You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Medycyna & Opieka zdrowotna w Argentynie

Izabella Godlewska

Izabella Godlewska: Ma 17 lat. Uczy się w liceum im. Stefana Batorego w Warszawie. Interesuje się jeździectwem, sztukami walki, pływaniem oraz wieloma innymi dyscyplinami sportu a także biologią, psychologią i neurologią. Lubi czytać. Często próbuje nowych rzeczy, bo nigdy nie wie, co się jej najbardziej spodoba. Po ukończeniu liceum chciałaby wyjechać za granicę na studia medyczne.

Projects Abroad: Byłaś w Argentynie na młodzieżowym programie medycznym połączonym z nauką języka hiszpańskiego. Powiedz, jak Ci się podobało w tym południowoamerykańskim kraju?
Izabella Godlewska:To było niesamowite przeżycie. Gdy planowałam wyjazd, wyobrażałam sobie Argentynę jako państwo podobne do Hiszpanii. Podczas mojej wycieczki odkryłam, że argentyńska kultura nie jest żadną kopią kultury hiszpańskiej. Mieszkając w Cordobie, poznałam kompletnie inny świat, w którym od razu się zakochałam. Tam czuć ten nieodparty urok i czar Ameryki Południowej. Dopełnia go rozwój technologiczny oraz gospodarczy kraju. Jestem pod dużym wrażeniem gościnności Argentyńczyków, których poznałam i dzięki którym mogłam bliżej poznać ich kulturę i styl życia, którego dużym streszczeniem jest opis tradycji picia yerba mate czy tańczenia tanga. Mogłabym całymi godzinami opowiadać o moich przygodach i o tym, jak bardzo tęsknię za Argentyną, ponieważ miejsce to zostawia po sobie dużo pięknych wspomnień. Jestem pewna, że jeszcze raz odwiedzę Amerykę Południową, bo chcę ją odkryć jeszcze bardziej.

Izabella Godlewska

A co można odkryć w Argentynie? Czego interesującego doświadczyć?
Będąc w Cordobie, na pewno trzeba wybrać się w góry. Podróż nie trwa długo, a widoki są wprost nieziemskie. Radziłabym też zwiedzić samą Cordobę, która dzieli się na dwie części: Nową i Starą. Nowa Cordoba jest częścią miasta, którą stworzono dla młodych, przede wszystkim studentów. W mieście jest mnóstwo parków, muzeów, kościołów i pięknych wąskich uliczek, którymi warto się przejść. Pasjonatom medycyny polecam świetne muzeum anatomii, a jeśli ktoś chce wyjechać z miasta, koniecznie powinien odwiedzić Alta Gracia i dom młodego Che Guevary oraz Villa General Belgrano, które słynie z festiwalu czekolady odbywającego się tam w lipcu każdego roku. Moi znajomi, którzy zostali w Argentynie nieco dłużej, postanowili odwiedzić Buenos Aires oraz wodospad Iguazu, który leży na granicy Argentyny i Brazylii. Jeśli komuś brakuje sportu, to niech wsiada na konia i zwiedza, co nie będzie trudne, bo Cordoba ma sporo stadnin. Moim zdaniem, Argentyna jest pełna atrakcji, które zachwycą każdego, tak samo jak to zrobiły ze mną i z moimi znajomymi.

