You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Biznes w Chinach i Mongolii, Anna Kędzierska

Anna Kędzierska

Anna Kędzierska

Anna Kędzierska

Anna Kędzierska

Anna Kędzierska

Anna Kędzierska

Anna Kędzierska

Anna Kędzierska

Anna Kędzierska: Ma 26 lat. Mieszka w Warszawie. Z pasji i zamiłowania do podróży na jednej z warszawskich uczelni studiowała turystykę. Następnie podjęła studia na kierunku zarządzanie na Uniwersytecie Warszawskim. Zawsze uważała się za humanistkę, ale na studiach odkryła, że znacznie przyjemniej i łatwiej jej się uczyć przedmiotów ekonomicznych. Zdecydowała się więc na rozwój w tym kierunku i znalazła sobie pracę. Wkrótce zacznie studia podyplomowe z rachunkowości na SGH. Marzy o dalszych podróżach, bardzo możliwe, że wyjedzie na stałe za granicę.

Anna Kędzierska

Projects Abroad: Zdecydowałaś się wziąć udział w projektach biznesowych Projects Abroad. Dlaczego wybrałaś właśnie tę organizację?
Anna Kędzierska: Przyznam szczerze, że mój udział w projekcie biznesowym Projects Abroad był zupełnie przypadkowy. Wprawdzie szukałam w Internecie jakiejś oferty stażu ekonomicznego, ale byłam zainteresowana tylko Europą. Chciałam pojechać na Maltę. Przeglądając strony w wyszukiwarce, wpadło mi w oko zdanie: „Projekt opieki nad rekinami”. Zainteresowana, kliknęłam nań i przeczytałam opis. Pomyślałam sobie: „Ale fajnie ludzie spędzają czas”. Spieszyłam się na spotkanie, więc zaniosłam laptopa mojemu Tacie, żeby przeczytał, w jakim to nietypowym stażu można wziąć udział. Po powrocie do domu Tata spytał mnie: „A może do Chin pojedziesz?”. Nie wiedząc, co ma na myśli, odpowiedziałam żartem: „ok, kiedy?”. I tak się zaczęło.

Z tego, co wiem najpierw pojechałaś na 2-mięsięczny staż do Mongolii a dopiero później na 3-miesięczny do Chin. Powiedz proszę, jak do tego doszło, że wybrałaś akurat te kraje oraz jak wyglądały Twoje przygotowania do wyjazdu.
W pierwszym momencie wahałam się między Indiami a Chinami. Chciałam pojechać na 6 miesięcy w jedno z tych miejsc. Nigdy wcześniej nie byłam w Azji, nie wiedziałam, czy się tam odnajdę. W czasie rozmowy z koordynatorem Projects Abroad w Polsce pojawił się pomysł połączenia wyjazdu do Mongolii z wyjazdem do Chin. Ze względu na sąsiedztwo obu państw, nie byłoby problemu z transportem z jednego miejsca na drugie. Jak się potem okazało pomysł połączenia stażów to był strzał w dziesiątkę! W czasie jednego wyjazdu mogłam zwiedzić dwa kraje i wiele się przy tym nauczyć. A w przypadku gdybym nie odnalazła się w którymś z tych miejsc, spędziłabym tam jedynie 2-3 miesiące, a nie pół roku.
Jeśli chodzi o moje przygotowania do wyjazdu, to wiele czytałam na temat obu krajów. Byłam też w stałym kontakcie z pracownikami Projects Abroad, którzy cierpliwie odpowiadali na mnóstwo moich pytań. W pewnym momencie pojawiła się obawa, czy poradzę sobie z językiem angielskim i czy będzie dla mnie zrozumiały tzw. „chiński-angielski”. W tej sprawie również mogłam liczyć na pomoc ze strony Projects Abroad. Udało mi się bowiem porozmawiać z osobą z Chin i dowiedzieć się od niej, jak to wszystko na miejscu wygląda. Pół roku przed wyjazdem szlifowałam swój angielski, na korepetycjach skupiłam się głównie na konwersacjach i poznawaniu słownictwa biznesowego.

