You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Ochrona środowiska na Fidżi

Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska Sara Cyprowska

Sara Cyprowska – ma 17 lat i uczy się w Liceum Ogólnokształcącym Sióstr Urszulanek w Poznaniu. Interesuje się zwierzętami i muzyką a przede wszystkim podróżami. Nie ma konkretnych planów na przyszłość. Kieruje się w życiu trzema hasłami: „meet people, go places, do things”.

Sara Cyprowska

Projects Abroad: Spędziłaś dwa miesiące na Fidżi. Dlaczego tak długo? A może jeszcze było Ci mało?
Sara Cyprowska: Na Fidżi spędziłam dwa cudowne miesiące. Czy to długo? Dla mnie nie. Naprawdę nie chciałam wracać do domu i chętnie zostałabym tam dłużej, gdyby nie… szkoła:>. Zdecydowałam się wyjechać na całe wakacje, ponieważ chciałam w pełni wykorzystać szansę, którą otrzymałam.

Skąd pomysł, by wybrać się właśnie na Fidżi?
Początkowo rozważałam Meksyk, później była Afryka, ale w końcu stwierdziłam, że jeżeli mam gdzieś jechać, to pojadę na koniec świata, jakim jest dla mnie Fidżi.

Jak przygotowywałaś się do wyjazdu? O czym trzeba pamiętać, jadąc na Fidżi?
Jakoś szczególnie nie przygotowywałam się do tego wyjazdu. Potraktowałam to jak każdy inny wypad za granicę. Wyjeżdżając na Fidżi, nie można zapomnieć o dobrym humorze i uśmiechu, ludzie na Fidżi nie wiedzą co to złość, nigdy nie mają złego humoru, zawsze są uśmiechnięci i radośni.

Przez pierwszy miesiąc brałaś udział w projekcie społecznym. Powiedz proszę, co wówczas należało do Twoich obowiązków?
Przez dwa pierwsze tygodnie pracowałam w Nadi Primary School i tam nie miałam zbyt wiele obowiązków, ponieważ hinduskie nauczycielki bardzo mnie ograniczały, więc zmieniłam szkołę na przedszkole w Nawaka village. Tam do moich zadań – razem z drugim wolontariuszem – Remondem – należało organizowanie dzieciom zajęć i zabaw oraz branie w nich czynnego udziału, wspólne śpiewanie i uczenie się alfabetu oraz liczb.

Drugi miesiąc swoich wakacji poświęciłaś na… ochronę rekinów.
Faktycznie mój drugi miesiąc pobytu na Fidżi był nieco bardziej ekscytujący od pierwszego, ponieważ stanęłam oko w oko z trzymetrowymi rekinami!

Jak wyglądał sam projekt?
Po pierwsze uświadamialiśmy ludzi, mówiąc im, jak ważne dla ekosystemu są te zwierzęta i dlaczego nie powinni ich łowić np. na obiad. Polegało to na tym, że chodziliśmy do różnych rybackich wiosek i dawaliśmy miejscowej ludności lekcje, w czasie których opowiadaliśmy o anatomii rekinów i sposobie ich życia. Po drugie łapaliśmy i znakowaliśmy najmłodsze osobniki, które, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, przez pierwsze dziesięć lat mieszkają w rzece o nazwie Navua. Występują tam tylko żarłacze tępogłowe. Po trzecie nurkowaliśmy i oglądając podwodne rafy koralowe zapisywaliśmy, co widzimy, czyli: gatunek, rozmiar i płeć danego osobnika, miejsce, w którym był przez nas widziany a także czas i głębokość. Po czwarte zajmowaliśmy się sadzeniem mangrowców – bardzo ważnych drzew, które są coraz częściej wycinane. Najbardziej emocjonującą rzeczą było jednak nurkowanie razem z około 80 osobnikami rekinów rożnych gatunków. Żarłacze tępogłowe białe i czarnopłetwe, rekiny rafowe i inne spotykają się na wielkiej rafie „Shark Reef”.

Jak zareagowali Twoi rodzice na wieść o tym, że chcesz wziąć udział w czymś takim?
O dziwo bardzo spokojnie, czym sama byłam zaskoczona. W ogóle nie mieli oporów, by mnie tam wysłać. Popierali mój pomysł i nie mieli żadnych obaw.

Podobno byłaś pierwszą Polką, która zdecydowała się na ten projekt. Poza Tobą na Fidżi byli jeszcze jacyś wolontariusze z innych krajów?
O tym, że byłam pierwszą Polka na projekcie z rekinami, dowiedziałam się dopiero na Fidżi i to wcale nie od razu, bo dopiero po sześciu tygodniach pobytu tam. Uświadomiło mi to, że chcę podróżować jeszcze dalej i stanąć tam, gdzie nikt jeszcze nie stał;>. Poza mną w projekcie uczestniczyło wielu innych wolontariuszy. W Nadi było około 40 osób, a w Pacific Habuor około 30. Wolontariusze pochodzili z całego świata a co najlepsze wszyscy znaleźliśmy wspólny język i bardzo miło spędzaliśmy czas.

