła nasze aplikacje, i tak rozpatrują zgłoszenia i w odpowiedzi przesyłają nam oferty. Można otrzymać ofertę unconditional, która oznacza, że dostałeś się na daną uczelnię i nie musisz już spełniać żadnych dodatkowych warunków albo ofertę conditional – aby dostać się do szkoły, musisz wówczas zdobyć konkretne oceny. Możesz też otrzymać odpowiedź odmowną, czyli tzw. reject.

A Ty jakie oferty otrzymałaś?

Z Uniwersytetu w Edynburgu (miałam tam 34 na 45 możliwych punktów) oraz z Uniwersytetu Kings w Londynie (uzyskałam 38 punktów). Z pozostałych trzech uczelni otrzymałam rejecty.

Dlaczego zdecydowałaś się wybrać uniwersytet w stolicy Szkocji, a nie Anglii?

Po pierwsze w Anglii studia są płatne, za rok w Kings musiałabym zapłacić jakieś 3000 funtów, a obecnie nawet 9000 funtów. Po drugie jeszcze w liceum byłam na 10-dniowej wycieczce po Wielkiej Brytanii, jeden dzień spędziliśmy wtedy w Edynburgu i zapamiętałam go jako śliczne i magiczne miejsce, do którego kiedyś chciałabym wrócić. Po trzecie Uniwersytet w Edynburgu to w końcu jedna z najlepszych uczelni na świecie. W wielu rankingach sytuuje się w okolicach 40. miejsca.

Przy podejmowaniu decyzji o wyborze uczelni kierowałaś się tymi miejscami na liście?

W sumie to nie, bo każdy ranking jest inny.

A zależało Ci na jakichś angielskich uczelniach, z których dostałaś odmowy?

Najbardziej na Uniwersytecie w Nottingham, ale te „inne uczelnie", na które się nie dostałam, były takie trochę przypadkowe, bo w trzeciej klasie liceum nie ma się zbyt dużo czasu na szukanie właściwej uczelni, nie miałam też żadnych znajomych studiujących za granicą, więc nie było się z kim skonsultować w tej sprawie.

Jak wyglądały studia prawnicze, które podjęłaś w Edynburgu?

Jeśli chodzi o porównanie z polskimi uczelniami, to na pewno w Wielkiej Brytanii wykładowcy mają bardziej praktyczne nastawienie do nauczania, a nie tak teoretyczne jak w Polsce, gdzie trzeba uczyć się kodeksów na pamięć. My na egzaminach, które odbywają się w grudniu i maju, mamy do rozwiązania konkretne kazusy, a w trakcie pisania możemy korzystać ze wszelkich kodeksów, tylko nie możemy po nich pisać ani nic zaznaczać. Wystarczy więc, że wiemy, gdzie czegoś szukać. Dzięki temu jesteśmy lepiej przygotowani do pracy.

Jak długo trwały Twoje studia?

W sumie cztery lata, ale w Edynie (Edynburgu) spędziłam trzy, bo na rok pojechałam jeszcze na wymianę do Maastricht.

Podobało Ci się tam?

Tak, bardzo. Poznałam wielu ludzi z całego świata, także teraz mam bardzo dobrych znajomych z Australii, USA i Kolumbii. Po roku cieszyłam się jednak, że wracam już do Edyna.

A gdzie tam mieszkałaś? W kampusie czy mieszkaniu?

W mieszkaniu niedaleko uniwersytetu. Akademiki są tam droższe.

Wynajmowałaś sama? Jak w ogóle znalazłaś tę miejscówkę?

Wynajmowałam razem z koleżanką z liceum. Ogłoszenie znalazłam na… gumtree!

Jak wyglądał kampus?

Staro.

W sensie zabytkowo czy zaniedbanie?

Zabytkowo! Wszystko jest tam bardzo zadbane.

A jak jest usytuowany uniwersytet? Leży w mieście czy poza nim?

Niedaleko. W Edynie nie ma rynku, jest tylko główna ulica, zwana Princess Street, i od niej Wydział Prawa znajduje się w odległości jakichś 10-15 min drogi na piechotę.