Bardzo chciałabym odwiedzić Argentynę, ale zupełnie nie wiem czy bym tam sobie poradziła jako Polka-Europejka. Masz dla mnie jakieś rady?
Po pierwsze, naucz się trochę hiszpańskiego przed wyjazdem albo przypomnij sobie to, co umiesz. Niewiele ludzi mówi tam dobrze po angielsku i łatwiej jest się dogadać ze słabym hiszpańskim niż z bardzo dobrym angielskim. Podczas pakowania warto zabrać ze sobą parę cieplejszych rzeczy oraz kilka lekkich, ponieważ Argentyna jest krajem o zmiennym klimacie i czasami pogoda może Cię zaskoczyć. Zamiast euro czy złotówek weź też ze sobą amerykańskie dolary, bo przelicznik ich kursu jest o wiele korzystniejszy. Na uczucie po wylądowaniu nie jestem w stanie nikogo przygotować, bo każdy odbiera takie przeżycie inaczej. Ja byłam tak zestresowana swoim przyjazdem, że ledwo pamiętam podróż taksówką do nowego domu, ale teraz wiem, że ten stres był niepotrzebny. Jedyne, na co trzeba być gotowym tuż po wylądowaniu, to masa ludzi, którzy czekają na lotnisku, żeby przywitać lub pożegnać swoich najbliższych. Argentyńczycy to bardzo otwarci i emocjonalni ludzie.

Izabella Godlewska

Jakiś czas temu poznałam dziewczynę, z pochodzenia Włoszkę, która pod koniec lat 90. wyemigrowała z Buenos Aires razem z rodzicami w obawie o własne bezpieczeństwo. Ty się nie bałaś?
Szczerze mówiąc, najbardziej martwiłam się o to, że zgubię się na lotnisku. Nie przejmowałam się wyjazdem prawdopodobnie dlatego, że nie mogłam uwierzyć, że sama lecę tak daleko. Oczywiście wiedziałam, że muszę na siebie uważać, bo byłam całkiem sama w obcym kraju, ale wcale się tak nie czułam. Już pierwszego dnia zostałam przywitana, jakbym była częścią rodziny (miałam zaszczyt kibicowania Argentynie na finale mistrzostw świata 2014!), a z dziewczynami, z którymi mieszkałam w trakcie mojego projektu, czułyśmy się jak siostry i zawsze trzymałyśmy się razem (także dla bezpieczeństwa). Moja rada brzmi zatem tak: trzeba na siebie uważać i nie robić żadnych głupstw, ale też korzystać z wyjazdu i nie martwić się za bardzo o to, co złego może się nam stać.

Izabella Godlewska

A czy teraz – w roku 2014 – jest coś, czego należy unikać w Argentynie? Słyszałam, że na porządku dziennym są tam fałszerstwa pieniędzy i jeśli ktoś jest z zagranicy, to łatwo go oszukać. To wszystko prawda?
Wiadomo, że Argentyna ma dość niestabilną sytuację ekonomiczną. Parę dni przed moim wyjazdem do domu, Argentyńczycy zostali poinformowani o kolejnym bankructwie swojego kraju. Warto zachować ostrożność w sprawie pieniędzy, ale w biurze Projects Abroad zawsze można było się co do wszystkiego upewnić i bezpiecznie wymienić pieniądze. Rodziny goszczące też chętnie pomagają wolontariuszom w rozwiązywaniu różnych problemów. Mnie na szczęście nic złego nie spotkało, ale słyszałam kilka historii o wolontariuszach, których okradli na ulicy. Musieliśmy zatem uważać na swoje rzeczy i nigdy nie zabieraliśmy ze sobą dużych kwot pieniędzy.

Izabella Godlewska

A co powiesz o rodzinie, u której mieszkałaś? Dobrze Cię przyjęli? Jak to wszystko wyglądało?
Czułam się, jakbym odwiedzała ciotkę i wujka! Przyjęli mnie z otwartymi ramionami i mówili, żebym czuła się jak w u siebie w domu. Jak to wyglądało? Hmm… całkiem normalnie. Codziennie rano musiałam wstać, umyć się, zrobić sobie śniadanie i posprzątać. Obiad i kolację gotowała zazwyczaj rodzina, u której gościłam, chociaż często też im w tym pomagałyśmy. W domu czułam się swobodnie, a jak chciałam gdzieś wyjść, to mówiłam, gdzie i na jak długo, żeby nikt się o mnie nie martwił. Mój pobyt w rodzinie Piola był bardzo przyjemny, czasami też zwariowany, gdy nasza rodzina wpadała na pomysł różnych zabaw, takich jak karaoke lub nauka zakładania szwów (oczywiście na ścierkach).