Gdzie mieszkałaś, będąc w Chinach i Mongolii?
W Mongolii mieszkałam w stolicy – Ułan Bator – u jednej z miejscowych rodzin goszczących. Moja host family składała się z trzech osób: mamy z dwiema córkami w wieku 19 i 25 lat. Mama właściwie w ogóle nie znała angielskiego, jednak potrafiłyśmy się jakoś ze sobą porozumieć, trochę po rosyjsku, trochę na migi. Jedna z sióstr bardzo dobrze mówiła po angielsku, druga komunikatywnie. Trafiłam na świetną rodzinę. Wszyscy byli mili, pomocni, spędzałam z nimi piękne chwile. Szczególnie zżyłam się ze starszą córką, z którą przez cały czas utrzymuję kontakt.
Jeśli chodzi o Chiny, to na miejsce odbywania stażu wybrałam Chengdu, położone w kotlinie Syczuańskiej. Mieszkałam w apartamencie razem z innymi wolontariuszami (Norweżką, Duńczykiem i Niemcem). Nie da się porównać obu krajów i powiedzieć, gdzie mi było lepiej. Mieszkając z mongolską rodziną, na pewno lepiej poznałam tamtejszą kulturę, zwyczaje oraz kuchnię. Zdecydowanie bardziej zżyłam się jednak z wolontariuszami poznanymi w Chinach. Bardziej też podszkoliłam tam swój angielski, co było jednym z głównych celów mojego wyjazdu.

Twoje wyobrażenie o obu krajach mocno odbiegały od rzeczywistości, jaką zastałaś na miejscu?
I tak, i nie. Myśląc o Ułan Bator przed wyjazdem, w ogóle nie byłam w stanie wyobrazić sobie, co mnie tam czeka. Pierwszy moment był dla mnie dużym zaskoczeniem. Do tej pory podróżowałam po krajach lepiej rozwiniętych niż Polska lub pozostających na takim samym poziomie. W Mongolii czułam się, jakbym cofnęła się o kilkanaście lat. I to było niesamowite, choć na początku musiałam się do tego przyzwyczaić.
Chiny za bardzo mnie nie zaskoczyły. Na początku trochę przeraziły, ponieważ nikt nie mówił po angielsku, wszędzie same chińskie znaczki. Gdyby nie lokalni pracownicy Projects Abroad, do których można było zadzwonić o każdej porze dnia i nocy i zwrócić się o pomoc, byłoby mi bardzo ciężko się tam odnaleźć. Z jednej strony bariera językowa nie była dla mnie dużym zaskoczeniem, spodziewałam się jej, z drugiej jednak myślałam, że na dworcach czy w dobrych restauracjach już bez problemu będę mogła porozumieć się po angielsku, a szczerze mówiąc, różnie z tym bywało. Muszę jednak przyznać, że większość Chińczyków jest miłych i stara się pomóc, mimo że nie rozumieją, co do nich mówisz. Jako przykład mogę podać sytuację, gdy wracaliśmy taksówką z pubu i kierowca nie mógł rozczytać adresu, więc zatrzymywał inne samochody, pytał przechodniów czy może oni wiedzą, gdzie to jest. Był bardzo zadowolony, gdy dowiózł nas na miejsce.

Na czym polegała Twoja praca w Mongolii, a na czym w Chinach?
W Mongolii najpierw pracowałam w restauracji, gdzie pomagałam księgowej w bieżących zadaniach, a w drugim miesiącu w biurze rachunkowo-podatkowym, w którym do moich obowiązków należało przygotowywanie prezentacji na temat COSO (model wewnętrznej kontroli firm i organizacji) i opisywanie sposobu funkcjonowania doradztwa podatkowego w Polsce. Księgowe zaznajomiły mnie z przepisami podatkowymi obowiązującymi w Mongolii, pokazały też, jak wyglądają dokumenty księgowe, bilans itd. Pracownicy w większości nie mówili po angielsku, więc przygotowałam również prezentacje na podstawowe, biznesowe tematy np. pisanie maili po angielsku czy rozmowy telefoniczne. Podobało mi się to, że zarówno ja mogłam się czegoś nowego dowiedzieć od innych, jak i oni ode mnie.
W Chinach pracowałam w międzynarodowej firmie Amicorp. Do moich obowiązków należało m.in. wyszukiwanie informacji na temat podatków, jakie muszą być poniesione przy zakupie nieruchomości np. w Wielkiej Brytanii czy krajach azjatyckich, jak również przygotowywanie prezentacji na ten temat oraz na temat ubezpieczeń firmy Amicorp. Uczestniczyłam też w charakterze gościa w różnych konferencjach.

Która praca bardziej Ci odpowiadała i dlaczego?
Obydwie prace bardzo mi się podobały. W Mongolii mogłam oswoić się z pracą za granicą. Miałam pewne zadania do wykonania, jednak do ich realizacji podchodzono bardziej na luzie. Nie ustalano mi żadnych sztywnych terminów, miałam wolną rękę w przygotowaniu materiałów.
W Chinach zostałam już rzucona na głęboką wodę i było to dla mnie ogromne doświadczenie. Podejmowane tematy były bardzo poważne, a słownictwo trudne. Na początku, gdy czytałam np. Ordynację Podatkową Hong Kongu, musiałam tłumaczyć sporo słów, w miarę upływu czasu jednak coraz mniej. Dużo się nauczyłam. W Polsce pracowałam głównie w księgowości, w trakcie odbywania stażu mogłam poznać, czym jest doradztwo podatkowe.