A czy na Uniwersytecie w Edynburgu studiuje wielu zagranicznych studentów?

Tak, uczelnia jest bardzo międzynarodowa. Studiują na niej ludzie z całego świata. Wyjątkiem jest Wydział Prawa, na którym większość studentów stanowią Szkoci, aczkolwiek studiowało ze mną też paru Polaków, Włochów, Niemców i Chińczyków.

Dobrze się tam bawiłaś? Jaka atmosfera unosi się nad Edynburgiem?

Było ok, tyle że na studiach prawniczych prawie nie doświadczyłam tej międzynarodowej atmosfery i ludzie ogólnie są czasem źle nastawieni do Polaków.

Bo zabierają im pracę?

Dokładnie!

A jak ta niechęć się objawia?

W komentarzach i pytaniach typu czy mamy w Polsce wodę albo prąd oraz w zachowaniu Szkotów. Czasami po prostu z nami nie gadali.

Acha, czyli całkiem stereotypowo. A co dały Ci te studia w wymiarze praktycznym?

Dyplom prestiżowej uczelni (śmiech). To na pewno robi wrażenie. No i oczywiście mój angielski jest o niebo lepszy.

Co chcesz robić po studiach? Teraz pracujesz w Banku Inwestycyjnym w Luksemburgu. To satysfakcjonująca praca?

W przyszłości chciałabym pracować w jakieś firmie prawniczej w Anglii albo Hong Kongu, aczkolwiek 5-miesięczna praktyka w banku, którą teraz odbywam, też bardzo mi się podoba. Dziś na przykład miałam parę spotkań i zadań, ale wczoraj nie było nic do roboty, a wtorek był od rana busy.

No dobrze, to skoro tyle było o nauce, czas na coś przyjemniejszego, a mianowicie podróże. Opowiedz nam proszę o swoich azjatyckich przygodach. Razem z Projects Abroad byłaś na miesięcznym projekcie prawniczym w Chinach oraz, już jako opiekun wolontariuszy, na dwumiesięcznym projekcie w Mongolii.

Tak. Było świetnie! W Chinach pracowałam w firmie prawniczej. Czytałam dokumenty, uczestniczyłam w spotkaniach z klientami. Do dziś utrzymuję kontakt z jedną poznaną tam koleżanką z Anglii oraz… ze swoim szefem. Piszemy do siebie co kilka miesięcy, składając sobie życzenia i nie tylko, ostatnio np. dyskutowaliśmy o niepodległości Szkocji. Mój szef pytał, jakie mam zdanie w tej sprawie.

Wolontariusze pozujący do zdjęć na tle chińskiego budynku

Miesiąc wystarczył, żeby poznać Chiny i chińskie podejście do biznesu?

Zdecydowanie, chociaż nie uważam, że poznałam Chiny, tylko Szanghaj.

Zrobił na Tobie wrażenie?

Dał mi pewien posmak. Poza tym uwielbiam Chiny i Azjatów. Chciałabym kiedyś mieszkać w Hong Kongu albo Szanghaju. Bardzo dobrze się tam czuję.

Nauczyłaś się chińskiego?

Tak, uczyłam się, zapisałam się na lekcje i chodziłam na nie razem z moimi francuskimi kolegami. Nauczyłam się liczyć oraz powiedzieć, jak jest piwo i pizza (śmiech).

A jak to było z tą Mongolią?

Przedstawiciel Projects Abroad w Polsce nie mógł tam jechać, więc zaproponował, żebym pojechała zamiast niego. Początkowo miałam pojechać do Indii albo Tanzanii, ale ostatecznie stanęło na Mongolii. Do moich obowiązków na miejscu należało m.in.: odbieranie wolontariuszy z lotniska, zawożenie ich do biura i mieszkań Projects Abroad, przeprowadzanie induction, czyli takiego wstępu podczas pierwszego dnia, oprowadzanie wolontariuszy po mieście (po którym sama wcześniej zostałam oprowadzona), a także organizowanie różnych eventów. Starałam się też, żeby nikt nie czuł się tam osamotniony i zagubiony.