Tak, byliśmy ubrani i umalowani w kolory Argentyny i wspólnie kibicowaliśmy drużynie Albicelestes. Argentyńczycy to bardzo temperamentni ludzie, więc w trakcie meczów w domu było bardzo głośno. Każdy mecz to było nowe przyjęcie, na które szykowaliśmy się prawie przez cały dzień.

A jak miejscowa kuchnia? Argentyńczycy mają jakieś specjały, które szczególnie Ci zasmakowały?
W Europie mówi się, że Argentyna jest znana z wołowiny i to jest prawda. Mają tam dużo wołowego mięsa, które wszędzie można kupić za dobrą ceną. Produktem tradycyjnym jest także yerba mate, którą pokochałam i piję do dziś. Bardzo popularne są też lomitos i milanesa. Lomitos to wielka kanapka, która ma wszystko, o czym tylko można sobie pomyśleć: od jajek, przez wołowinę, po sałatę i pomidory. Milanesa była chyba najmniej ciekawa, ponieważ to taki miejscowy schabowy. Ze słodkości najpopularniejsze jest tam dulce de leche, czyli ‘słodycz w płynie’, bo tylko tak to można nazwać. Jest to coś w rodzaju toffi lub kajmaku. Dulce de leche można dodać do wszystkiego i zrobić z tego deser. Jest bardzo słodkie, pyszne i uzależnia prawie tak szybko jak mate, które dla odmiany jest gorzkie.

U rodziny goszczącej mieszkałaś razem z innymi wolontariuszkami. Skąd pochodziły? Czego dowiedziałyście się o swoich krajach?
Mieszkałam z czterema dziewczynami z projektu medycznego oraz z dwiema studentkami, które były na stażu turystycznym przez cztery miesiące. W pokoju było nas cztery: ja, Sarah, dziewczyna z USA, Kana z Japonii oraz Coralie z Francji. W drugim pokoju spała Julia, także ze Stanów Zjednoczonych, a w trzecim Helen i Sophie z Holandii. W trakcie naszego projektu dowiedziałyśmy się sporo o sposobie życia w tych wszystkich krajów, o kulturze i życiu prywatnym. Sporo mówiło się też o polityce, medycynie i o zwyczajach. Dziewczyny pokochały język polski, ale uważają, że jest bardzo trudny i podobny do chińskiego! Nadal utrzymujemy ze sobą kontakt i planujemy już nasze następne wakacje.

Za co pokochały polski? Za to szeleszczenie i świszczenie?:>
Dokładnie! To szeleszczenie i świszczenie nadaje polskiemu specyficzny charakter. Podobno Polacy mówią bardzo szybko i przez to nasz język staje się nie do zrozumienia dla obcokrajowców. Śmiały się, że polski jest językiem wymyślonym, bo nikt normalny by się tego nie uczył i nie używał z własnej woli.

Czy w trakcie swojego pobytu w Argentynie poznałaś jakichś Argentyńczyków, oczywiście poza członkami rodziny, która Cię gościła?
W czasie mojego pobytu poznałam wielu Argentyńczyków, przede wszystkim w miejscowych szpitalach a także w trakcie zwiedzania miasta i robienia zakupów. Moim zdaniem są bardzo otwarci i przyjaźnie nastawieni, zawsze chętni do pomocy, o ile oczywiście wiedzą, o co nam chodzi. Niestety bariera językowa przez pierwsze parę dni była dla mnie dość trudna do przekroczenia. Po jakimś czasie poczułam się jednak na tyle pewnie, że mogłam w miarę swobodnie rozmawiać z ludźmi spotkanymi w autobusach czy sklepach. Wszędzie czułam się mile widziana i wiedziałam, że zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie porozmawia z obcokrajowcem. Najbardziej zainteresowane nami były jednak dzieci. Kiedy odwiedzaliśmy szkoły w Cordobie, dzieciaki były wprost zachwycone: podchodziły, witały się, zadawały mnóstwo pytań, a jak ktoś miał jasne włosy, to podziwiały jego lub jej blond loki.

