You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Medycyna & Opieka zdrowotna w Argentynie, Irena Sionek

Irena Sionek

Irena Sionek

Irena Sionek

Irena Sionek

Irena Sionek: Ma 17 lat. Mieszka w Warszawie, gdzie uczy się w II Liceum Ogólnokształcącym im. Stefana Batorego w klasie IB z maturą międzynarodową. Wybrała właśnie tę klasę, ponieważ w przyszłości chciałaby studiować za granicą, prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii.

Irena Sionek

Projects Abroad: Dlaczego zdecydowałaś się na wolontariat w Argentynie, a nie np. w Nepalu czy Tanzanii?
Irena Sionek: Początkowo najbardziej chciałam pojechać do Indii. Ze względów bezpieczeństwa moi rodzice absolutnie nie chcieli o tym słyszeć, podobnie zresztą jak o większości innych możliwych krajów, jakie miałam do wyboru. W końcu jednak zgodzili się na Argentynę, Nepal i Mongolię. Musiałam zdecydować, dokąd chciałabym jechać. Zwróciłam uwagę, że wyjazd do Argentyny połączony jest z nauką hiszpańskiego i uznając to za dodatkowy plus, wybrałam ten właśnie projekt. Muszę też przyznać, że nie uśmiechał mi się wyjazd do Nepalu, gdzie w tym czasie trwała pora deszczowa.

A program medyczny wybrałaś dlatego, bo chcesz zostać lekarzem?
Tak, jestem przekonana, że nim zostanę. Obserwując moich rodziców (obydwoje są lekarzami), zrozumiałam, że to wspaniały zawód, wymagający wielu poświęceń, ale dający ogromną satysfakcję. Mam zatem nadzieję, że uda mi się dostać na dobrą uczelnię medyczną.

A myślałaś już o jakieś konkretnej uczelni, o przyjęcie do której chciałabyś się starać?
Najbardziej marzę o University of Cambridge i Londyńskich UCL i Imperial College, jednak dostanie się na te uczelnie graniczy z cudem.

Czy po doświadczeniu zebranym w trakcie wolontariatu jesteś bliżej osiągnięcia celu, jakim jest zostanie lekarzem?
Po wyjeździe do Argentyny utwierdziłam się w przekonaniu, że medycyna to moja życiowa droga. Spędzając czas w szpitalu, obserwując lekarzy i operacje, byłam zafascynowana.

Czym?
Samo przebywanie w szpitalu, bliski kontakt z pacjentami i lekarzami to niesamowite doświadczenie, nie mówiąc już o przyglądaniu się skomplikowanym operacjom.

Powiedz proszę, jak wygląda w Argentynie opieka medyczna?
Niestety stan służby zdrowia w Argentynie pozostawia wiele do życzenia. Standard większości szpitali jest niski, w wielu salach na ścianach rośnie grzyb i nie ma ogrzewania. Kilka razy widziałam też lekarzy i pielęgniarki, którzy nie zakładali rękawiczek, przeprowadzając badanie. Nie miał ich nawet anestezjolog podczas operacji!

A czy tamtejsze szpitale przypominają w czymś polskie?
Największe podobieństwo pomiędzy tamtejszymi a polskimi szpitalami to długie kolejki pacjentów. Widać na drugim końcu świata także nie potrafią uporać się z tym problemem…

Spędziłaś w Argentynie aż cztery tygodnie. Dlaczego zdecydowałaś się wyjechać na tak długo? Zwykle programy młodzieżowe trwają o połowę krócej.
Przede wszystkim doszłam do wniosku, że biorąc pod uwagę czas podróży, krótszy wyjazd po prostu się nie opłaca. Poza tym, dwa tygodnie to za mało, żeby nawiązać przyjaźnie, nauczyć się języka i dobrze poznać kulturę danego kraju.

Czyli dwa tygodnie spędziłaś na programie młodzieżowym, a dwa pozostałe na tzw. projekcie otwartym?
Nie, byłam na jednolitym, czterotygodniowym programie dla młodzieży.

W trakcie pobytu mieszkałaś u jakiejś argentyńskiej rodziny?
Mieszkałam u bardzo ciepłej i gościnnej rodziny, którą tworzyli Inez, Gin oraz ich roczny synek. Właściwie codziennie na kolację przychodzili też dziadkowie, przyjaciele rodziny, a nawet byli wolontariusze. Inez i Gin starali się rozmawiać z nami po hiszpańsku, mówili też jednak biegle po angielsku. Wszyscy inni wolontariusze najbardziej zazdrościli nam tego, że Gin jest szefem kuchni i codziennie raczył nas przysmakami argentyńskiej i… brazylijskiej kuchni, z Brazylii sam bowiem pochodził.

Co zatem smacznego jadłaś u Inez i Gina?
Popróbowałam chyba wszystkich typowych argentyńskich potraw – lomitos, milanesy, dulce de leche, fracturas, alfajores, piłam także mate. Nic jednak nie przebije prawdziwego krwistego, argentyńskiego steka, którego próbowałam w jednej z najlepszych restauracji w mieście. Co ciekawe, ceny w restauracjach Cordoby są dużo niższe od tych w polskich lokalach, także bez szczególnych wyrzeczeń można sobie pozwolić na zjedzenie kolacji w bardzo dobrej restauracji.

