You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Ochrona środowiska w Kambodży

Katarzyna Gąsiewska Katarzyna Gąsiewska Katarzyna Gąsiewska Katarzyna Gąsiewska Katarzyna Gąsiewska Katarzyna Gąsiewska Katarzyna Gąsiewska Katarzyna Gąsiewska Katarzyna Gąsiewska Katarzyna Gąsiewska

Katarzyna Gąsiewska: niedawno skończyła 18 lat. Chodzi do III Liceum Ogólnokształcącego w Gdyni. Za rok wybiera się na studia. Będzie starała się o przyjęcie na londyńskie uczelnie ekonomiczne i/lub na prawo w Warszawie.

Katarzyna Gąsiewska

Wybrałaś się do Kambodży na program nurkowy. Dlaczego właśnie tam, a nie do popularniejszej Tajlandii?
Z tego co pamiętam, to w czasie gdy podejmowaliśmy decyzję, w jakie miejsce chcemy się udać na wolontariat, w Tajlandii miały miejsce jakieś zamieszki i protesty polityczne. Poza tym, a właściwie przede wszystkim, Kambodża wydała mi się bardziej interesująca, może dlatego, że mniej popularna jako kierunek wakacyjnych podróży Polaków.

Nie jechałaś do Kambodży sama, a z bratem bliźniakiem. Oboje macie podobne zainteresowania czy może bałaś się podróżować sama?
Pojechałam z bratem po pierwsze dlatego, że nie chciałam jechać sama tak daleko. Po drugie, razem z bratem chodzimy do klas o profilu IB, z maturą międzynarodową, gdzie podobne wolontariaty mają naprawdę duże znaczenie, dlatego pomyślałam, że mojemu bratu również może się przydać taki wyjazd.

A kto kogo namówił na wyjazd? Brat Ciebie czy Ty brata?
Właściwie to nie musiałam nikogo namawiać. Po prostu zaproponowałam bratu taki wyjazd, a jemu od razu bardzo się to spodobało.

Jak dowiedzieliście się o możliwości wyjazdu na zagraniczny wolontariat razem z Projects Abroad?
O Projects Abroad dowiedziałam się w szkole podczas prezentacji przygotowanej przez przedstawicieli tej firmy, którzy nas odwiedzili. Poza tym moja koleżanka z klasy również brała udział w podobnym wolontariacie w tym roku, co mnie jeszcze bardziej zachęciło do wyjazdu.

Wiedziałaś coś o Kambodży przed wyjazdem?
Bardzo niewiele. Oczywiście byłam przygotowana na zetknięcie się z dużą biedą i zupełnie inną od europejskiej kulturą. Słyszałam też trochę o czerwonych Khmerach, wyzyskiwaniu kobiet, zwłaszcza kambodżańskich tkaczek, prostytucji itp. ogólnie rzecz biorąc same niepochlebne rzeczy. Mimo to, w miarę rozwijania się pomysłu o wyjeździe do Kambodży, kraj ten fascynował mnie coraz bardziej.

Jak przygotowywaliście się do wyjazdu?
Przed wyjazdem oczywiście musieliśmy przejść serię szczepionek. Poczytaliśmy też trochę o kraju i jego kulturze, jak również o samym projekcie, w którym mieliśmy uczestniczyć. Kupiliśmy potrzebne rzeczy, spakowaliśmy się i pojechaliśmy.

A co okazało się najbardziej potrzebne w Kambodży? Masz jakieś rady dla wszystkich, którzy chcieliby tam pojechać?
Jadąc do Kambodży, trzeba się oczywiście przygotować, że wszystko będzie inne niż w Europie. Zaczynając od jedzenia, poprzez zwyczaje a kończąc na ruchu drogowym. Trzeba również pamiętać o tym, żeby zachowywać się zgodnie z tradycją i zwyczajami tam panującymi, by nie urazić miejscowych. Najlepiej być jak najbardziej otwartym na miejscowych, bo wszyscy są tam naprawdę bardzo przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców. Poza tym trzeba też mieć na uwadze gorący, tropikalny klimat i zabrać coś odstraszającego komary, które podczas mojego pobytu były niezwykle uciążliwe. Najważniejsze to jednak dobrze się bawić i trochę wyluzować. Dla mnie był to jeden z najlepszych wyjazdów w życiu.

A jak podobało się Wam miejsce zakwaterowania i jak smakowało miejscowe jedzenie?
Byliśmy przygotowani na niezbyt wyszukane warunki mieszkaniowe na wyspie, na której mieszkaliśmy. I rzeczywiście, luksusów nie było. Mieszkaliśmy w 4-osobowych bungalowach z łazienką, z tak zwanym bucket shower, czyli po prostu z beczką z wodą, która służyła nam za prysznic. Prąd był tylko od godz. 18.00 do 23.00, ale nie było to bardzo uciążliwe, ponieważ wszyscy mieli latarki, poza tym zwykle chodziliśmy spać stosunkowo wcześnie lub siedzieliśmy w barach w wiosce, gdzie prąd był do później nocy. Jeśli chodzi o jedzenie, to wszyscy narzekali na brak różnorodności, generalnie codziennie był ryż. Według mnie jedzenie było smaczne, ale rzeczywiście po tych dwóch tygodniach żywienia się samym ryżem, pizza i burgery smakowały cudownie.