Co możesz powiedzieć o chińskiej i mongolskiej organizacji i kulturze pracy?
Miałam wrażenie, że zarówno w Chinach jak w Mongolii pracuje się znacznie spokojniej. Pojawiały się zadania „na wczoraj”, jednak nie czułam wśród pracowników żadnej rywalizacji. Podobało mi się to, że wszyscy byli traktowani tak samo, zarówno stażyści, jak pracownicy czy kierownik. Każdy z zatrudnionych wiedział, jaka jest hierarchia w firmie i z czym do kogo ma się zwrócić. Kierownicy i prezesi podchodzili w wolnej chwili do pracowników, rozmawiali z nimi (nie tylko na tematy zawodowe), śmiali się. Wszyscy sobie pomagali. Jedyne, co mi przeszkadzało, to dwugodzinna przerwa na lunch i drzemkę. Dla mnie była to zdecydowanie za długa przerwa w pracy i wybijało mnie to z rytmu.

Uważasz, że jakieś wartości, zwyczaje, procedury czy zachowania tam poznane należałoby popularyzować w Polsce i/lub Europie?
Koleżeńskość, integrację oraz pracowitość, ale też szacunek do innych ludzi.

Czego doświadczyłaś w trakcie pobytu w Chinach i Mongolii? Jakie wrażenia czy obrazy mocno utkwiły Ci w pamięci?
Och, takich momentów było bardzo dużo. W Mongolii: wizyta u rodziny Nomadów, strzelanie z łuku, rozległe stepy, piękne widoki, dzikie konie, stado jaków, w każdym sklepie polskie produkty, fajna grupa wolontariuszy. Z pewnością najdłużej i najprzyjemniej będę wspominała dwa wydarzenia: zaręczyny jednej z córek oraz Dirty Day zorganizowany przez Projects Abroad. Jeśli chodzi o zaręczyny, to w Mongolii jest taki zwyczaj, że mężczyzna przychodzi ze swoją rodziną do rodziny wybranki. Kobieta nie może być w tym czasie w domu. Cały dzień i pół nocy trwały przygotowania do tego wydarzenia, a więc sprzątanie i przemeblowywanie oraz gotowanie. Nigdy w życiu nie obrałam tyle ziemniaków, co na mongolskie zaręczyny! Były śpiewy i goście w tradycyjnych mongolskich strojach. Tradycją jest, że rodzina mężczyzny musi przynieść coś dla każdej osoby, która mieszka w domu narzeczonej. Ja dostałam śliczną mongolską torebkę oraz polskie czekoladki (!). To była bardzo miła niespodzianka i ogólnie świetny dzień. Drugie wspomnienie: Dirty Day.
W jednym ze szpitali dla dzieci malowaliśmy i ozdabialiśmy rysunkami hall prowadzący do sali operacyjnej. To było coś wspaniałego. Czuliśmy, że robimy coś dobrego dla innych, a my również się przy tym dobrze bawiliśmy.
Z Chin zdecydowanie najważniejszym, najpiękniejszym i najsłodszym wspomnieniem pozostaną dla mnie pandy. Jako miłośniczka tych zwierząt długo jeszcze będę je wspominać. W trakcie pobytu w Chinach akurat wypadały moje urodziny i to był dla mnie także wyjątkowy dzień. Czekały na mnie: tort, prezenty, świetna kolacja, spacer i dwugodzinne Sichuan Show – a wszystko to zorganizowane przez innych wolontariuszy i wspaniałą Elaine z Projects Abroad. Innym fajnym wspomnieniem był wieczór z chińskimi pierożkami. Elaine zabrała nas na zakupy i później tworzyliśmy te nasze małe dzieła sztuki. Dodam, że pierożki były przepyszne.

Dużo podróżowałaś na obu krajach? Warto je odwiedzić?
Zbyt dużo nie podróżowałam. Zarówno w Mongolii, jak i w Chinach zwiedziłam tylko okolice mojego miejsca zamieszkania. Oba kraje są ogromne i niestety z powodu ograniczającej mój czas pracy, mogłam zwiedzać tylko w weekendy. Miejsca, które udało mi się zwiedzić, były przepiękne. Bardzo żałuję, że nie zaplanowałam dodatkowego czasu na zwiedzanie po zakończeniu stażu, dlatego wszystkim doradzam, aby pomyśleli o tym jeszcze przed wyjazdem.