A jak sama Mongolia Ci się podobała?

Najbardziej mnie rozczarowało, że Ułan Bator jest takim rozwiniętym miastem. Dużo tam luksusowych sklepów i restauracji. Przykładowo, we wrześniu otworzono tam butik firmy Luis Vitton, który w ciągu trzech pierwszych miesięcy działalności miał taki utarg, co butiki Luis Vitton w Nowym Jorku czy Paryżu przez cały rok. Widać zatem, jak wielu jest tam bogatych ludzi.

A Ty myślałaś, że w Mongolii będzie bieda z nędzą?

Tak, spodziewałam się, że będzie raczej biednie.

Na czym Mongołowie tak się bogacą?

Nie wiem, ale wszyscy ważni ludzie bardzo dobrze się tam znają.

A jak reagują na obcokrajowców?

Dobrze. Są bardzo mili.

Skoro Mongolia to takie nowoczesne państwo, to czy jej mieszkańcy jeszcze pielęgnują jakieś ludowe zwyczaje?

Tak, ale głównie ci, mieszkający na wsiach. Wielu z nich śpi jednak w jurtach wyposażonych w Internet i telewizor, widać więc, że nawet ci najbardziej przywiązani do tradycji, idą z duchem czasu.

Mówiłaś, że liznęłaś trochę języka chińskiego a jak z mongolskim?

Mówiłam tylko po angielsku.

Wolontariusze pozujący do zdjęcia w Mongolii

To mnie rozczarowałaś. Być w Mongolii i mongolskiego się nie nauczyć?! A tak całkiem serio, to dobrze tam mówią po angielsku? Czy tylko w obszarze, po którym Wy się poruszaliście?

Ludzie na wsiach w ogóle nie mówili po angielsku, natomiast w miastach i przy atrakcjach turystycznych nie było z tym problemu.

Jak Ci się współpracowało z innymi opiekunami?

Bardzo dobrze. W Mongolii poznałam dziewczynę, z którą do dziś się przyjaźnię. To była wolontariuszka. Przyjechała dokładnie w ten sam dzień co ja, miałyśmy więc razem induction. Ona jest pół-Chinką, pół-Amerykanką wychowaną w Hong-Kongu. Bardzo się polubiłyśmy i nadal utrzymujemy ze sobą kontakt, prawie codziennie do siebie piszemy. Przyjechała nawet do Polski na Sylwestra, a potem pojechałyśmy razem do Londynu i Edyna oraz do Paryża.

A który z krajów, jakie odwiedziłaś, był dla Ciebie ciekawszy: Chiny czy Mongolia?

Chiny. To bardziej multikulturowe państwo. Mongolia nie jest aż tak zachodnia.

Podsumowując, Twoje CV jest bardzo bogate, a rodzice zadowoleni?

Szczerze mówiąc, to nie wiem czy są zadowoleni, ale na pewno dumni, aczkolwiek ja dalej nie mam pracy, o której marzę.

A ile masz lat?

W grudniu skończę 23.

To jeszcze wszystko przed Tobą. Życzę Ci zatem zdobycia tej wymarzonej pracy w Hong Kongu albo Anglii. A może w Polsce?

Czemu nie? Kocham Polskę i zawsze się cieszę, jak jadę do domu, ale świat jest taki duży i jest tyle możliwości, że chciałabym najpierw móc tego wszystkiego spróbować, zanim gdzieś osiądę na stałe. Póki co jestem spragniona odkrywania i poznawania. Gdy już nasycę ten głód, być może wrócę do Polski. To kraj, który stale się rozwija i stwarza coraz więcej możliwości.

Udostępnij ten artykuł:

Niezapomnij poinformować znajomych o Twoich przemyśłeniach.

Search Blog by Category

Search the blog

Join our community

    

Subscribe by RSS

Projects Abroad Blog Feed
Back to top ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.