A co robiłyście w czasie takiej wizytacji szkoły? Bawiłyście się z maluchami?
Zazwyczaj wolontariusze, którzy jechali do szkół, uczyli dzieci, jak myć zęby. Układaliśmy dzieciakom gry i konkursy, żeby zachęcić je do dbania o higienę – taka edukacja w formie zabawy. Część wolontariuszy pojechała też odmalować stary mur pewnej szkoły, żeby zachęcić dzieci do regularnego chodzenia na lekcje. Po takiej wizycie, murek był piękny i kolorowy. Mogliśmy też zostawać na przerwach i grać z dziećmi w piłkę nożną.

Za czym najbardziej tęskniłaś, będąc w Argentynie?
Za pasami dla pieszych. W Cordobie ich nie ma, a jeśli już jakieś są, to tylko w okolicach centrum i to co jakieś 3 km! Nie spotkałam tam osoby, która normalnie korzysta z „zebry” i sama musiałam przyzwyczaić się do przebiegania przez ulicę w najlepszym do tego momencie.

W czasie trwania wolontariatu podszkoliłaś hiszpański, a może wcześniej go nie znałaś i dopiero się uczyłaś podstaw tego języka?
Przed wyjazdem uczyłam się hiszpańskiego przez jakiś czas, więc podstawy znałam, ale mieszkanie w kraju, w którym muszę mówić wyłącznie w tym języku, wymagało ode mnie trochę więcej nauki. Uważam, że podszkoliłam swój hiszpański, który stał się o wiele bardziej płynny, a ja o wiele bardziej wygadana.

A czego nauczyłaś się w szpitalach, które wizytowaliście?
Dowiedziałam się tam, czym tak naprawdę zajmuje się lekarz i jakie są realia tamtejszych szpitali. Byłam świadkiem wielu operacji. Mogłam też asystować doktorom przy łatwiejszych zabiegach jak np. zmiana lub założenie opatrunku na poparzenia, badanie płuc czy badanie w trakcie wizytacji. Czasami przed operacją mogliśmy też pomóc w badaniu pacjenta. Brzmi to trochę tak, jakbyśmy nic konkretnego tam nie robili, ale jednak dla kogoś, kto nie miał wcześniej tak bliskiej styczności z czynnościami wykonywanymi przez lekarzy, jest to nieziemskie przeżycie i ogromny stres. Oprócz tego, dowiedziałam się dużo o historii medycyny i stanie opieki zdrowotnej w Argentynie. W trakcie projektu zdobyłam też podstawy diagnostyki oraz powtórzyłam swoją wiedzę z anatomii.

Myślisz, że nie wyniosłabyś podobnego doświadczenia medycznego z jakiegoś stażu odbywanego w Polsce albo innym europejskim kraju?
W Polsce i ogólnie w Europie trudno jest znaleźć staż dla osób poniżej 18. roku życia. Poza tym uważam, że nikt by mi nie pozwolił na tak bliski kontakt z lekarzami i pacjentami a mój wkład byłby o wiele mniejszy i zapewne mniej związany z medycyną. Ponieważ Argentyńczycy to bardzo otwarci ludzie, nikomu nie przeszkadzało, że na sali była dodatkowa osoba, dzięki czemu mogłam przyglądać się badaniom i wykonywanym zabiegom.