Jak przyjęli Was miejscowi? Co możesz powiedzieć o mieszkańcach Kambodży, ich kulturze i zwyczajach?
Mieszkańcy byli niesamowicie mili i przyjaźnie do nas nastawieni. Za każdym razem jak wracaliśmy na wyspę, witali nas na pomoście i pomagali przenieść bagaże. W wiosce zawsze się do nas uśmiechali a dzieci krzyczały ‘Hello!’. Często też spotykaliśmy miejscowych w barach, do których wychodziliśmy wieczorami. Siedzieliśmy wtedy i rozmawialiśmy z nimi łamanym angielskim i było bardzo miło. Jeśli chodzi o zwyczaje, to zdziwiło mnie to, że dziewczyny nie mogą się tam kąpać w bikini (mogło to urazić miejscowych), więc kąpałam się w szortach i koszulce. Poza tym widoczna była wyższa pozycja społeczna mężczyzn niż kobiet. A gdy byliśmy w Phnom Penh, zwróciłam uwagę na gigantyczną ilość skuterów, tuc tuców i innych motorków poruszających się po mieście. Wyglądało to dosyć niecodziennie.

Jaki charakter miał projekt, w którym braliście udział? To był wolontariat czy raczej wakacyjny relaks?
Szczerze mówiąc, projekt miał bardziej charakter rekreacyjny niż wolontaryjny. Dwa tygodnie to zbyt krótko, aby zrobić kurs nurkowania i rozpocząć pracę i badania pod wodą. Nie mniej jednak wyjazd był niezapomniany, poznałam wielu niesamowitych ludzi, z którymi świetnie się bawiłam.

Opowiedz proszę o nauce nurkowania. To trudne? Miałaś już wcześniej jakieś doświadczenia w tym względzie?
Nigdy wcześniej nie nurkowałam, aczkolwiek od dziecka trenowałam pływanie, więc wydawało mi się, że nie będę miała problemu z nurkowaniem. I rzeczywiście, szybko z bratem zrobiliśmy kurs i zostaliśmy certyfikowanymi nurkami. Niektórzy mieli drobne problemy podczas kursu, ale generalnie sprawnie to wszystkim poszło. Najważniejszy był sprzęt nurkowy i jego ‘montowanie’. Reszta była stosunkowo prosta i przyjemna.

A co oprócz tego wyniosłaś z tej egzotycznej podróży? Czego się nauczyłaś? O jakie doświadczenia jesteś bogatsza?
Podczas tej podróży poznałam przede wszystkim wielu nowych, niesamowitych ludzi z całego świata. Z niektórymi z nich wciąż utrzymuję kontakt. Oczywiście podróż uwrażliwiła mnie też na ludzką biedę i otworzyła trochę oczy na świat. To był mój pierwszy raz w Azji, więc zetknęłam się również z masą nowych zwyczajów i z nową kulturą oraz tradycjami. Oczywiście sam kurs nurkowania był także niezapomnianym doświadczeniem. Ostatniego dnia nurkowaliśmy na rafie koralowej z widocznością do 10 m i było naprawdę fantastycznie! Otworzyłam się też bardzo na ludzi. Mimo bariery językowej starałam się jak najlepiej dogadać z miejscowymi i z innymi wolontariuszami.

Jesteście zadowoleni z pobytu w Kambodży? Jakie są Wasze wrażenia?
Ja osobiście jestem bardzo zadowolona z naszego pobytu w Kambodży i myślę że mój brat również. Była to niezapomniana, egzotyczna podróż. Pierwszy raz byliśmy tak daleko sami, bez rodziców, więc był to też dla nas taki sprawdzian dojrzałości. W każdym razie bawiliśmy się świetnie, w ciągu dnia nurkując, a wieczorami chodząc z innymi wolontariuszami oraz miejscowymi do barów i restauracji.

Kambodża to – jak sama na początku wspomniałaś – niezbyt popularny kierunek zagranicznych wojaży Polaków. Jak myślisz, dlaczego i czy warto by ich przekonać o tym, że koniecznie powinni odwiedzić ten kraj?
Kambodża jest przede wszystkim pięknym krajem, trochę zniszczonym, ale też szybko odbudowującym się. Co mnie urzekło, to niesamowite widoki, bujna roślinność, krystalicznie czysta woda. To wszystko składa się na niezapomniane krajobrazy, które każdemu powinny utkwić w pamięci. Mieszkańcy są niezwykle sympatyczni, zdecydowanie bardziej niż Polacy. Warto spróbować lokalnego jedzenia, zwłaszcza owoców. W Kambodży jest też bardzo tanio. Trzeba tam pojechać również chociażby po to, by poczuć ten niepowtarzalny klimat, poznać trochę kultury innej niż europejska. Uważam, że naprawdę warto jest odbyć taką podróż chociaż raz w życiu. Pewnie wiele osób boi się chorób w Kambodży, więc chciałam im wszystkim powiedzieć, że przed wyjazdem zaszczepiłam się tylko na kilka najpoważniejszych, brałam malarone na malarię i jak na razie żadna tropikalna choroba mnie nie dotknęła.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Ochrona środowiska w Kambodży

Katarzyna Gąsiewska

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.