A jak postrzegasz samych Argentyńczyków?
Argentyńczycy to z pewnością jeden z najbardziej otwartych i sympatycznych narodów, jakie znam. Nieznajomość angielskiego nie jest dla nich przeszkodą i tak próbują nawiązać rozmowę, zawsze dopytują się, skąd jesteś i co tu robisz. Nigdy nie odmówią pomocy i zawsze poczęstują Cię swoją mate;).

Czy jest coś, co Cię w Argentynie zaskoczyło?
Zaskoczyło mnie to, że przejście przez ulicę graniczy tutaj z cudem. Pasy występują rzadko, średnio co jakieś 3 kilometry, można więc jedynie przebiegać pomiędzy pędzącymi samochodami. Codziennie dostarczało mi to ogromnej dawki adrenaliny, ponieważ żaden argentyński kierowca nie zwalnia, widząc przechodnia.

Uważasz zatem, że Argentyna to bezpieczny kraj?
Nie nazwałabym Argentyny krajem najbezpieczniejszym. Pod opieką koordynatorów czułam się bezpiecznie. Na porządku dziennym są tam jednak np. kradzieże. Moje koleżanki z programu zostały okradzione. Nie polecałabym także, zwłaszcza kobietom, samotnego chodzenia po zmroku po ulicach. Argentyńscy mężczyźni bywają bardzo napastliwi nawet w ciągu dnia.

Czy razem z Tobą w wolontariacie uczestniczyli jacyś inni Polacy?
Niesamowitym zbiegiem okoliczności było to, że w Cordobie spotkałam koleżankę z mojego liceum! W moim czterotygodniowym programie uczestniczyli głównie Amerykanie, był jeszcze Kanadyjczyk i dwie Włoszki. Przez ten miesiąc bardzo się ze sobą zżyliśmy i zaprzyjaźniliśmy. Dzięki nim dowiedziałam się bardzo wielu rzeczy o innych kulturach, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Była to również wspaniała szansa, żeby podszlifować mój angielski i włoski.

Zatem czego ciekawego dowiedziałaś się o kulturach amerykańskiej, kanadyjskiej i włoskiej?
Wiele zachowań i zwyczajów mnie zaskoczyło, przykładowo to, jak bardzo konserwatywna w sprawach jedzenia była Włoszka – nie mogła patrzeć, gdy ktoś kroił nożem spaghetti, przegryzał makaron chlebem czy jadł coś słodkiego przed daniem głównym. Amerykanie za to wydali mi się bardzo optymistyczni, weseli i nieprzejmujący się jakimikolwiek zasadami. Potwierdziło się też wiele związanych z tym narodem stereotypów (mimo, że unikałam generalizowania) – to prawda, że bardzo głośno mówią, niezdrowo jedzą a ich wiedza o świecie poza USA jest bardzo niewielka.

Na myśl o Argentynie od razu przychodzi mi do głowy Buenos Aires? Jakie to miasto?
Niestety nie miałam okazji pojechać do stolicy. Jedyne co mogę o niej powiedzieć to, że mieszkańcy Cordoby nie lubią się z mieszkańcami Buenos Aires. Punktem spornym jest między innymi odmienny akcent.

A zwiedziłaś jakieś inne części Argentyny?
Zwiedzałam głównie okolice Cordoby, gdzie mieszkałam i pobliskie wyżyny. Wiele szpitali, które odwiedzaliśmy, znajdowało się w małych miasteczkach. Weekendowe wycieczki tam były więc dobrą okazją, aby zobaczyć trochę więcej. Nigdy nie zapomnę jazdy konnej w górach, grilla pod wodospadem czy jazdy na linach nad ogromną przepaścią. Cały tydzień czekaliśmy z niecierpliwością na weekend, ponieważ każda z zaplanowanych przez Projects Abroad wycieczek okazywała się być fantastyczna.

Czy w ciągu miesiąca Twojego pobytu w Argentynie wydarzyło się coś, co odmieniło Twoje życie?
Myślę, że obserwowanie z bliska cesarskiego cięcia i narodzin dziecka, to coś, co najbardziej utkwiło mi w pamięci. Była to zdecydowanie najpiękniejsza rzecz, jaką widziałam w życiu. Nie mogłam powstrzymać łez. Wtedy też zrozumiałam, że nie wyobrażam sobie innej przyszłości niż bycie lekarzem.

Z tego, co wiem, prowadzisz lub prowadziłaś bloga związanego ze swoim pobytem w Argentynie. Opowiedz proszę, dlaczego i dla kogo publikowałaś i czy nadal będziesz to robić?
Postanowiłam założyć fotobloga, aby moi rodzice i przyjaciel mogli zobaczyć, co się u mnie dzieje. Poza tym publikowanie zdjęć na blogu jest dużo łatwiejsze niż wysyłanie ich do każdego z osobna. Niestety życie mojego bloga skończyło się wraz z moim powrotem do Polski. Być może reaktywuję go, gdy znowu gdzieś wyjadę. Wówczas będę musiała jednak zmienić jego nazwę. Póki co zapraszam do obejrzenia zdjęć z Argentyny: https://polkawargentynie.wordpress.com.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Medycyna w Argentynie

Irena Sionek

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.