Jak oceniasz poziom opieki zdrowotnej w Argentynie i warunki panujące w tamtejszych szpitalach? Odbiegają od polskich realiów?
Moim zdaniem poziom opieki zdrowotnej w Argentynie nie jest taki zły, jak Argentyńczycy uważają. Według mnie, te warunki są całkiem dobre. Szpitale są zadbane, a sale sterylne i odpowiednio przygotowane na wszelkie zabiegi. Oczywiście część szpitali jest biedniejsza, ich pracownicy starają się jednak zachować jak najlepsze warunki sanitarne. Co mnie zdziwiło to, że stosunkowo mało ludzi tam choruje. Rzadko widziało się tłumy na ostrym dyżurze, zazwyczaj to było parę do parunastu ludzi dziennie. Rzadko zdarzają się też wypadki drogowe, natomiast jest problem z chorobami wenerycznymi, więc szpitale są przygotowane na trochę inne okoliczności. Moim zdaniem, stan opieki medycznej i kondycja argentyńskich szpitali wcale nie są tak negatywne, jak się ludziom wydaje, szczególnie, że nie słyszy się tam tak dużo o zakażeniach pooperacyjnych jak np. sepsa.

Poza wizytowaniem szpitali mieliście jakoś zorganizowany czas wolny? Jeździliście na wycieczki?
Popołudniami mieliśmy lekcje hiszpańskiego, a potem czas wolny, który mogliśmy spędzić z „naszą” rodziną albo na mieście. Oczywiście Projects Abroad zorganizowało nam wycieczkę po Cordobie. Zwiedziliśmy większą część miasta, poznaliśmy miejsca, w które warto chodzić na zakupy albo na kawę. W weekendy mieliśmy zorganizowane wycieczki. W pierwszy weekend pojechaliśmy do Alta Gracia a potem w góry, do parku linowego, gdzie wszyscy świetnie się bawili. W następną sobotę była zorganizowana wycieczka do małpiego schroniska w okolicach Cordoby, a w niedzielę zaplanowano wyjazd do niemieckiego miasteczka Villa G. Belgrano na Fiesta del Chocolate Alpino, czyli festiwal czekolady.

Jak wspominasz tę fiestę? Było smakowicie?:>
Nigdy nie widziałam takiej ilości czekolady i słodyczy w jednym miejscu. Było smakowicie i bardzo miło. W miasteczku odbywały się zabawy, śpiewy i tańce, no i oczywiście sam pokaz czekolady. Niestety nie spędziliśmy tam tak dużo czasu, jak byśmy chcieli, bo musieliśmy wracać, aby odpocząć przed nowym tygodniem pracy.

Co Ci najbardziej utkwiło w pamięci po pobycie w Argentynie?
Najlepiej zapamiętałam mentalność ludzi, która różni się od europejskiej. Nie jestem w stanie zapomnieć tych ciepłych i życzliwych ludzi, którzy stali się moją drugą rodziną i za którymi bardzo tęsknię. Trudno powiedzieć, co mi najbardziej utkwiło w pamięci. Mam wrażenie, że są to raczej takie małe sytuacje, jak rozmowa z traumatologiem, który opowiadał mi o swoich studiach i pracy albo jazda autobusem, w czasie której zdarzyło nam się porozmawiać z panią, która wychwyciła, że jesteśmy turystami. To są te małe chwile, które zostają na zawsze w naszej pamięci i sprawiają, że ta podróż była tak cudowna. Co tu dużo mówić, tęsknię za wszystkim i za wszystkimi. Argentyna nie jest krajem idealnym, gdzie wszystko jest doskonałe. Muszę przyznać, że jest dość chaotyczna i wielu moich znajomych nie mogło się do tego przyzwyczaić, ale ja tęsknię też za tymi wadami Argentyny. Poznałam Cordobę taką, jaka jest naprawdę i stałam się jej częścią. I nie czułam tego, dopóki nie wróciłam do domu. Teraz mam wrażenie, że część mnie została w Argentynie, a część Argentyny wróciła ze mną do Polski.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Medycyna w Argentynie

Izabella Godlewska

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.