W jaki sposób spędzaliście czas wolny?
Jeśli chodzi o pierwszy miesiąc mojego pobytu, to bywało różnie, ponieważ każdy z nas uczył w innej szkole i kończył zajęcia o różnych godzinach. Ja kończyłam codziennie o 11.00, a więc miałam praktycznie cały dzień dla siebie. Jeżeli udało nam się spotkać po pracy, przeważnie szliśmy na plażę albo jechaliśmy na wycieczki a wieczorami chodziliśmy do miejscowych barów. Mój drugi miesiąc był bardziej zorganizowany, co bardzo mi odpowiadało. Całe dnie mieliśmy wypełnione zajęciami, które nas nie męczyły. Kończyliśmy zajęcia około godziny 18.00 i później oglądaliśmy filmy, graliśmy w bilard a w weekendy wyjeżdżaliśmy na imprezy.

Gdzie mieszkałaś na Fidżi? Jacy byli dla Was mieszkańcy wyspy?
To niezwykle przyjaźni, radośni i gościnni ludzie. W pierwszym miesiącu mieszkałam u miejscowej rodziny w małym domku w środku miasta razem ze współlokatorką z USA, z czego bardzo się cieszyłam, bo była dla mnie jak starsza siostra, z którą wszędzie chodziłam. Dzięki temu, że gościłam u miejscowych, poznałam ich codzienne życie, ale nawet bez tego dało się ich bliżej poznać, ponieważ jak tylko widzą „Anglików” (tak nazywali białoskórych ludzi), zapraszają ich do swoich domów, chcąc im pokazać, jak żyją, co jedzą a przede wszystkim opowiedzieć swoją historię.
Drugi miesiąc swojego pobytu spędziłam w willi, w której mieszkali wszyscy wolontariusze z projektu ochrony rekinów. Mieliśmy apartamenty z kuchnią, salonem i łazienką, w których mieszkało osiem osób.

Jak wygląda życie codzienne mieszkańców wyspy? Jakie mają problemy? Co im sprawia radość? Pielęgnują jakieś charakterystyczne zwyczaje?
Ich życie wygląda tak samo jak w innych krajach. Dzieci chodzą do szkoły, a rodzice do pracy, a potem wychodzą spotkać się na boisku z całymi rodzinami. Przez te dwa miesiące nie dopatrzyłam się u nich żadnych problemów. Każdy cieszy się z tego, co ma, nie brakuje im niczego. Charakterystycznym zwyczajem, jaki pielęgnują, jest wiara – chodzenie do kościoła i modlenie się przed posiłkiem to dla nich bardzo ważne, jak również picie Kavy.

A co Tobie sprawiało największą radość w trakcie pobytu na Fidżi?
Wielka życzliwość mieszkańców i to że nie było problemu z nawiązaniem z nimi kontaktu. Zawsze byli mili i przyjaźnie nastawieni.

Borykałaś się w trakcie pobytu z jakimiś problemami? Jeśli tak, to jak udało Ci się je rozwiązać?
Moim jedynym problemem były hinduskie nauczycielki w pierwszym przedszkolu, ale jak tylko zgłosiłam to do biura, od razu zmienili mi szkołę i następnego dnia pracowałam w innej.

Czy na Fidżi odwykłaś od wygód?
To, od czego najbardziej odwykłam, to na pewno słodycze, ponieważ na Fidżi ich nie ma, a jeżeli są, to bardzo drogie. Przykładowo czekolada kosztowała tam 40 zł i były tylko dwa jej rodzaje. A jeśli chodzi o wygody mieszkaniowe, to byłam nastawiona na zupełnie coś innego i nie odczulam żadnego szoku z tym związanego.

W jakim języku porozumiewałaś się z miejscowymi?
Na Fidżi jednym z języków urzędowych jest angielski, co oznacza, że porozumiewanie się w tym języku nie stanowi tam żadnego problemu. Dzieci od urodzenia uczą się dwóch z trzech obowiązujących języków urzędowych, więc nawet w przedszkolu rozmawianie z dzieciakami po angielsku było bardzo łatwe.

Czego Europejczyk może nauczyć się od mieszkańca Fidżi i vice versa?
Przede wszystkim „Fiji time” – nie spiesz się, bo masz na wszystko czas. To słyszałam codziennie i prawdą jest, że Europejczyk powinien nieco zwolnić tempo życia.

Dokończ zdanie: Fidżi to…
… raj. Fidżi to życzliwi ludzie. Fidżi to coś, co musisz zobaczyć na własne oczy.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Ochrona środowiska na Fidżi

Sara Cyprowska

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.