You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Opieka nad dziećmi, Ogólna opieka nad dziećmi w Maroko, Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz

Natalia Wroniewicz – ma 17 lat, interesuje się historią, sztuką, kinem oraz chemią. Lubi uczyć się języków obcych, podróżować, poznawać nowe kultury i nowe kuchnie. W przyszłości chciałaby studiować zagranicą – w USA lub Wielkiej Brytanii. Jej marzeniem jest założenie własnej firmy związanej ze sztuką lub nowymi technologiami.

Natalia Wroniewicz

Projects Abroad: Wybrałaś wolontariat społeczny w Maroku. Dlaczego zdecydowałaś się na taki właśnie projekt i ten kraj?
Natalia Wroniewicz: Zawsze fascynowała mnie kultura Bliskiego Wschodu. Rodzice zgodzili się na Maroko, ponieważ jest względnie blisko domu. Było to dla nich ważne, bo to był mój pierwszy wolontariat i bali się mnie puścić np. do Peru na wolontariat archeologiczny. Wybrałam ten projekt także ze względu na możliwość nauki języka obcego. Prawdziwym wyzwaniem okazała się jednak praca z dziećmi. Jestem jedynaczką, moje kontakty z dziećmi były, jak dotąd, bardzo sporadyczne i niezbyt przyjemne. Chciałam to zmienić i udało się.

Mówisz, że rodzice bali się puścić Cię gdzieś dalej w świat a Ty sama miałaś jakieś obawy przed wylotem do Maroka?
Rzeczywiście rodzice bardzo przeżywali mój wyjazd, w szczególności mama. Nigdy wcześniej nie byłam na wolontariacie ani nawet na obozie międzynarodowym, dlatego denerwowali się, że sobie nie poradzę. Na szczęście trochę uspokoiły ich rozmowy z Panem Łukaszem [pracownik Projects Abroad w Polsce – przyp. P.A.] i obecność Zuzi, z którą leciałam. Moją największą obawą było to czy moje współlokatorki nie chrapią;)

Długo się pakowałaś?
Jakieś 3 dni. Trzeba było zrobić duże zakupy, bo w Maroku ramiona i kolana muszą być zakryte, a wszystkie moje letnie ubrania to szorty i koszulki na ramiączkach.

Podobno miałyście z Zuzią jakieś problemy tuż po wylądowaniu. Powiedz, co się stało?
Serca nam trochę zamarły, jak nie zobaczyłyśmy nikogo z tabliczką Projects Abroad. Na szczęście po paru minutach ktoś się pojawił razem z Alexem – wolontariuszem z Anglii.

Zamieszkałaś u marokańskiej rodziny czy w hotelu?
Wszyscy wolontariusze mieszkali u rodzin w medinie. Nie zamieniłabym tego doświadczenia nawet na pięciogwiazdkowy hotel. Nasza host mama – Hanane – to bardzo ciepła, serdeczna osoba. Czułyśmy się u niej jak u siebie w domu. Jadałyśmy z nią i jej dziećmi – pięcioletnią Janette i dwuletnim Jadem – wspólne posiłki, rozmawiałyśmy, oglądałyśmy telewizję. W jej domu mieszkały też wolontariuszki z innej organizacji. My mieszkałyśmy w pokoju na parterze, obok pokoi domowników, one zajmowały całe piętro. To świetne dziewczyny. Z jedną z nich – Cristiną nadal utrzymuję kontakt.

Miałaś więc okazję „od środka” poznać marokańską kuchnię, kulturę i zwyczaje?
Codziennie miałyśmy długie rozmowy z naszymi opiekunami – Simo i Mehdim – którzy opowiadali nam o różnych aspektach marokańskiej kultury, takich jak np.: życie rodzinne, małżeńskie, nauczanie, post – szczególnie ważny, bo przyjechałyśmy z Zuzią do Maroka w trakcie Ramadanu. Na szczęście nas nie obowiązywał:) Uwielbiamy jeść, nie przepuściłyśmy zatem żadnej okazji na spróbowanie miejscowych przysmaków. Kuchnia Hanane bardzo nam to ułatwiała. Udało się nam ostatecznie wyciągnąć od naszej host mamy parę przepisów.

A jak Twoje zdolności językowe? Podszkoliłaś znajomość francuskiego? A może poznałaś jakiś miejscowy dialekt?
Od poniedziałku do piątku mieliśmy codziennie po 2 godziny lekcji. Nie uczyłam się francuskiego, tylko arabskiego. Mówię dość dobrze po hiszpańsku, więc chciałam spróbować czegoś zupełnie innego niż kolejny język romański. Te lekcje bardzo dużo mi dały. Teraz znam arabski alfabet, potrafię czytać, pisać i powiedzieć parę prostych zdań. Poduczyłam się też od Zuzi i Marie paru francuskich zwrotów. Było mi to bardzo potrzebne, ponieważ starsze dzieci w ośrodku mówiły trochę po francusku, a po angielsku ani słowa.

Jak wyglądał Twój typowy dzień pobytu w Maroku? Co robiłaś?
Rano śniadanie, od 10 do 12 lekcje, potem obiad, od 14 do 17 praca w ośrodku, o zachodzie słońca kolacja. Wieczory spędzaliśmy razem z naszymi opiekunami z Projects Abroad, którzy organizowali nam różne spotkania i zabawy, zabierali na plażę albo nad rzekę, grali z nami w karty, tańczyli...

Podróżowałaś po kraju?
W weekend mieliśmy zorganizowaną wycieczkę do Fezu. Przewodnik zabrał nas do garbarni skór, wytwórni oleju arganowego, warsztatu tkackiego oraz do pierwszych arabskich uniwersytetów. Pokazał nam też stare miasto ze wszystkimi jego urokami i ciekawostkami.

Czego nauczyłaś się w trakcie wolontariatu?
To chyba najtrudniejsze pytanie. Myślę, że cierpliwości do dzieci. Nie mogę powiedzieć, że zaczęłam je uwielbiać, ale na pewno moje podejście do nich jest teraz zupełnie inne. Roztkliwiły mnie ich przywiązanie oraz wdzięczność za poświęcanie naszego czasu. Ludzie w Maroku inaczej patrzą na świat. Nie są bogaci, nie mają wielkich domów i samochodów, a jednak cały czas są uśmiechnięci i życzliwi. Pobyt w Maroku pozwolił mi poznać prawdziwy arabski świat.

Przywiozłaś z Maroka jakieś pamiątki?
Mnóstwo przypraw i tradycyjne marokańskie wyroby jak garnek do tajine i szal z wielbłądziej wełny.

Jak będziesz wspominać pobyt w Maroku?
To najlepsze wakacje mojego życia. Zawsze chciałam w ten sposób podróżować – zanurzać się w kulturze kraju, poznawać jego zwyczaje i ludzi. W Maroku spotkałam wspaniałe, życzliwe osoby. Cieszę się, że choć trochę mogłam im pomóc. Mam też nadzieję, że w przyszłym roku również pojadę na wolontariat. Jeśli będę miała taką możliwość, wrócę do Maroka:)

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Opieka nad dziećmi w Maroko

Natalia Wroniewicz

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.