You are from: United States, Go to our American website.

Volunteer overseas on worthwhile and sustainable programmesVolunteer Overseas

Ochrona środowiska naturalnego, Projekt ochrony żółwi morskich w Meksyku, Agnieszka Jarosińska

Agnieszka Jarosińska Agnieszka Jarosińska Agnieszka Jarosińska

Swoją przygodę w Meksyku rozpoczęłam na początku lipca i trwała ona dwa miesiące. Choć przed wyjazdem bałam się czy to nie za długo, teraz mogę śmiało powiedzieć, że mogłabym tam zostać znacznie dłużej. Razem z koleżanką wyjechałyśmy na dwa projekty: pierwszy odbył się w Animal Care Center (Guadalajara), natomiast drugi w Turtle Camp (Tecoman). Od samego początku wyjazd ten był pełen wrażeń i emocji. Przede wszystkim wiązały się one z całkiem inną kulturą i obyczajami. Na szczęście były to głównie pozytywne odczucia

Agnieszka Jarosińska

Naszą host mother, u której mieszkałyśmy przez pierwszy miesiąc była Lesli Romero. Okazała się sympatyczną i opiekuńczą osobą, która naprawdę dbała o nas jak mogła. Nawiązałyśmy z nią bardzo dobry kontakt, który przetrwał do dziś. Pierwsze dni w Guadalajarze polegały na oprowadzeniu nas po mieście, wytłumaczeniu jak mamy się po nim poruszać oraz gdzie znajdują się strategiczne miejsca m.in. biuro ProjectsAbroad czy Animal Care Center.

Praca w Animal Care Center okazała się bardzo ciekawa. Zaczynałam ją około 9.30 i trwała zazwyczaj do 13.00, choć jeśli byli chętni można było pracować dłużej. Do moich obowiązków należało czyszczenie klatek dla zwierząt (głównie ptaków), a także karmienie ich i zmienianie im wody. Oczywiście w zależności od potrzeb musieliśmy wykonywać również inne zadania np.: malowanie ośrodka, czy prace w ogrodzie mające na celu utrzymanie porządku. Dodatkowo każdy mógł asystować przy zabiegach weterynaryjnych, brać udział w trenowaniu drapieżnych ptaków oraz wyprowadzaniu kojota. Podczas mojego wolontariatu miałam możliwość uczestniczenia w wypuszczaniu na wolność zdrowych już zwierząt, a także w zajęciach edukacyjnych mających na celu podnoszenie świadomości ekologicznej u dzieci.

Na szczęście wolontariat z ProjectsAbroad dał mi możliwość nie tylko pracy w ciekawych warunkach, ale także pozwolił poznać nowych ludzi i miejsca. W związku z tym każde popołudnie oraz weekend starałyśmy sobie jakoś zaplanować. Czas po pracy spędzałyśmy zazwyczaj z innymi wolontariuszami zwiedzając Guadalajarę lub po prostu spotykając się żeby coś zjeść, czy porozmawiać. Oprócz tego ProjectsAbroad przynajmniej raz w tygodniu organizował spotkanie dla wszystkich wolontariuszy, polegający na wspólnym, tematycznym gotowaniu lub wyjściu na salsę. Każde spotkanie gwarantowało super zabawę w świetnym towarzystwie. Weekendy dawały nam możliwość zwiedzenia dalszych ciekawych miejsc. I tak na naszej liście pojawiły się: Tequila, Teuchitlan, Guanajuato, Mexico City, Teotihuacan. Największym wyzwaniem okazało się Mexico City oraz Teotihuacan, ponieważ pojechałyśmy tam całkiem same. Choć wiele osób nam to odradzało zaryzykowałyśmy i na pewno tego nie żałujemy. Wyjazd zajął nam 4 dni, podczas których zwiedziłyśmy najważniejsze zabytki tego miasta oraz starożytne piramidy. Ludzie na każdym kroku byli życzliwi i pomocni, a jedynym problemem okazał się angielski – niestety większość Meksykanów nie zna tego języka. Mieszkając w Guadalajarze obowiązkowym punktem jest wycieczka do Tequili, gdzie można od początku poznać proces wytwarzania tego słynnego trunku, a także do Teotihuacanu znanego z okrągłych piramid. Jeśli wystarczy czasu polecam wycieczkę do Guanajuato – kolonijnego miasteczka, które słynie z kopalni rud srebra oraz Muzeum Mumii.

Na początku drugiego miesiąca w Meksyku, przeniosłam się z Guadalajary do Turtle Campu, znajdującego się bezpośrednio na plaży, w odległości 11km od Tecomanu. Warunki tam panujące zdecydowanie różniły się od życia w mieście. Nawet klimat był inny: w powietrzu wciąż odczuwało się wilgoć, a temperatura dochodziła do 35st. Celsjusza. Ciągły szum fal, piasek, który dosłownie był wszędzie, słona woda w kranie i pod prysznicem spowodowały, że pierwszy tydzień był ciężki w dostosowaniu się do życia na plaży. Jednak z każdym dniem coraz bardziej oswajałam się z tamtym miejscem, aż w końcu poczułam, że to mój drugi dom. Praca z żółwiami, różniła się od pracy w Animal Care Center, lecz mi zdecydowanie bardziej odpowiadała. Każdego dnia należało zakopać jaja żółwi, które poprzedniej nocy zbieraliśmy podczas patrolu. Następnie wolontariusze wykonywali obowiązki związane z utrzymaniem czystości w obozie. Potem do godziny 17 mieliśmy czas wolny i mogliśmy go spędzić albo leżąc na plaży albo w mieście, gdzie była kafejka internetowa oraz kawiarnia i sklepy spożywcze. O 17 organizowane były zajęcia, które polegały zazwyczaj na obserwowaniu ptaków na pobliskiej lagunie lub na czyszczeniu żółwich gniazd. Obie czynności były niezwykle interesujące, choć dla mnie czyszczenie gniazd było zdecydowanie bardziej pasjonujące ze względu na bezpośredni kontakt z malutkimi żółwiami.

Choć nie był to mój pierwszy wolontariat, to śmiało mogę powiedzieć, że były to moje najpiękniejsze i najlepsze wakacje. Poznałam wiele ciekawych osób, zdobyłam doświadczenie, które wykorzystam w moim życiu zawodowym, przeżyłam mnóstwo cudownych chwil. Decyzja ta zmieniła moje życie, ale niewątpliwie na lepsze

Tutaj znajdziesz więcej informacji o projekcie Ochrona środowiska w Meksyku

Agnieszka Jarosińska

Powrót do Historii Wolontariuszy

Poinformuj znajomych o tej stronie:

Powrót do góry ▲
Feedback
You seem interested in our projects! Care to tell us more?
I'd be happy to! Not right now, thanks.