Czy w trakcie pobytu zweryfikowałaś swoje poglądy na temat obu krajów i/lub ich mieszkańców? Sądzisz, że Zachód ma jakieś uprzedzenia czy stereotypy na temat Chin i Mongolii, które należałoby obalić?
Mongolia jest trochę traktowana jak trzeci świat. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki piękny jest to kraj. W Chinach każdy region jest inny i to pod każdym względem, także kulinarnym. Nie potwierdzę, że w Chinach wszędzie widać robaki, węże, pająki itp. do jedzenia. Na pewno jest możliwość ich kupienia, ale na ulicach Chengdu prawie w ogóle nie było takich przysmaków.

Na ile oba kraje reprezentują jeden – wschodni – a na ile dwa osobne (narodowe) kręgi kulturowe?
Według mnie są to zupełnie inne kraje. Inna kultura, inne zwyczaje, inne stroje ludowe, inna kuchnia. Oceniam, porównując Chengdu z Ułan Bator. Bardzo możliwe, że w innych miejscowościach, wioskach te różnice się zacierają.

Z jakimi największymi problemami zetknęłaś się, będąc w Chinach i Mongolii i jak radzą sobie z ich rozwiązaniem obywatele obu krajów?
W Mongolii jest bardzo dużo kieszonkowców, trzeba więc być stale czujnym. Drugi problem to brak ciepłej wody w trakcie wakacji (podobno powtarza się to co roku w okresie letnim), dlatego niektórzy mają w łazienkach dodatkowe termy. Wiele osób nie stać jednak na taki luksus i myją się w zimnej, wręcz lodowatej wodzie.
W Chinach dużym problemem była dla mnie blokada Internetu, dla innych pracowników również. Już nawet nie chodzi mi o portale społecznościowe czy Youtube, ale nie mogliśmy normalnie pracować, nie łączyło nas ze stronami, na które musiałam wejść, żeby uzyskać potrzebne informacje. Ściągnęłam VPN (Virtual Private Network), więc nie był to problem przez te 3 miesiące mojego pobytu. Jednak gdybym całe życie musiała walczyć z tą blokadą i płacić, żeby móc normalnie pracować, byłabym zła.

W Azji spędziłaś blisko pół roku. Poznałaś tamtejsze życie i pracę. Podobało Ci się tam na tyle, by zostać dłużej?
Polubiłam Azję, na pewno chciałabym i postaram się wracać tam, żeby więcej pozwiedzać. Praca w Chinach i Mongolii była dla mnie cennym doświadczeniem a także wielką przygodą, jednak na dłużej czy na stałe nie mogłabym żyć w Chinach ani Mongolii, głównie ze względu na zbyt dużą odległość od Polski oraz brak znajomości chińskiego.

Ile czasu minęło już od Twojego powrotu?
Ponad miesiąc. Wróciłam na początku grudnia.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia po powrocie do… Polski?
Po prawie 6 miesiącach spędzonych w Azji bardzo dziwne było dla mnie to, że wszyscy mówią tu po polsku oraz że nigdzie nie widać Azjatów. Do tego jeszcze na początku zamarzałam a jedzenie musiałam przyprawiać chili, ponieważ było dla mnie zbyt mdłe. W czasie wyjazdu nie spotkałam żadnej osoby z Polski, mogłam rozmawiać po polsku jedynie przez telefon czy Skype'a. Przyzwyczaiłam się do rozmowy wyłącznie po angielsku, więc gdy w Katarze spotkałam pierwsze osoby z Polski, aż się odwróciłam, ponieważ nie mogłam uwierzyć, że słyszę polski język. Najśmieszniejsze jest to, że Polacy zadawali mi pytania po polsku, a ja im automatycznie odpowiadałam po angielsku.

Jak sądzisz, co dały Ci odbyte staże w wymiarze zarówno duchowym jak praktycznym?
Staże i ogólnie wyjazd były wielką przygodą. Poznałam świetnych ludzi, a do tego dobrze się bawiłam. Dzięki temu doświadczeniu podszkoliłam swój angielski i nabrałam pewności siebie. Wspomnienia zawsze pozostaną, a jest ich tyle, że można by napisać na ich podstawie książkę. Każdy wyjazd jest inny i każdy uczy czegoś nowego. Ja podczas tego wyjazdu lepiej poznałam samą siebie.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Prawo & Biznes w Chinach i Mongolii

Anna Kędzierska

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.